niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 8

    Ho ho ho. Na wstępie przepraszam za tygodniowe opóźnienie. Moim jedynym wytłumaczeniem jest telefon, który wylądował w naprawie, a w internacie nie mam innego dostępu do internetu. Cóż...jeszcze tylko kilka dni do świąt! W końcu zapomnimy o szkole, pracy i wszelkich obowiązkach. Kto cieszy się tak bardzo jak ja? Ach...Brakuje mi tylko śniegu. Biedny mikołaj zamiast w saniach, będzie musiał przemierzać świat na czerwonym motocyklu. 
No właśnie. Z bólem serca stwierdzam, że pewnie nie ''spotkamy'' się już przed świętami, więc to czas na ŻYCZENIA!
A życzę wam naprawę wszyyystkiego co najlepsze. Bogatego Mikołaja, ciepłej, rodzinnej atmosfery, sweterków i skarpetek w renifery, dobrej rybki, cudownie pachnącej, kolorowej choinki i jeszcze wspanialszego zapachu świątecznych ciasteczek, powodzenia w szkole, pracy, ogólnie w życiu, miłości, zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń, nawet tych, o których jeszcze nie pomyśleliście, i oczywiście żeby poszło w cycki ;)

A nawiązując do komentarza pod ostatnim rozdziałem, co sądzicie o takim rozwoju akcji? Owszem, to wszystko dzieje się dosyć powoli, ale właśnie takie było wstępne założenie.
Rozdział oczywiście sprawdzony przez Patkę.
Zapraszam na ósemkę ITF!


    Minęło kilka dni, albo może tygodni? Miesięcy? Nie liczył. Jednak był to na tyle długi czas, by naprawdę zaczął się przyzwyczajać. Przyzwyczajać do świadomości, że szanse na powrót do domu są nikłe, do życia bez perfum od Toma Forda, kart kredytowych, lakierów do włosów, drogich pierścionków i markowych ubrań. Zaczął przyzwyczajać się do braku rzeczy materialnych, ale również i do tego otoczenia. Do wstawania bladym świtem, do porannego ryku Kiry i ciągłego szumu wiatru. Do jasnego światła promieni słonecznych, uporczywie przebijających się przez gęstą roślinność i do srebrzystego blasku księżyca nocą. Do łóżka pościelonego zwierzęcą skórą, do różnorodnych owoców i orzechów, które jadał na śniadanie, do kąpieli w drewnianej misie i do czesania włosów starym, metalowym grzebieniem. Zaczął powoli przyzwyczajać się do Niego. Nie było to oczywiście łatwe, ale nie niemożliwe. Chris był cichy, tajemniczy i z pewnością niebezpieczny, jednak blondyn już nie odczuwał strachu. Bardziej... ciekawość? Zainteresowanie, ekscytację, podziw? Nie wiedział o nim nic, prócz tego jak się nazywa, a i ta wiedza przyszła z niemałym oporem. Nigdy nie rozmawiał z nim ot tak. Zawsze było to spowodowane sytuacją i w większości były to pytania. "Jak się czujesz?", "Jesteś głodny?", "Dobrze spałeś?"...


- Jak twoja noga? - niski głos przerwał jego przemyślenia.
Uniósł wzrok ku górze, napotykając łagodne, jednak stanowcze spojrzenie ciemnych oczu.

- W porządku. Wcześniej jeszcze trochę bolała, ale teraz jest już okej - mruknął, zerkając na swoje udo.

Dziś rano brunet stwierdził, że już czas zdjąć szwy, które założył jakiś czas temu, więc kuracja jego nogi praktycznie dobiegła końca. Powinien jeszcze od czasu do czasu smarować bliznę tą żółtą mazią, którą przed paroma dniami podał mu Black, ale ogółem była już zdrowa. 

- To dobrze, ponieważ dziś mi pomożesz - oznajmił, skinąwszy głową, tym samym wprawiając Joe w osłupienie.

On? Pomagać? Tutaj? Nie, nie, nie... Williams i praca fizyczna zdecydowanie się nie lubiły. W tej chwili w głowie cofnął wszystko, co mówił o przyzwyczajeniu. On kompletnie tu nie pasował.

- W-wiesz... Ja nie wiem czy to aby na pewno dobry pomysł... W końcu jestem świeżo po kontuzji...

- Za pół godziny na dole - mruknął brunet na odchodne i sprawnie zszedł na ziemię.
Świetnie, po prosty świetnie. Joe kategorycznie nie nadaje się do pracy fizycznej. Opcji jest kilka: albo się zabije, albo poważnie poturbuje, lub w najlepszym wypadku nabije sobie tylko kilka siniaków, szalenie się kompromitując. Jęknął cierpiętniczo i opadł na wiklinowy fotel, rzucając znienawidzone spojrzenie Piccolo, który w mniemaniu Joe próbował go naśladować. Małpka co chwilę spadała z drzewa, chowając pyszczek w niewielkich łapkach, wyglądając na załamaną, po czym patrzyła na blondyna, skacząc wesoło. Ale chłopak nie miał nawet możliwości zbyt długo się wściekać, ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że właśnie tak będzie to wyglądało. Tym bardziej, że nie miał pojęcia, o jaką pomoc chodziło Chrisowi. Przenoszenie i przywiązywanie do lin belek drewna? Mężczyzna robił to od dłuższego czasu i wyglądało na to, że praca już dobiega końca. Nie do końca wiedział, za co owa konstrukcja ma posłużyć, jednakże nie to było teraz jego problemem. Może ciemnowłosy każe mu dźwigać wodę ze strumienia? Wspinać się na drzewa i zbierać owoce? Łowić ryby? Upolować jakąś zwierzynę? Naprawić przeciekający dach? Williams nie potrafił zrobić nic z wyżej wymienionych, a czas płynął nieubłaganie. Zdawałoby się, że minęło zaledwie kilka minut, kiedy Joe usłyszał wołania bruneta. Okej... zawsze może powiedzieć, że nadal bardzo boli go noga, lub że ma zawroty głowy bądź jest mu słabo. Żałosne. Jak tylko udało mu się zejść na ziemię (samo to nadal przysparzało mu wiele trudności), Black przywołał go do siebie ruchem dłoni.

- Spójrz, widzisz tą rozłożystą, grubą gałąź na tamtym drzewie? - Blondyn skinął głową, prowadząc wzrok wzdłuż ręki ciemnookiego.
Drzewo znajdowało się około trzydziestu metrów od nich, jednak wyjątkowo wyróżniało się na tle pozostałych. Było nieco niższe, ale za to dużo potężniejsze, grubsze i szerokie. Sprawiało wrażenie niesamowicie solidnego.

- Co z nią? - zagryzł wargę zerkając to na wskazaną wcześniej długą gałąź, to na swego towarzysza.

- Pomożesz mi zamontować most, od tego krańca domku, do tamtej gałęzi. - Skinąwszy głową Chris w końcu spojrzał na chłopaka, który patrzył na niego szeroko otwartymi oczami, nie bardzo wiedząc, co ten koleś do cholery wygaduje.

- C-co? Nie żebym w ciebie wątpił... Ale jak ty zamierzasz to zrobić? - Sam ''most'', jak określił konstrukcję mężczyzna, musiał być niewiarygodnie ciężki, i niemożliwym byłoby same przeniesienie go w inne miejsce.

A brunet, nie dość że chciał przenieść go kilkanaście metrów dalej, rozciągnąć go na długości trzydziestu metrów, to jeszcze jakimś cudem unieść do góry, wspiąć się z nim na drzewo i przymocować go gałęzi. Skromnym zdaniem Joe, było to niewykonalne.

- Istotnie, zrobienie tego samemu byłoby dosyć problematyczne. Dlatego mi pomożesz.- Teraz chłopak bardziej niż na jego słowach, skupił się na igrającym na jego wargach, pełnym satysfakcji uśmieszku.


***


    W innej części wyspy pewne rodzeństwo przechadzało się nieopodal jaskini, zbierając owoce. Lucas wyczuł, że od jakiegoś czasu było między nimi pewne napięcie, i nie miał pojęcia, czym jest one spowodowane. Chociaż nie... może i się domyślał. Ale nie chciał dopuszczać do siebie tej informacji. Kochał siostrę i czuł silną więź z Nicolasem. Choć znali się krótki czas, ufał mu, czuł się przy nim bezpiecznie, dobrze i był szczęśliwy. Miał nieodparte wrażenie, że Stone celowo poświęca więcej czasu właśnie jemu. Cóż... Absolutnie mu to nie przeszkadzało, co więcej, uwielbiał to. Lecz jego siostra najwyraźniej nie.

- Hej, Lucy, dobrze dogadujesz się z Nico, prawda? - jej głos był bardzo zamyślony.
Nie zwracała na niego uwagi, nie patrzyła na niego. 

- Tak... Myślę że tak - był niepewny.
Włożył do kosza kolejne owoce mango, niepewnie zerkając na siostrę.

- Jesteście ze sobą blisko - to nie było pytanie, lecz stwierdzenie, które wypowiedziane oschłym głosem rodziło w młodym chłopaku wiele sprzecznych emocji.

- T-tak sądzę... Czy to źle? - nie wiedział co mógłby powiedzieć.
Cornelia nie wydawała się być przychylnie nastawiona do jego zażyłości z brunetem. 

- Nie wiem. Cieszę się, że jesteś szczęśliwy, jednakże to chyba dosyć nieodpowiedzialne, tak szybko spoufalać się z obcym. - Teraz Smith nie rozumiał kompletnie nic ze słów dziewczyny.

Przecież to ona nalegała, by przyjąć go ciepło, powitać jak w domu. To ona kazała mu oprowadzić go po okolicy, zapoznać z otoczeniem, sprawić, by poczuł się dobrze na wyspie.

- Nie rozumiem Cornel, wydawało mi się że lubisz Nico... No i minął już prawie miesiąc, trochę go poznaliśmy...

- Nie - zostało mu przerwane - Nie MY go poznaliśmy, to TY go poznałeś. Ja nadal wiem o nim jedynie tyle, ile udało dowiedzieć mi się w pierwszych dniach. 

- Może powinniście spędzać razem więcej czasu...

- A może to ty powinieneś się od niego odczepić?! - warknęła, gwałtownie stawiając kosz na ziemi. - Nie zrozum mnie źle, bracie, nie mówię tego... ugh. Chodzi o to że... Nie tak. Masz dopiero siedemnaście lat, nie rozumiesz tego, ale Nicolas jest już dorosłym mężczyzną i wątpię, by był zadowolony ze spędzania czasu z nastolatkiem. Myślę, że chciałby spędzić trochę czasu z... kobietą... - dodała już znacznie ciszej i spokojniej, jednak wciąż bardzo pewnie. Blondyn nie miał pojęcia, co powiedzieć. Na początku był zły. Przecież wcale nie uczepił się Stone'a, wcale za nim nie łaził ani nie odciągał od siostry. To... to brunet nieustanie za nim chodził, spędzał z nim czas i uczył nowych rzeczy. I chłopak tu lubił. Lubił Nico, lubił jego uśmiech, jego zabawne opowieści, kolor jego oczu, barwę jego głosu i jego dłonie, które uspokajająco gładziły jego włosy, kiedy wieczorami leżał z głową przy jego udach, oglądając zachód słońca. Możliwe, że lubił to wszytko odrobinę za bardzo i Cornelia to zauważyła. Ale jeśli... jeśli coś w tym jest? Jeśli mężczyzna chciał być po prostu miły? Jeśli tak naprawdę Smith go męczył? Może właśnie tak było. Dlatego kiedy ujrzał ciemnookiego kilkanaście metrów od nich z Luną na jego ramieniu, uniósł niepewnie wzrok zerkając na siostrę i skinął głową, po czym szybko się oddalił. I nie mógł już zobaczyć ani szerokiego uśmiechu Cornelii, ani jej świecących oczu wpatrzonych w bruneta. Nie mógł zobaczyć też jego gasnącego uśmiechu, jego zmarszczonych brwi, i niepokoju widocznego w jego brązowych oczach.

10 komentarzy:

  1. Co.? Jak to.? *płacze*
    No coż, będę cierpliwym dzieckiem i poczekam na moje kochane yaoi.
    Przynajmniej kolejne rozdziały mnie nie nudzą, a to już coś. :D
    Czekam na dalszą część. ;)
    Powodzenia. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem za powolnym rozwojem akcji ;) Jak dla mnie już się sporo dzieje. Lubie dogryzanie sobie pierwszej pary xd Czyżby to Joe będzie latał za Blackiem? A to niespodzianka ;) Wredna siora czy ona nie widzi jacy oni są razem uroczy? Druga praka xd niespodziewanie staje się moją ulubioną :) Oby braciszek nie dał się zdominować siostrzyczce i stał się płaczliwą panienką ;( Do boju! <3 dzięki ;) a to z tyg, dniami, przypływami super dbasz o szczegóły :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam witam xd
    Bardzooo ciekawe i interesujące opowiadanie i mam nadzieję że szybko pojawi się kolejny rozdział.
    PS. Mi tam pasuje jak wolno dzieje się akcja a nie tak od razu są w sobie zakochani i chodzą ze sobą xd.
    A i jeszcze duuuuzo czadu na pisanie i duuuuużo weny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowone, nie mogę się doczekać następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  5. Aj. Świetnie piszesz. Mam nadzieję, że się jakoś rozkręci, bo już nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za wredna, zazdrosna siostra wrrr Ciekawe jak przebiegnie zamontowanie mostu i ile kości sobie biedaczyna połamie :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    Joe musi nauczyć się wielu rzecz, a Charlie podoba mi się jego postawa, Cornelia chce się dobrać do Nico, jednak on woli w tych sprawach Lucasa no i tak jego uśmiech gasł jak Lucas się od nich oddalał...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej,
    podoba mi się postawa Charliego, ojć Cornelia nie masz co liczyć Nico nie interesuje się tobą, za to Lucasem tak...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  9. pięknie, podoba mi się postawa Charliego, ojć Cornelia nie masz co liczyć Nico nie interesuje się tobą, za to Lucasem tak...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń