niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 14

    Witajcie moi drodzy przybysze, mam dla was kilka ogłoszeń. Rzecz pierwsza i ważniejsza, rozdziały będą ukazywały się nieregularnie, jednak minimum raz na dwa tygodnie. Wiem, że to rzadko, ale jak już mówiłam - mieszkanie w internacie nie sprzyja rozwojowi bloga.Co do drugiej sprawy, mam dylemat. Z moich luźnych obliczeń wynika, że jakoś w trakcie/pod koniec wakacji wypadałoby wystartować z nowym opowiadaniem. Dlaczego zajmuję sobie tym łepetynę już teraz? A dlatego, że mam rozpoczęte dwa, a nawet trzy wątki. Stąd moje pytanie - wolicie fantastykę, lekki kryminał czy obyczaj? Mówiąc fantastykę naprawdę mam ją na myśli, a samo opowiadanie to dłuższa historia, być może na dwie, czy nawet trzy części. ''Leki kryminał'' polega na całej otoczce i, rzecz jasna, akcji, a obyczaj byłby z nutką komediodramatu. Dobra, myślę że mimo wszystko stworzę ankietę i bardzo prosiłabym o wzięcie w niej udziału.  

A teraz zapraszam na czternasty rozdział ITF + Przepraszam, że tak krótki. Nigdy więcej takich!

Sprawdzone oczywiście przez Pats, dziękujemy!



    Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, życie na wyspie toczyło się szybko i nim ktokolwiek się spostrzegł, nadszedł listopad. Słońce nie grzało już tak mocno, noce były chłodne. Poranek nadchodził później, a dnie trwały krócej, ustępując długim godzinom nocy. Ta zaś szybko okrywając świat ciemnością wydawała się trwać w nieskończoność. Choć noce były naprawdę piękne. Miliony, nawet miliardy gwiazd mieniły się wdzięcznie na ciemnym niebie, a księżyc dumnie oświetlał świat. Podziwianie tego widoku stało się jednak nieco uciążliwe przez spadającą temperaturę. Dlatego też o wiele lepszym czasem na przebywanie na zewnątrz był dzień. Słońce najmocniej świeciło rankiem, ogrzewając nieco wodę strumienia i jego okolice. Często zbierały się przy nim zwierzęta, a drzewa owocowe rosnące nad nim dawały najlepsze plony. Cichy szum strugi, złociste promienie, wiecznie kolorowe rośliny. W takiej właśnie scenerii Joe i Chris spędzali dzisiejsze popołudnie. 
    
    Można śmiało powiedzieć, że coś między nimi ruszyło na przód. Czułe, jak i te znacznie bardziej namiętne pocałunki stały się codzienną rutyną. Na dzień dobry, na uśmiech, na spojrzenie, na dobranoc. Coraz więcej gestów, ukradkowych zerknięć, już nie przypadkowych dotyków. To wszystko cały czas rosło. Pragnienie, podniecenie, żądza. I nie chodziło jedynie o kontakt cielesny, mimo że był on naprawdę istotny. Wzrastało między nimi pragnienie poznania się. Poznania każdej tajemnicy, każdego faktu, każdej błahostki. Pragnienie zrozumienia każdego spojrzenia, każdego gestu i uśmiechu. I zgodnie z pragnieniami więź między nimi stawała się coraz silniejsza, ujawniając po drodze coraz to nowe rzeczy. Na przykład ostatnio podczas rozmowy odkryli wspólne zamiłowanie do kotów i kuchni włoskiej, a wcześniej niechęć do zbyt jaskrawych, sztucznych kolorów. Brunet na niektóre tematy wypowiadał się w czasie przeszłym, a czasem nawet nie był w stanie odpowiedzieć. Nie pamiętał. Ogólnie rzecz biorąc, w swoich pogawędkach rzadko wspominali przeszłość któregokolwiek z nich, a w szczególności dzieciństwo Blacka. Blondyn czasem wracał wspomnieniami do tamtej burzy. Pamiętna noc przyniosła mu wtedy wiele niesamowicie sprzecznych emocji. Bał się, podziwiał, czuł ból, niepokój, współczuł, rozumiał. Mimo że teraz jego uczucia były podobnie zagmatwane, nie było mowy o bólu, strachu czy niepokoju. Może jedynie gdy patrzył w przyszłość, zastanawiając się, co będzie dalej. Szybko jednak odganiał od siebie te zmartwienia i skupiał się na teraźniejszości. A ta była... dobra. 
    
    Dosłowna teraźniejszość przedstawiała się szalenie obiecująco. Joe siedział nad brzegiem strumienia, wyłupując orzechy pistacji z ich dojrzałych, różowych łupin, a następnie skorupek, po czym nieśpiesznie karmił nimi leżącego z głową na jego udach Chris'a. Mężczyzna co jakiś czas składał delikatne pocałunki na trzymanej w czułym uścisku dłoni chłopaka, lub po prostu patrzył na niego spod przymkniętych powiek. 

- Jesteś piękny.

- Jesteś owłosiony - Szalenie kurtuazyjna odpowiedź wywołała u bruneta cichy śmiech.

- Ależ uprzejmy - Pokręcił głową z rozbawieniem.

- Mówię serio, podrapałeś mi rękę tym brodziskiem - Williams upuścił mu jedną z pistacji na czoło i tyknął palcem faktycznie długą już brodę mężczyzny. - Ale wiesz, możemy temu zaradzić i moja biedna skóra już więcej nie ucierpi...
    
    Niecałą godzinę później z powrotem siedzieli w tym samym miejscu, jednak zaistniało kilka zmian. Twarz Blacka wykrzywiał grymas niezadowolenia, a dodatkowo swoją irytację wyrażał poprzez rytmiczne uderzanie palcami w służący za podpórkę kamień. 

- Daj spokój, zachowujesz się jak dziecko - Joe przewrócił oczami, mieszając maź z liści aloesu z mlekiem kokosowym.

Już jakiś czas temu odkrył, że to bardzo przyjemna mieszanka, służąca mu do kąpieli, czy tak jak teraz, golenia.

- Lubię swoją brodę - odburknął Chris niebywale naburmuszony, jednak bez zbędnych protestów poddawał się zabiegom towarzysza.

Nie przekładał przecież swojej brody nad niego i cały czas miał na uwadze słowa ''Ta szczecina nie zbliży się do mojej twarzy''. To wykluczało przecież całowanie chłopaka, a tego z pewnością by nie zniósł.

- No to zaczynamy... - mówiąc to blondyn nałożył na odpowiednie miejsca przygotowany roztwór, i przestarzałą żyletką zaczął walkę z owłosieniem kompana.

- Może chociaż dół...

- Nie. I nie mów nic teraz bo poharatam ci twarz.

- Ty wiesz że takie groźby są karalne? - Brunet uniósł lekko brwi, znajdując cudowny sposób na zirytowanie Joe'go.

- Nie. Ruszaj. Ustami. - wycedził przez zęby chłopak, wracając do czynności, którą zmuszony był przerwać, by nie skaleczyć tego pacana.

- Jak możesz zabraniać mi czegoś takiego?

- Zamknij się!

- Wiesz, nie znamy dnia ani godziny, chciałbym nacieszyć się tym cudownym darem mowy.

- Jeśli zaraz się nie uciszysz, będziesz mógł nieśpiesznie cieszyć się nim w samotności - No i po zabawie.
   
   Próby Chris'a uratowania swojej brody spełzły na niczym i od przeszło dwudziestu minut siedział w ciszy, wytrwale czekając aż Williams skończy swoje zabiegi.

- Niedługo pełnia - odezwał się po kolejnych kilku minutach, kiedy żyletka była daleko od jego ust.

- Hm? - Zerknął na mężczyznę przelotnie, ostrożnie poruszając żyletką.

- Dziesiąta pełnia - mruknął brunet, jakby to miało cokolwiek wyjaśniać.

- I co? Coś nie tak z przypływem? Przecież wszystko już dawno przyszykowałeś.

- To nie to - Uśmiechnął się lekko, lecz wystarczająco, by żyletka w końcu przebiła się przez skórę na jego policzku.

- Ugh, i co zrobiłeś półgłówku? Masz szczęście że skończyłem...- Joe sięgnął po niegdyś biały skrawek koszuli i zamoczywszy go w wodzie dokładnie zmył maź z twarzy towarzysza, przy okazji podrażniając ranę. Parsknął cicho, słysząc jak ciemnooki niekontrolowanie syknął pod wpływem nieprzyjemnego tarcia.

- Proszę proszę, jaki delikatny żeś się zrobił. 

- Przebywanie z tobą zobowiązuje - zanucił irytująco, za co niezwłocznie oberwał mokrą ścierą po głowie.

- Nie pogarszaj swojej sytuacji, niewdzięczny dzikusie - Mimo swoich słów Williams zaczął o wiele delikatniej, niemal z namaszczeniem przemywać i oczyszczać skórę wokół rany Chris'a.

   Kilka razy zanurzał materiał w wodzie, upewniając się, że jest on wystarczająco czysty, by zetknąć się z podrażnioną skórą mężczyzny. Kiedy chciał to zrobić po raz setny, Black łagodnie odciągnął jego dłoń, sprawiając że w końcu na niego spojrzał.

- Nawet tego nie czuję - szepnął, patrząc na chłopaka z czułością i lekkim rozbawieniem. 

- Zgrywaj sobie twardziela, oczywiście. A będziesz coś chciał ty... - Zanim blondyn zdążył skończyć swoją wypowiedź i spuścić wzrok ze wstydu, poczuł subtelny, acz dosadny pocałunek na swoich wargach.
   Zamrugał kilkakrotnie, a drobna pieszczona zniknęła tak szybko jak się pojawiła, wprawiając go w lekkie osłupienie. 

- Sprawdzałem czy teraz jest w porządku. 

- To chociaż sprawdź porządnie - odszepnął chłopak ponownie łącząc ich usta w pocałunku.

6 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział, przeczytałam cały jednym tchem i nie mogę się już doczekać następnego:).Według mnie masz ogromny talent i dziękuję Ci, że się nim z nami dzielisz:)
    życzę dużo weny i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za ten wspaniały komentarz. Ostatnio jakoś tu cicho, więc dobrze wiedzieć, że ta historia jeszcze się komuś podoba, heh.
      Pozdrawiam kochanego anonimka, ^^
      Joyssli

      Usuń
  2. Krótko, zwięźle i na temat:
    Cudowne, urocze, przepiękne, kochane itd. *.* <3
    Więcej do napisania nie mam, bo nie wiem co. Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    wspaniale, ach taki biedny Chris, musiał pozbyć się swojejnszczeciny???
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    wspaniały rozdział, Chris taki biedny, musiał pozbyć się swojej szczeciny :)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    rozdział wspaniały, och biedny Chris, musiał pozbyć się swojej szczeciny :)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń