niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 9

Na wstępie przeeepraaaszam!!! Nie było mnie...długo. Mam masę powodów, tłumaczeń i wymówek, jednak po co mam was tym zasypywać, skoro winowajca jest jeden? BRAK CZASU. Prześladuje mnie nieustannie i przysięgam, że już nawet nie o bloga chodzi. Nie mam czasu na wyjście z internatu, dosłownie! 
No dobra, w każdym razie mam przykre ogłoszenie...Rozdziały będą pojawiały się co dwa tygodnie. Wiem, wiem... Rzadko. Co więcej, to tylko dwa rozdziały w miesiącu. Mnie też to wcale nie satysfakcjonuje, ale ludzie, ten rozdział udało mi się napisać tylko i wyłącznie dlatego, że jestem chora. 

Nina Lu - Nie roń łez. Jeszcze trochę, dasz radę. Silna bądź! :'D

Mniszka - Więc zasmucę cię nieco, mówiąc, że dzisiaj bardziej o pierwszej parce? Jak tak, to nie bij proszę, bo w kolejnym rozdziale będzie więcej o Nicku, daję słowo.

Helena Trojańska - Cóż...dziękuję! :D

Neko Cat - Dziękuję i dziękuuuuję, haha. Czas naprawę bardzo by mi się przydał. Z weną na razie jest okej i miejmy nadzieję, że tak zostanie do końca ITF i jeszcze dłużej.

Anonim#1 - A więc oto i kolejny rozdział. 

Anonim#2 - Już niedługo zacznie się rozkręcać, obiecuję!

W ogóle to chciałam wam baaardzo podziękować na coraz większe ilości komentarzy i wyświetleń. Nawet jak wracam w piątek o 22:30 do domu, zdyszana, zmęczona i siadam do komputera, to potem nie mogę przestać się uśmiechać przez co najmniej pół godziny. Jesteście olbrzymią motywacją, dziękuję. 

Do następnego,

Joyssli





 
    Słowa Cornelii wywołały u Lucasa mieszaninę sprzecznych, skomplikowanych emocji, które od zeszłego popołudnia bez celu błąkały się w jego głowie. Czuł się zagubiony, choć sytuacja była jasna, samotny, choć znalazł nowego towarzysza, niezrozumiany, choć sam nie rozumiał. Odkąd Nico przybył na wyspę, rodzeństwo bardzo się od siebie oddaliło. Nie rozmawiali tak jak kiedyś, nie wspominali, nie śmiali się razem. Siostra nigdy nie zachowywała się wobec niego w podobny sposób. Z jej oczu pierwszy raz, odkąd pamiętał, nie biła miłość, szczerość i nadzieja, a gniew, zazdrość i żądanie. Żądanie... czego? Żądała mężczyzny? Miłości? Powrotu więzi między nią, a bratem? Pozbycia się któregoś z nich? Chłopak nie rozumiał. Nie potrafił zrozumieć, choć bardzo się starał. A im dłużej o tym myślał, tym bardziej wszystko się komplikowało. Brunetka chciała spędzać z Nicolasem więcej czasu. To było w porządku, jednak dziewczyna miała pretensje do brata. O co? O to, że znalazł nowego przyjaciela? Fakt, Cornelia nie była ze Stone'em tak blisko jak on, ale to przecież nie jego wina. Nigdy nie dołączała do nich, kiedy przechadzali się po plaży, oglądali zachody słońca, zbierali owoce lub uczyli Lunę nowych, zabawnych rzeczy. Nigdy też po ich powrocie nie wyrażała słowa sprzeciwu, kiedy opowiadali jej plany na kolejny dzień. Nie protestowała, nie odzywała się, nie narzekała. Zawsze jedynie patrzyła na nich z grymasem niezadowolenia, choć tego żaden z młodzieńców już nie dostrzegał. Zazwyczaj. Ale o tym później...
    
    Od kiedy poprzedniego dnia rozstał się z siostrą pod czas zbierania owoców, tak do teraz nie zobaczył ani jej, ani Nicolasa. I choć starał się nie dopuszczać do siebie tej myśli, czuł się opuszczony bardziej niż zwykle. Wcześniej, kiedy był tu sam z brunetką, spędzali ze sobą każdy dzień, każdą chwilę. Teraz, gdy przybyła trzecia osoba, był sam. Być może to samolubne, bo to on zostawił siostrę poświęcając cały swój czas nowo przybyłemu, ale po prostu nie umiał znieść samotności. Nie teraz. Zresztą, nigdy nie znosił jej dobrze. Kochał tę wyspę, kochał zwierzęta, kochał wschody i zachody, noce i dnie. Kochał swój dom. Ale tak samo jak kochał wyspę, tak bałby się zostać na niej sam, tak bardzo jak kochał zwierzęta, tak nie byłyby mu wystarczające, tak mocno jak kochał wschody i zachody, tak mocno jak doceniał noce i dnie, tak nie zniósł by zasypiania w samotności i budzenia się o brzasku, wiedząc, że nie ma tu nikogo. Nikogo... Pamiętał, że kiedy jeszcze mieszkali w Londynie, było tak samo. Pamiętał zimne, obdarte ściany, ognień w żelaznym piecu, porwany, szary materac na którym spał wraz z siostrą. Było tak samo chłodno jak teraz, kiedy siedział na wysokiej skale, wpatrując się w słońce powoli chowające się za horyzontem. Niknęło coraz bardziej i bardziej, jednak nie wyglądało na smutne. Do końca ukazywało swój blask, swoje ciepło, swoją wielkość. A potem zostawiało cię, by okazać swą jasność komuś innemu. Jednak tu również nie powinieneś się smucić. Przecież wiesz, że wróci do ciebie o świcie. Zawsze wraca. To zastanawiające, jak to byłoby być słońcem. Kręcić się w koło, jednak bez poczucia zagubienia. Bez poczucia samotności i beznadziei. Być ogniem, dającym ludziom ciepło i światło. Być najjaśniejszą gwiazdą.
    
   Uśmiechnął się delikatnie odchylając głowę do tyłu, pozwalając by ostatni promień oświetlił jego ciało. Cichy szum wiatru stopniowo oczyszczał jego umysł. Mocniejszy podmuch otulił go swymi silnymi ramionami, mrucząc do ucha kojące pieśni, i delikatnie kładąc go na nagrzanej skale. Miejsce niepotrzebnych myśli zajęły słowa wody, szepczącej o nadchodzącej nocy. A i ta nadeszła, pozwalając mu zatopić się w swym pięknie. Podarowała mu również pędzel i srebrną farbę, by mógł namalować gwiazdy. Księżyc na początku niepewnie, potem śmielej, przyglądał mu się zza białego obłoku. I zastanawiał się dlaczego chłopak jest sam, jak on, ale po chwili zaśmiał się pod nosem, kręcąc się wokoło. Gwiazdy spojrzały na niego zaskoczone, jednak cały czas uśmiechnięte. Fale posłały mu ciepłe spojrzenia, a drzewa zakołysały się, układając się do snu. Przecież nie był sam. Drzewa opowiadały mu historie, woda śpiewała pieśni, gwiazdy zapraszały do rozmowy. Księżyc zrozumiał. Chłopak też zrozumie. Nikt nigdy nie będzie sam, na wyspie odnalezienia...


***


    Noc zapadła dużo później niż Joe się spodziewał i wcale nie był rad z tego powodu. Mógłby już dawno leżeć w łóżku, czysty i najedzony, jednak brunet miał inne plany względem niego. Od wczoraj uparcie pracowali przy zamontowaniu mostu. No dobrze, Chris pracował. On tylko pomagał, trzymając linę, przywiązując, bądź przybijając ją metalowymi kołkami do drzewa. Nieważne... W każdym razie konstrukcja była gotowa i chłopak bez większych przeszkód mógłby położyć się spać, gdyby nie jego jakże kochany gospodarz. Po pierwsze, zabronił mu brać dzisiaj kąpieli, co było oburzające, zważywszy na to, jak brudny był. Po drugie, hałasował tak niemiłosiernie, że nawet Sasza ryknęła na niego kilka razy, jakby błagając o odrobinę spokoju. I wreszcie po trzecie, był naprawę bardzo głodny, a Black zabrał całe zapasy na drzewo, gdzie swoją drogą stała już maleńka chatka. Była może jedną czwartą lub piątą domku, w którym sam się znajdował. Tak właściwie nadal nie miał pojęcia, po co to wszystko. Spiżarnie sobie tam urządza? Jęknął niezadowolony, słysząc kolejny trzask łamanej gałęzi i wyszedł na zewnątrz, niechętnie zapalając starą lampę naftową. 

- Chris! CHRIS! - Oczywiście zero najmniejszej reakcji.

Wziął głęboki oddech mamrocząc pod nosem coś o tym że ''Tarzan na pewno nie był głuchy'' i o '' zaniknięciu szarych komórek''. Ostrożnie postawił stopę na pierwszej desce mostu i przymknął oczy, kręcąc głową na swoje tchórzostwo. Mężczyzna praktycznie biegał po tym czymś, przenosząc kufer, jedzenie i masę innych rzeczy. Krok po kroczku, krok po kroczku, prawa, lewa, prawa, lewa. I wszystko było dobrze, póki nie dotarł do połowy. Most niebezpiecznie się zakołysał, a sprawcą tego był oczywiście Pan Pieprzony Black, z obojętną miną stąpając po bujającej się konstrukcji.

- Nie, nie, nie... Stój! STÓJ! Przestań się ruszać do cholery! - Brunet jedynie zaśmiał się głośno i rozbujał budowle jeszcze bardziej. - Przestań! BŁAGAM PRZESTAŃ! PIEPRZONY IDIOTO! BAWI CIĘ TO!? PRZESTAŃ! Przestań! Przestań... - Już dawno upuścił lampę, a otaczająca go ciemność przerażała coraz bardziej.

Z całych sich trzymał się lin służących jako barierka, i zacisnął oczy czekając aż to się skończy. Możecie się śmiać, proszę bardzo. Dziewiętnastoletni chłopak ma łzy w oczach, bo boi się ciemności, wysokości i psychopaty kilka metrów przed nim. Za jakie grzechy...

- Rany, rany... Skąd cię tu przywiało... - mruknął mężczyzna sam do siebie i chwycił chłopaka stawiając go na proste nogi, przez co most powtórnie się zakołysał, wprawiając Williamsa w panikę.

- Zostaw mnie! PUŚĆ! Jebany psychopata! - Zgodnie z prośbą, brunet puścił go i chciał odejść, jednak to wprawiło konstrukcję w ruch, a to oczywiście skutkowało skamleniem i wrzaskami ze strony kulącego się na klęczkach blondyna. 
-
 Więc... Masz zamiar zostać tu całą noc? Może przyniosę ci kołderkę i jedwabny szlafroczek? - zakpił, kucając przy nim.

- S-spieprzaj... To twoja wina. To ty hałasowałeś i nie dałeś mi zasnąć. G-gdyby nie ty, w ogóle nie wchodziłbym na ten jebany most... - Jego głos drżał, i widać było że Joe jest niebezpiecznie blisko płaczu. Nie ze strachu czy złości, ale czystej bezsilności. On nawet nie umiał przejść po kilkunastometrowym moście!
- I ze swoją inteligencją nie przewidziałeś tego, że skończysz mniej więcej w połowie, przyciskając czoło do kolan i becząc jak pięciolet...- zatrzymał się w pół słowa, wiedząc że po policzku blondyna faktycznie spłynęło kilka łez. - Hej... księżniczko... Nie masz powodów do płaczu. 

- D-do radości też żadnego nie widzę. I n-nie nazywaj mnie tak do ch-cholery! - załkał głośniej, jeszcze bardziej się kuląc, a próby Blacka postawienia go na nogi kończyły się szarpaniem, kołysaniem mostu i głośniejszym płaczem.

- W taki sposób naprawę zostaniesz tu całą noc. No już, wstawaj. Sprowadzę cię stąd.

- N-nie...

- Tak, choćby dlatego że musisz zobaczyć po co robiłem tyle hałasu.

- M-mam to gdzieś, z-zostaw mnie w spokoju.

- Oczywiście, mogę cię tu zostawić, jednak wiesz że to wprawi most w ruch, a tego bardzo, bardzo nie chcesz. Bardzo jednak chcesz stąd zejść, dlatego teraz podasz mi rękę i pozwolisz sobie pomóc. - Chłopak bardzo powoli i nieśmiało uniósł wzrok na starszego mężczyznę, i równie niepewnie chwycił jego dłoń. 

- Właśnie tak, powoli, powoli...- Zabujali się nieco, a brunet szybko chwycił chłopaka w pasie, przyciągając go do siebie. - Shh...Już stoimy. To połowa sukcesu. Teraz spójrz mi w oczy... Hej, nie w dół... - Chwycił delikatnie jego nadal drżący podbródek i uniósł do góry - Spójrz mi w oczy. Nie patrz nigdzie indziej. Nie ma nic, prócz nas, tak? Tylko my. Nie musisz się rozglądać, jestem tutaj - szeptał cały czas, a Williams mocno ściskając jego ramiona, postawił pierwszy krok. Potem drugi i kolejny. Już nie obchodziło go, czy zejdzie z mostu za kilka minut czy godzin, nie obchodziło go, czy w ogóle zejdzie z tego przeklętego mostu. Nie obchodziło go to, ponieważ już dawno zapomniał że jest na moście. Nie wiedział gdzie jest, ale czuł silne ramiona trzymające go w tali, słyszał kojące szepty, powoli wypełniające go spokojem, i widział oczy. Ciemne, głębokie, tajemnicze. Z każdą sekundą zauważał ile emocji kryją. Wcale nie były puste. Były jak miliony mydlanych baniek wypełnionych dymem. Myślisz że wszystkie są białe i owszem, przyciągają twoją uwagę. Są przecież piękne. Ale zwracając na nie uwagę, zapominasz, co mogłyby ukrywać. I jeśli odwrócisz wzrok, nigdy się nie dowiesz. Jednak jeśli będziesz obserwować, będziesz gonić je wzrokiem nie pozwalając im uciec, zobaczysz ich nietrwałość. Przecież nie mogą być bezustannie, beznamiętnie jednolite, nie mogą wiecznie uciekać przed tobą niesione przez wiatr. W końcu się otworzą, pokażą ci, co ukrywały. Pękną. Każda w innym miejscu, każda z innego powodu. A dym powoli rozpłynie się w powietrzu, odsłaniając coś, czego wcześniej nie dostrzegłeś. Jedna z nich rozbije się o gałąź zielonego świerku. Ty podbiegniesz tam, obserwując znikający dym, a kiedy zniknie zupełnie, zobaczysz maleńką biedronkę, niezadowoloną z zaistniałej sytuacji, i wywoła to uśmiech na twej twarzy. Druga upadnie na piesek, a gdy dym się rozwieje ujrzysz muszelkę, śnieżnobiałą, i piękną, taką, jakiej nigdy jeszcze nie wiedziałeś. Kolejna zaś poszybuje wysoko, stawiając ci opór. Jednak kiedy pęknie, ty nie zobaczysz już dymu, bo oślepi cię black słońca. Wcześniej go nie dostrzegłeś, czyż nie? Byłeś zbyt zajęty obserwowaniem pięknej, białej, szklanej kuli, szybującej w powietrzu. Lecz, jak mogłeś nie zauważyć chowającego się za nią słońca? Jak mogłeś nie dostrzec promieni, tak szybko rozpraszających beznamiętny dym. A jednak tego nie dostrzegłeś. Nie dostrzegłeś ich prawdziwego piękna. Bo bańka mydlana wypełniona dymem może zasłaniać ci coś o wiele piękniejszego niż ona sama. Dlatego zaczekaj proszę, aż dym rozpłynie się w powietrzu, ukazując piękno, jakiego wcześniej nie dostrzegałeś. A najpiękniejsze jest piękno, które ukrywa się przed twoimi oczami. Największej uwagi potrzebuje piękno, które pragnie zostać niezauważone. A najbardziej warte odkrycia jest piękno, które pragnie zostać nieodkryte...

 - Masz piękne oczy. - Przez chwilę chłopak obawiał się, że może to z jego ust wypłynęły te słowa. Ale nie, on nic nie powiedział. To brunet wpatrywał się w niego, trzymając go blisko, choć byli już w chatce. 

- Masz ładną chatkę - odszepnął całkiem poważnie, a róż delikatnie pokrył jego policzki.

- Muszę gdzieś spać, kiedy ty zająłeś mój domek. Myślę, że będziesz skłonny wybaczyć mi hałas - zaśmiał się pod nosem, tak cicho, tak krótko, że prawie niezauważalnie. Jednak Joe zauważył. Nie mógłby nie zauważyć.

- Ty... zaśmiałeś się... - sam uśmiechnął się lekko, patrząc na mężczyznę spod przymkniętych powiek.

- Tak, wiesz, człowiek został tak skonstruowany, że ma cudowną zdolność śmiania się. - I jego uśmiech poszerzył się kiedy to mówił.
Gdyby ktoś stał obok, pewnie pomyślałby że są naćpani, lub po prostu nienormalni. Ale... kogo to obchodzi? 

- Pierwszy raz widzę jak się śmiejesz.

- Pierwszy raz śmieje się przy tobie.

- Rób to częściej.

- Będę. - Było to proste stwierdzenie, jednak brzmiało jak obietnica.
I blondyn postanowił wziąć ją sobie do serca.

- Myślę... że możesz mnie już puścić... - szepnął po kilku minutach ciszy.
Nie była niezręczna, była dobra. Jednak nic co dobre nie może trwać zbyt długo. Joe już się tego nauczył.

- Myślę, że tak. - Mimo swojej odpowiedzi brunet ani drgnął, trzymając Williamsa w mocnym, acz czułym uścisku.

Takim, który zapewniał opiekę i bezpieczeństwo. I choć tym razem może nie powinien, chłopak wziął sobie to do serca.

- Ale myślę też...że możemy tak zostać... jeszcze chwilę...

- Myślę... że tak...

Dziś to co dobre, może trwać odrobinę dłużej...

8 komentarzy:

  1. Jak słodko (Joe i Chris) ^^ Tak sobie szukałam jakiegoś fajnego bloga z yaoi i znalazłam twój. Cudeńko ^^ Już tylko czekam na kolejny rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Już dawno nie trafiłam na opowiadanie, które tak mnie wciągnęło :D Ostatnia scena tak bardzo mi się spodobała, że nie mogłam przestać się głupio uśmiechać. Z niecierpliwością czekam na nowe rozdziały!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten blog, to życie. Szkoda tylko, że rozdziały pojawiają się tak rzadko. :(
    Cóż, weny życzę, kochana!

    OdpowiedzUsuń
  4. KOCHAM KOCHAM KOCHAM!!!
    Ten rozdział - jedno wielkie I LOVE IT! <3
    Byłam cierpliwa i w zamian otrzymałam cudowny wątek Joe x Chris. <3 Zakochałam się w tej dwójce. <3
    Dalej również obiecuję, że będę cierpliwym stworzonkiem i grzecznie poczekam na kolejny (mam nadzieję, że tak samo cudowny jak ten) rozdział. <3
    Bardzo bardzo dużo weny. ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czy mnie jeszcze pamiętasz i czy wgl Ci mnie brakuje na tt (tak usunęłam wybacz) ale jalbyś dalej chciała pisać nasze cudne ff (o Harrym z anoreksją i skończyłyśmy na momencie zaczerpniętym z gm.high school), to zapraszam na mojego instagrama @books.unicorn ~ Marysia (ja hazz, ty lou ��)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    niech Nico będzie z Lucasem, niech teraz go szuka, jest taki samotny, Charlie pokazał i ludzkie odruchy, że nie jest takim zimnym draniem i coś tutaj się buduje...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    och chciałabym aby Nico był z Lucasem, niech go teraz szuka, jest taki samotny..., Charlie pokazał i ludzkie odruchy, że nie jest takim zimnym draniem i coś tutaj się buduje...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej,
    swietny rozdział, chciałabym bardzo aby Nico był z Lucasem, niech go teraz szuka, jest taki samotny..., Charlie pokazał i ludzkie odruchy, że nie jest takim zimnym draniem i coś tutaj się buduje...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń