środa, 23 września 2015

Rozdział 1

EDIT: Opowiadanie pisane w latach 2015-2016. 

Więc... Zapraszam na pierwszy rozdział Island to find ! Jestem bardzo ciekawa, czy opowiadanie przypadnie wam do gustu i liczę na szczere opinie.
Jako iż w dalszym ciągu szukam bety - rozdział niesprawdzony.

Miłego czytania!





-  No rusz się Josh!

- Zaraz cię dogonię, ty gni- Chłopak nie zdążył dokończyć, gdyż wylądował twarzą białej mazi.


Krem do opalania pokrył całe jego lico, a mała grupka znajomych wybuchnęła niepohamowanym śmiechem, kiedy on sam z naburmuszoną miną powoli podniósł się na nogi. 


- Bardzo zabawne. Bardzo.

- A żebyś wiedział! Wyglądasz teraz jak Sue po ciężej nocce. - Parsknął jeden z chłopaków, jednak zaraz tego pożałował. 


Dziewczyna, chcąc się odegrać, bez oporów podzieliła się z nim swoim balsamem do ciała, rozcierając go sowicie wokół jego ust.

- Ale wiesz co... Do ciebie to bardziej pasuje. Może spróbuj kiedyś.
     

Mniej więcej tak minęły pierwsze dni na pokładzie luksusowego statku wypoczynkowego ''CORAL''. W obecnej chwili Joe wraz ze swoimi towarzyszami leżał w jakuzzi, pił mojito i starał się zaśmiać z mało zabawnej historii Josh'a.

- I wiecie co ?! On wtedy powiedział, że może mi za to oddać swój nowy telefon! Prawie się poryczałem, przysięgam! Przecież moje skarpetki są więcej warte!

- Jesteś podły...Tak potraktować biedaka ? - Mruknęła Sue, zwracając tym na siebie uwagę pozostałych. Po chwili uśmiechnęła się pod nosem i dodała - Mogłeś mu chociaż dać kilka funtów. Pewnie już zapomniał, jak one wyglądają.

- Albo ta laska, która do ciebie zarywała... No Joe, pamiętasz, nie? Spotkałem ją dwa dni później i próbowała ze mną flirtować. Pomyślałem nawet, żeby zabrać ją do siebie na małe co nie co, ale wtedy przyjechała policja i ją zgarnęli! A za co? Ukradła buty z przeceny! - Chwilowo opowieść przerwał mu śmiech zgromadzonych - Ale nie to było najlepsze! Powiedziała glinom, że jestem jej chłopakiem i za wszystko zapłacę, po czym dyskretnie ze łzami w oczach próbowała mi przekazać, że jeśli to zrobię to się ze mną prześpi! - Kolejna fala śmiechu powstrzymała Max'a przez kontynuowaniem historii.

- I co się z nią stało ? - Padło pytanie, kiedy wszyscy byli już względnie spokojni.

- A ja wiem? Pewnie dostała jakąś wysoką karę finansową. Mam to gdzieś. - Wzruszył ramionami, pijąc drinka.

- Jakie to żałosne. - Prychnęła jedyna dziewczyna z ich paczki i oparła się o ramię swojego chłopaka.

- Ej, a tak w ogóle to gdzie jest Stan? Widzieliście go gdzieś? - Max rozejrzał się i również naliczył tylko cztery twarze.

- Pewnie coś wyrwał na parkiecie już dawno jest w pokoju. drąc się wniebogłosy. - W odzewie otrzymał kolejne śmiechy i charakterystyczne poruszanie brwiami.

- To może my też pójdziemy na górę zaszaleć? W nocy ma padać, więc zamykają wyjścia na zewnątrz.

- Co z tego. I tak wyjdziemy.


                                                            
***
     

Na zupełnie innej części statku, pewien chłopak wpadł do swojej kajuty, głośno trzaskając drzwiami. Przecież nic nie zrobił! Wylał na jakiegoś bogatego pajaca szampana. Wielkie halo! Ma pewnie tryliony takich koszul w garderobie! W dodatku przez to, że zrobił awanturę, kazali mu płacić. Nie ma mowy, nie da im ani grosza! Wyjrzał przez małe, okrągłe okienko i warknął po nosem. Zbierało się na deszcz. Trudno, przeżyje. Przecież nie będzie padać wiecznie. Poza tym, w prognozie mówili, że to tylko mżawka. Wyjął walizkę i zaczął pośpiesznie wrzucać do niej nieliczne ubrania. Nikt nie będzie mu mówił, co ma robić. A już na pewno nie obrzydliwe, bogate sknery. Dawał sobie radę w gorszych sytuacjach - bez dachu nad głową, przemieszczając się tyko dzięki łaskawości ludzi, lub na pieszo wędrując do kolejnych miast, kradnąc, by mieć co jeść i pijąc deszczówkę. Kilkugodzinny deszcz nie był mu straszny. 


Jego przemyślenia zostały gwałtownie przerwane walenie do drzwi.


- Nico?! Nico, otwieraj drzwi! To ja, El! NICOLAS!


- No nie drzyj się tak! Przecież otwieram! - Warknął chłopak, wpuszczając dziewczynę do środka. 


- Co.Ty. Do. Jasnej. Cholery. Wyprawiasz?! - Wskazała na walizkę, wbijając w niego wściekłe spojrzenie - Szef już cię szuka! Klient żąda odszkodowania i zapłaty! Zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś, ty niedorozwinięty pajacu?! - 


Zamkniesz się w końcu?! Przecież wiem! Dlatego spadam stąd i dobrze ci radzę, nie przeszkodź mi  wtym. - Pogroził jej palcem, na co prychnęła i założyła ręce na piersi.


- I co zamierzasz zrobić? Teleportować się, czy przejść po tęczy? - Zakpiła, a chłopak powrócił do pakowania walizki.


- Popłynąć.


- Popłynąć?! Zwariowałeś?! Wiesz, że będzie padało! Każdy deszcz może w mgnieniu oka zmienić się w sztorm!


- Nie drzyj się! - Syknął słysząc kroki za drzwiami. Na szczęście po chwili ucichły i odetchnął z ulgą. - Nie obchodzi mnie, co myślisz okej? Spadam stąd, nie mam pieniędzy żeby oddać mu za tę koszulę. Zdajesz sobie sprawę z tego, ile kosztowała? Niedaleko jest port, dam sobie radę. A teraz, jeśli uważasz się za moją przyjaciółkę, idź i odwróć ich uwagę. Muszę jakoś przejść na główny pokład. - Dziewczyna, wciąż kręcąc głową w niedowierzaniu, objęła lekko zniecierpliwionego mężczyznę i poklepała go po ramieniu.

- Jesteś chory i raczej nic już nie będzie z stanie ci pomóc, ale uważaj na siebie.

- Nie dam się byle deszczowi. Więcej wiary. Idź już. - Przytulił dziewczynę i wypchnął za drzwi, biorąc głęboki oddech. Zapowiada się ciężka noc.                                                                                                   

***

                          

Wokół Joe'go bez ustanku kręciła się spora grupka osób. I kobiety, i mężczyźni, chociaż blondyn wyraźnie skupiał swoją uwagę wyłącznie na przedstawicielach jego płci, i to jedynie na tych naprawdę godnych tej uwagi. Był pociągający, wiedział o tym i potrafił to wykorzystać. Jego błękitne tęczówki skanowały po kolei wszystkich, próbujących go dotknąć, zatańczyć lub chociażby podejść bliżej. Powolnym ruchem dłoni przyozdobionej drogimi, większymi lub mniejszymi pierścieniami, przeczesał lekko spocone i skołtunione włosy. Znów będzie musiał je układać. 

- Joe! Ja i Max będziemy się zbierać! Przekaż Joshowi! - Dziewczyna starała się przekrzyczeć tłum, stojąc od chłopaka w odległość dwóch metrów. - JOE! Słyszysz?! 


Williams dopiero za drugim razem usłyszał nawoływania Sue i widząc, że ta trzyma za rękę swojego ledwo trzymającego się na nogach chłopaka, skinął głową. On jeszcze trochę zostanie. Z tą myślą oplótł ramionami kark wysokiego szatyna, który kręcił się przy nim od dłuższego czasu. Lekka opalenizna, duże, brązowe oczy, kilkudniowy, równo przystrzyżony zarost. Czarne sztyblety z nowej kolekcji Versace, zegarek z czerwonego złota, Iwc Portuguese Chronograph* i perfumy, których zapach był mu dobrze znany. Delikatny aromat kawy, z nutą fiołka, tak charakterystyczny dla Noir, Toma Forda. Spełniał wymagania, szatyn, najwyraźniej dostrzegając w jego oczach aprobatę, objął go ciaśniej w pasie i pochylił się nad nim tak, by mieć dostęp do jego ucha.

- Może przeniesiemy w przytulniejsze miejsce? - Gorący oddech owiał jego wrażliwą skórę. Uśmiechnął się pod nosem.

- To zależy - Uniósł podbródek ku górze, napotykając tam pożądliwy wzrok mężczyzny.

- Od czego? - Kolejna fala gorącego powietrza spowodowała u niego przyjemne dreszcze.

- Od tego, co masz na myśli mówiąc przytulniejsze miejsce. - Zagryzł wargę, nieznacznie odchylając głowę do tyłu.

- Łóżko brzmi dobrze? - Delikatne, niemal niewyczuwalne pocałunki, jakimi była właśnie obdarowywana jego szyja przypieczętowały odpowiedź.

- Brzmi doskonale.                                                            

                                                             
***



     Nicolas ze wzrokiem wbitym w ziemię mijał kolejne osoby. Czy ci ludzie nie mogliby w końcu iść spać? Wybrał już szalupę, musiał tylko poczekać, aż pokład trochę opustoszeje. Spojrzał w niebo pokryte ciemnymi chmurami. W oddali dało się dojrzeć błyski piorunów. Niech to, idzie burza. Musi się spieszyć. Kiedy po kilkunastu minutach wszystko dookoła względnie opustoszało dał znak El, stojącej dalej, a ta natychmiast poszła zagadać jakiegoś gościa z załogi, który miał patrolować tę stronę statku. W tym czasie chłopak, najciszej jak umiał, wsiadł do łódki i zaczął ją powoli opuszczać w dół. Nie było to wcale takie łatwe. Sznury, które obwiązał sobie wokół nadgarstków, zaczynały zbytnio uciskać, sprawiając ogromny ból. Szlag by to trafił. Przecież było oczywiste, że nie da rady sam. Był ledwo w połowie, kiedy jedna z lin wyślizgnęła mu się z rąk sprawiając, że on, wciąż uwiązany drugą liną zawisł w powietrzu, a łódka zaczęła szybko spadać do wody. To już nie uszło uwadze strażnika, który w mgnieniu oka znalazł się przy burcie, krzycząc i zwołując resztę. Było źle. Bardzo źle. Próbował się wyszarpać, poluzować supeł, ale to nic nie dawało. Spojrzał w dół na powoli oddalającą się łódkę i zaklął pod nosem. Potem skierował swój wzrok w górę, gdzie zaraz przy ludziach chcących wciągnąć go na górę, stała jego przyjaciółka. Posłała mu pełne zmartwienia spojrzenie po czym wyciągnęła z kieszeni czarnej bluzy niewielki scyzoryk, którym chwilę później przecięła line. Nicolas nie zdążył nawet zanotować co stało się, kiedy już wynurzył się z wody. Pierwszym co zrobił, było szybkie dogonienie odpływającą łódki i wdrapie się na nią. Dopiero potem spojrzał na pokład oddalającego się statku, na którym ludzie w białych mundurach zabierali El. Pomogła mu uciec. Poświęciła się dla niego i będzie mieć przez to olbrzymie kłopoty. Statek oddalał się coraz bardziej, a już po chwili kompletnie stracił go z oczu, gdyż wszystko okryła szara tafla deszczu. Zaczyna się.                                                                                                 

                                                     
***




     Robiło się coraz goręcej. Aron - bo z tego, co dowiedział się Joe, tak właśnie miał na imię ów mężczyzna - miał boskie ciało. I usta, co stwierdził już kilka minut później. Byli właśnie w trakcie usuwania zbędnego materiału bokserek z ciała dziewiętnastolatka, kiedy drzwi otworzyły się z głośnym hukiem i do pomieszczenia wpadł rozentuzjazmowany Josh.


- Co do-


- Spokojnie. To mój znajomy, jest z lekka chory na umyśle. Nie przeszkadzajmy sobie.- Uspokoił zdezorientowanego szatyna, na co ten jedynie wzruszył ramionami i powrócił do obdarowywania delikatnymi pocałunkami wewnętrznej strony ud blondyna.


- Bardzo zabawne, Joe. a teraz przeproś pana, ubieraj się i chodź. - Warknął lekko zdenerwowany chłopak, ale na jego twarz już po chwili powrócił uśmiech - Zaczyna się sztorm! Już zamknęli wyjścia na pokład, chodź! Musimy to zobaczyć!


- Jestem trochę zajęty, jeśli jeszcze nie zdążyłeś zauważyć. Poza tym, porównując moją obecną sytuację z deszczem, wilgocią i narobieniem sobie siniaków, ślizgając się po pokładzie, wybacz, ale nie śpieszy mi się do opuszczania tego pomieszczenia. - Mruknął wplatając palce we włosy Arona, który właśnie założył sobie jego prawą nogę na ramię.


- Pieprzyć możesz się zawsze! Taka okazja się nie powtórzy! 

- Owszem. Można to zrobić jutro.

- Jutro nie będzie padało.

- No to pojutrze. - Warknął zirytowany Williams, podnosząc się do siadu i posyłając przepraszające spojrzenie swojemu niedoszłemu kochankowi.

- Tchórzysz. - Stwierdził Josh z lekkim uśmiechem i założył ręce na piersi, już w tamtym momencie doskonale znając odpowiedz zdenerwowanego przyjaciela. 

- Ja nigdy nie tchórzę.          

     
    

- Jesteście pewni, że nas nie złapią? - Sue nie była do końca przekonana co do słuszności ich działań. Mocniej ścisnęła dłoń swojego chłopaka, zerkając na resztę.

- Wyluzuj. Będzie zajebiście. - Zaśmiał się Josh, po czym wpisał kod odblokowujący drzwi. - Uwaga...IDZIEMY! - Krzyknął i otworzył je, wypychając wszystkich na zewnątrz, a samemu wręcz wybiegając na pokład. Woda była wszędzie. Na pokładzie, w powietrzu, na statku i poza nim. 

- WOW! Chodźcie do barierki! - Krzyknął ktoś i wszyscy, trzymając się czegoś lub kogoś w pobliżu, w końcu do niej dotarli.

- I co?! Nie jest zajebiście?! 


Było zimno i cholernie wiało. Przez deszcz nie dało się poruszać, ani zobaczyć nic prócz tego co mieli przed sobą. Ale ten widok... Robił wrażenie. Ogromne fale mieniły się w blasku błyskawic. Morze wyglądało jak pole bitwy pomiędzy wodą a niebem. Pioruny ciskały w dół jak włócznie, chcące zranić granatową głębię, a woda pięła się ku górze, odstraszając je swoją siłą i wielkością. Był to widok nad wyraz piękny, ale i niebezpieczny.


- Patrzcie! Bez trzymanki! - Joe ledwo dojrzał Josha, który stał przy barierce machając rękami. 

Chciał krzyknąć, powstrzymać go, ale nie zdążył. Gigantyczna fala, zalewająca pokład powaliła wszystkich na ziemię. A potem kolejna. I jeszcze jedna. Resztkami świadomości zobaczył Max'a pchającego Sue do wejścia i samemu na klęczkach podążającemu za nią, jednak woda wciąż pchała go to burty. Zobaczył Josha już w połowie znajdującego się poza pokładem. Krzyczał i błagał o pomoc. Chciał podać mu rękę. Chciał uciec stąd do ciepłego łóżka. Chciał potem obudzić się, zjeść śniadanie i znienawidzić go za to, że w ogóle go w to wpakował. Nagle robiło się mrocznie. Cicho. Spojrzał w górę i zobaczył... Potwora. Potwora tak ogromnego, że zasłaniał wszystko inne. Czarnego potwora o białych, ostrych jak brzytwa zębach. Zbliżał się i pochłaniał wszystko. Usłyszał wrzaski, poczuł ból. A potem? Potem była tylko ciemność.





* Iwc Portuguese Chronograph - Model zegarka marki IWC (International Watch Company)

7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział, czekam na następne!
    Wysłałam do Ciebie email w sprawie bycia betą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie mega mnie zaciekawiło, co jest dla mnie niezłym szokiem bo zazwyczaj dzieje się to gdzieś dalej. Już nie mogę się doczekać dalszych części :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Drogi anonimku ~
    Dziękuję Ci bardzo, każdy taki komentarz to banan na twarzy :)
    Kolejny rozdział pojawi się w niedzielę ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny początek :) Lecę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    świetny początek, Nico jego od razu polubiłam, mam nadzieję, że nic mu się nie stanie, tak bogate dupki, takich to nie lubię, na innych patrzą z góry...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj, witaj,
    początek bardzo ciekawy, co do Nico to go już lubię, mam nadzieję, że nic mu się nie stanie, prawdziwe bogate dupki, nie lubię takich, mam nadzieję, że będzie wielkie zderzenie z rzeczywistością...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    Nico już go lubię, mam nadzieję, że nic mu się nie stanie, biedny co za dupki, nie lubię takich ludzi... prawdziwe bogate dupki, mam nadzieję, że będzie wielkie zderzenie z rzeczywistością...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń