poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 3

Witajcie. Wiem, wiem...mam dzień spóźnienia. Przepraszam, ale na prawdę nie mogłam znaleźć czasu. Zapomnijmy o tym? ;)
Za sprawdzenie dziękuję Patce.

Zapraszam do czytania!


    Obudził się na miękkim posłaniu. Dookoła   unosił się zapach owoców i coś przyjemnie łaskotało go po szyi. Było mu ciepło i wygodnie. Więc to był tylko sen. Co za ulga... Teraz otworzy oczy i znów będzie w swojej kajucie. No naprawdę, zabije Josha za niesprawdzony towar. Wyciągnął się i zaczął powoli otwierać oczy. Jak opowie im co mu się przyśniło, za Chiny mu nie uwie... Stop. CO TU SIĘ DZIEJE?! Może po prostu dalej jest na haju czy coś. To muszą być zwidy. Jak inaczej wyjaśnić to, że leżał na ''łóżku'' (o ile mógł tak nazwać to coś) zrobionym z palmy, bambusów, liści i skór, które pewnie kiedyś należały do zwierząt, ale wolał się nad tym dłużej nie zastanawiać. Znajdował się w drewnianym domku, a wnioskując po tym, że za prowizorycznym oknem jakim był częściowy brak ściany znajdowała się korona sporej rośliny, musiał być to domek na drzewie. Wszystko tu zbudowane było z drewna, skór i liści. Podskoczył przerażony, kiedy zobaczył, że tym co przyjemnie łaskotało go w szyję był ogon czarnej pantery patrzącej się na niego krzywo. Krzyknął jeszcze głośniej kiedy przez ''drzwi'' wszedł ogromny tygrys, na którym siedziała malutka małpka kapucynka. Na pewno musi być naćpany. Owszem, pamiętał co się wczoraj stało, ale to jest przecież do cholery niemożliwe! Wstał, a tak właściwie wyskoczył z posłania i pierwszym co zanotował było to, że jest ubrany w za dużą na niego szarą, podartą koszulkę, potem zauważył że jego udo jak i kolano są owinięte pożółkłymi bandażami i już praktycznie nie bolą. Następnie dostrzegł miskę pokrojonych w kostkę owoców, i coś przypominającego razową bułkę. Zgromadzone w pokoju zwierzęta usiały na dywanie splecionym ze sznurów i spojrzały na niego zdziwione. Odetchnął głęboko kiedy dotarło do niego że to na pewno nie jest sen. Nie jest na haju. To rzeczywistość. 
 
 
    ***



    Noc minęła w miarę spokojnie. Po tym jak Lucas w końcu zaszył mu ranę, nasmarował ją jakąś zielonkawą mazią, po której ból stosunkowo zniknął. Teraz odczuwał lekkie kłucie i pieczenie, ale nie miał zamiaru nikogo o tym informować. Oni byli w gorszej sytuacji i nie narzekali. A byli przecież tacy młodzi...
W ciągu wczorajszego wieczora Nicolasowi udało się dużo dowiedzieć o swoich wybawicielach. Mianowicie Cornelia i Lucas, mieli kolejno dziewiętnaście i siedemnaście lat. Było dla niego nie lada zdziwieniem, kiedy dziewczyna powiedziała mu, że jej brat jest nieletni. Opowiedzieli również trochę o swoim dzieciństwie, i o tym jak tu trafili. I Stone mógł teraz śmiało stwierdzić że podziwia rodzeństwo za wytrwałość i odwagę jaką się wykazali. Na początku rozmowy był nieco skołowany tym, że zasypują go tyloma informacjami ze swojego życia osobistego, lecz potem doszedł do wniosku, że nie rozmawiając z nikim od tak długiego czasu, na pewno czuli potrzebę wygadania się i tak dalej. Rozumiał to. Ale nie chcąc wypaść źle w ich oczach oraz chcąc zdobyć ich zaufanie, również powiedział o sobie kilka istotnych faktów. Potem śmiali się i żartowali jak starzy przyjaciele, a kiedy brunet chciał wyjść, tłumacząc się że musi znaleźć jakieś miejsce do spania, rodzeństwo oburzyło się i jednogłośnie oznajmiło iż zostanie z nimi. Był im na prawdę wdzięczy, bo co by ze sobą zrobił gdyby nie pozwolili mu zostać? Wolał nawet o tym nie myśleć.

   Siedział właśnie przed swoim nowym miejscem zamieszkania i podziwiał przepiękną przyrodę otaczającą go z każdej strony. W trakcie burzy, przez wiatr i deszcz, nie dość, że miał bardzo słabą widoczność, to wszystko było szare i ponure. Z kolei za dnia zdążył zobaczyć tylko plażę. A było tu naprawdę pięknie. Przy jaskini rosło wiele drzew owocowych i kwiatów. Trochę dalej między skałami znajdowały się niewielkie krzaki i małe rośliny, a na samym końcu widniało wejście do dżungli. Obserwacje przerwał mu siadający koło niego Lucas z małpką na ramieniu.
- Chciałbym przedstawić Ci ostatniego z domowników, którego niestety wczoraj nie poznałeś. Nico, to jest Luna. Luna, to jest Nico, nasz nowy przyjaciel. - Kiedy chłopak skończył mówić, zwierzątko ostrożnie przesiadło się z jego ramienia na kolana bruneta i przyjrzało mu się uważnie. Ten uśmiechnął się do niej i wyciągnął dłoń, chcąc się przywitać, po czym zaśmiał się rozbawiony, kiedy futrzak chwyciwszy ją zaczął nią obracać i potrząsać, zapewne w poszukiwaniu jedzenia. Nie znajdując niczego, spojrzał się na Stone'a ze zdziwioną miną. 
- Nie tak, zobacz - Mówiąc to ujął dłoń zdezorientowanego Lucasa i potrząsnął nią lekko. - Widzisz, teraz ty - Ponownie wyciągnął do małpki rękę, a ta wcześniej dla pewności spoglądając na siedemnastolatka, złapała dwa palce mężczyzny i potrząsnęła nimi podskakując jednocześnie. Kiedy po jakimś czasie Luna nie chciała wypuścić z uścisku dłoni starszego, blondyn wybuchnął głośnym, acz melodyjnym i przyjemnym dla ucha śmiechem.
- Uwielbia uczyć się nowych rzeczy. Kiedy pierwszy raz udało jej się nalać wody do kubka, robiła to bez przerwy przez kolejne dwa tygodnie. Ale polubiła cię, więc może do wieczora odpuści. - Tym razem obaj zaśmiali się głośno, patrząc na Lunę, która cały czas radośnie potrząsała, teraz już dwoma dłońmi dwudziestorzylatka.
 
 
    ***



    Kpiny. Czyste kpiny. Przez dwie godziny Joe przeszukał cały dom. A raczej chatkę. Lub w ogóle coś na kształt szałasu czy... Mniejsza o to. W każdym razie sprawdził każdy kąt i nie znalazł nic, co mogłoby mu się przydać. Ani telefonu, ani grzebienia, ani jedzenia, ani mydła czy chociaż większej ilości ubrań. Najchętniej by stąd uciekł, pobiegł na plażę i rozpalił ogromne ognisko, a dym przyciągnąłby uwagę jakiegoś statku. Naprawdę marzył o tym, ale było kilka ''ale''. Po pierwsze, nie wiedział w którym kierunku jest plaża i jak daleko się ona znajduje. Po drugie, nie potrafił rozpalić ogniska. On nawet zapałek nie używał do cholery! W końcu, po trzecie i najważniejsze, nie miał zielonego pojęcia jak stąd zejść. Możecie się śmiać, proszę bardzo, ale znajdował się kilkanaście metrów nad ziemią i nie widziało mu się skakać. Kości też chciał mieć całe, jeszcze mu się przydadzą. 
Co prawda była tam jakaś lina... Jakiś maleńki wagonik... Ale pod spodem zauważył jakieś dziwnie kolczaste drzewa... Tak. Nie, po prostu nie było mowy żeby wsiadł na to coś. Przecież się zabije! Usiadł na czymś, co służyło domownikowi za łóżko i jęknął cierpiętniczo. Właśnie. Domownik. Kim jest? Dlaczego mu pomógł? Czego chce? A jak wróci tu z ogromnym kijem, nabije go na niego i upiecze jak prosię? Nie... Ale może go zaprząc do ciężkiej pracy. Będzie musiał zbierać mu jedzenie, przynosić wodę i... Nie, to też nie. Nie ratowałby go tylko po to. A jak... Nie, o tym to nawet nie chciał myśleć. Chciał zwiać. I kiedy już prawie się przemógł do spróbowania zejścia po tym drzewie, czarny kot zawarczał, zeskoczył z łóżka na którym leżał, po czym uniósł głowę i spojrzał w dół. Cóż, zwierzęta mają lepszy słuch, dlatego chłopak dopiero po upływie minuty usłyszał, że coś, a raczej ktoś jak mniemał, się zbliża. Panika. To słowo zajęło cały jego umysł i obijało się o jego ściany. Nie zdążył nawet pomyśleć gdzie mógłby się schować, a postać w czarnej pelerynie wchodziła do środka. Postanowił więc nie pogarszać swojej i tak złej sytuacji i stać, grzecznie czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Mężczyzna powoli podszedł do niego i wyciągnął dłoń, na co blondyn od razu gwałtownie się cofnął.
- C-czego chcesz? - odszedł kilka kroków w tył, lecz każde jego stąpniecie było również jednym krokiem w przód tego nieznanego mu człowieka. Kiedy dzielił ich metr, a Joe nie wiedział co ma zrobić, tajemniczy osobnik ściągnął kaptur odsłaniając swoją twarz. I w pierwszej chwili go zamurowało. Bo nie był on dużo starszy od niego. Bo miał duże, ciemne, praktycznie czarne oczy, i tak samo ciemne włosy. Bo był wysoki, umięśniony i opalony. Bo nie tak wyobrażał sobie osobę mieszkając w sercu dziczy. Przez to że się zagapił, prawie nie zauważył, że właściciel domostwa ponownie wyciąga dłoń w kierunku jego głowy. Nie mając już dokąd uciec zacisnął mocno powieki czekając na najgorsze. Ale... Nic nie bolało. Poczuł przyjemny dotyk. Palce powoli prześlizgiwały się między pasmami jego włosów. A kiedy to wszystko zniknęło, powoli otworzył oczy i zobaczył owego mężczyznę, trzymającego w dłoni ogromnego pająka, którego prawdopodobnie wyciągnął z jego włosów. O cholera... Panika?

6 komentarzy:

  1. Ooo jak miło ;* Ale to raczej Ty jesteś świetna a ja po prostu pisze jak najęta :D Tak... moja logika nie pozwala na to żeby napisać jeden dłuższy komentarz i zawrzeć w nim wszystko co chciałam powiedzieć. Bo i po co xD Dopiero jak powstawiałam te komentarze to się kapnęłam, że i tak można :D A co do rozdziału to super, ale pozostawił po sobie pewien niedosyt i czekam z niecierpliwością na więcej ^^
    # Katsumi - chan

    OdpowiedzUsuń
  2. No kupiłaś mnie ^^ Będę tu wpadać regularnie. W moment pochłonęłam wszystkie rozdziały i podziwiam za geniusz twórczy!
    Nie będę jednak się rozpisywać, bo jak zacznę to nie skończę...
    Co do tego rozdziału... ah! Taki cudowny, obrazowy, delikatny styl i nie monotonne opisy... cudo! Pozytywna energia Lucasa i Corneli - lubię ich :) Byle się nie popsuli. Joe i jego przerażenie to słodkie połączenie ^^ Ale... czemu takie zakończenie? :( Ja chcę jeszcze! Już nie mogę się doczekać dalszych części :)
    Pomijając kwestie ortograficzno-interpunkcyjne (nie chcę być niemiła, wybacz :( ) to opowiadanie jest idealne!
    Pozdrawiam i dużo weny życzę :)
    Vittoria Harper

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuję. Jestem Ci naprawę mega wdzięczna za ten komentarz. Ach..Proszę rozpisuj się ile tylko chcesz. Bo może i wygląda to nieco dziwnie, kiedy siedzę znudzona przed komputerem, a nagle pojawia się taki uśmiech że twarz pęka, ale aż ciepło na serduchu się robi jak czytam coś takiego :3
      Co do ortografii/interpunkcji to prześladuje mnie chyba od urodzenia >.<
      Znalazłam betę by temu zapobiec, bo uwierz mi na słowo - moje niesprawdzone prace, to coś dla ludzi o mocnych nerwach, haha.
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam ^^
      Joyssli

      Usuń
  3. Hej,
    pięknie, te opisy, czy Joe i Nicolas się spotkają? Joe i to przerażenie słodkie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    przerażenie Joe słodkie, ciekawi mnie kwestia czy nasi rozbitkowie się spotkają...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    ciekawi mnie kwestia czy nasi rozbitkowie się spotkają, a to przerażenie Joe slodkie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń