niedziela, 22 maja 2016

Rozdział 15

    Witam, witam i dziś bez zbędnego przedłużania zapraszam na piętnasty rozdział naszej historii.

Dziękuję,
Joyssli 

Rozdział oczywiście sprawdzony przez Pats.


   Noc przyniosła ze sobą chłodny wiatr, który skutecznie przedostawał się przez gęste zarośla, by w końcu otoczyć zimnem dom na drzewie oraz dwie siedzące pod nim postacie. Na całe szczęście podmuch nie zwalczył ciepła, jakie dawało im ogromne ognisko oraz żarzącego się gorąca płynącego z ich ciał. Joe siedział, a tak właściwie na wpół leżał, opierając się o tors bruneta, kiedy ten szczelnie go obejmując, delikatnie gładził jego bok. Światło ognia odbijało się w oczach młodszego w postaci złocistych iskierek, na które Chris tak uwielbiał patrzeć. Jego długie, nagie nogi co jakiś czas zginały się i prostowały, trącając przy tym kończyny mężczyzny. Przyjemne dreszcze przechodzące wtedy przez jego ciało były żywym dowodem na to, jak chłopak na niego działał. Szczupłe, smukłe biodra okrywał jedynie beżowy materiał krótkich spodenek. Williams już dawno pogodził się z faktem, że bielizna jest dla niego czymś bardzo ograniczonym, a gdy zapomniał wyprać swojej jedynej pary, zmuszony był chodzić bez niej. Ostatnią rzeczą jaką miał na sobie był poszarzały, cienki sweter. Prawdę mówiąc, wcześniej często zastanawiał się skąd ciemnooki ma te wszystkie rzeczy. Postanowił więc zapytać...

   Około trzech miesięcy wcześniej

    Minęły już mniej więcej dwa tygodnie odkąd Black zawiesił most i od tego czasu widywał go zdecydowanie rzadziej. Mężczyzna pod jego nieobecność podrzucał do domku jedzenie, wodę, ubrania czy różne akcesoria. Niebywale zainteresowało go, skąd ten dzikus to wszystko wytrzasnął. Ich relacje po ostatnim ''incydencie'' w pewnym sensie uległy poprawie, także chyba nie było większych przeciwwskazań do zadania jakiegoś pytania...

- Chris? - mruknął dosyć niepewnie podczas obiadu, jakim dzisiaj były złowione przez ciemnookiego ryby. Ten jedynie zerknął na niego w odpowiedzi, uważnie kręcąc rożnem i grzebiąc kijem w ognisku.
- Zastanawiałem się... Skąd tak właściwie to wszystko wziąłeś?

- To, czyli co? 

- Wszystko. Ubrania, meble, narzędzia... - wymieniał, odbierając od bruneta deskę, na której spoczywał jego posiłek.
Starszy w końcu wytarł ręce w szarą koszulkę i spojrzał na niego.

- Zapewne nie będzie to dla ciebie pocieszające, ale nie zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego nie przypływają tu żadne statki? Mało kto się tutaj zapuszcza, a wszystko przez humory mateczki natury. Ta część wyspy, jak widzisz, położona jest dosyć wysoko, więc my tego nie odczuwamy, ale morze bywa okrutne nawet dla tego lądu. To jedyna względnie bezpieczna dla okrętów część, lecz ciężko jest przybić do trzydziestometrowego klifu, nie sądzisz? Resztę wyspy, w tym jak wiesz plażę, na którą cię przyniosło otaczają skały. W promieniu kilku kilometrów są wszędzie. Wschodni brzeg cały jest przez nie zasłonięty, ziemi nie idzie dojrzeć. Drugi kraniec i zachodni brzeg otaczają te o wiele niebezpieczniejsze. Są ogromne i spiczaste, jednak znajdują się pod powierzchnią wody, wystając tylko niewielką częścią. Jeśli coś na nie wpłynie... Dlatego jeszcze nic nie widziałeś. Małe stateczki czy żaglówki toną, zanim znajdą się w zasięgu twojego wzroku. I mimo że współczuję tym ludziom, w końcu sam trafiłem tu w szalupie jako ocalały, jestem wdzięczny. Na głazach plaży i w zatokach zatrzymuje się naprawdę wiele rzeczy. Czasem całe pokładowe wodoodporne skrzynie. Masa apteczek, materiałów, żagli, drewna, puszek z żywnością czy sprzętów, jest tego dużo. I choć czasem przerażający jest fakt, do jak wielu osób niegdyś należały te rzeczy, bez nich nie dałbym rady...

    Teraźniejszość 

   I Joe nie raz się o tym przekonał. Chodził na plażę, sprawdzał najbliższe zatoki, zbierając coraz to nowe przedmioty. Znalazł ich wiele, ale miał dziwne wrażenie, że Black zawsze znajdował coś lepszego. Mężczyzna bowiem płynął na podwodne skały, na których zatrzymywały się najbardziej wartościowe dla nich rzeczy. 

- Znów się zamyśliłeś - Gorący oddech przyjemnie połaskotał jego szyję, sprawiając, że zadrżał nieznacznie.

- Wspominałem... Myślę, że to naprawdę niesamowite, wiesz? Żyć z tego co przyniesie morze - Oparł głowę na ramieniu bruneta, jednak ten złożywszy delikatny pocałunek na jego karku wstał, obiecując, że za sekundę wróci.


***


    Kiedy Williams z lekkim uśmiechem oczekiwał powrotu swego zauroczenia, prowadząc fascynującą dyskusję z Kirą, Lucas starał się przyzwyczaić do panującego zimna. Blondyn od kilkunastu minut zażywał chłodnej kąpieli w znajdującej się niedaleko jaskini zatoce. Biała koszulka, spodnie i niewielki nożyk leżały bezpiecznie koło ogniska, którego rzetelnie pilnowała Luna, a chłopak mył się, całkowicie nie zdając sobie sprawy z tego, że jest obserwowany. 

Nico wyruszył na poszukiwanie Smith'a z zamiarem niezwłocznego sprowadzenia go do domu. Wszelkie plany legły jednak w gruzach, gdy zobaczył nagiego anioła kąpiącego się w krystalicznej wodzie. Złote włosy okalające jego cudowną twarz, teraz mokre i nieustannie sączące migoczące krople. Piękne oczy, lśniące niezwykłą bielą, odbijając jasne światło księżyca. Były tak głębokie, tak nieprawdopodobnie niesamowite. Niewielki, lekko zadarty nosek, co chwilę marszczący się w niezadowoleniu spowodowanym temperaturą. Pełne, kuszące, malinowe usta, delikatnie rozchylone aż wołały o pocałunki. Pragnął go. Zaczął niespiesznie zdejmować kolejne części swojego odzienia, a gdy pozostał zupełnie nagi, ruszył w stronę wody. Nadal pozostając niezauważonym, zbliżał się do ukochanego coraz bardziej, a zdradził go dopiero ruch wody, który chłopak wyczuł i obrócił się w stronę bruneta.

- Nie skradaj się tak... - szepnął z lekkim uśmiechem, podchodząc do niego.

- Przestraszyłem cię? - Jak tylko poczuł ramiona oplatające jego szyję, niezwłocznie objął Lucasa w pasie, przyciągając jeszcze bliżej.

- Kpisz? Jasne,że nie - prychnął cicho, nieco przechylając głowę w prawą stronę. - Jestem nieustraszony. 

- Ależ oczywiście.

- Wątpisz w to?  - Z tymi słowami blondyn zaczął bezszelestnie cofać się do tyłu, nie wywołując przy tym żadnego gwałtownego ruchu. 
Woda nadal niezmącona, nie pozostawiała żadnych śladów jego przemieszczania się. W końcu oparł się plecami o głaz, wyciągnął się nieco, tak, by woda kończyła się maksymalnie nisko na jego biodrach, nie odsłaniając jednak nic więcej.

- Starałeś się być niezauważalny, niczym zwierzyna dla drapieżnika

- Nie... - Stone zmrużył lekko oczy i napiął mięśnie przygotowując się do skoku. Niczym dziki zwierz, który upatrzywszy ofiarę szykował się do ataku. - Ja polowałem.

    Nim jasnooki zdążył uciec, mężczyzna stanowczo oparł dłonie tuż przy jego głowie, cały czas spoglądając na niego wygłodniałym wzrokiem.

- Zwierzyna się buntuje?

- Buntujesz się? - Nico niósł brwi rozbawiony, a jego niedoszła ofiara fuknęła oburzona.

- Masz mylne pojęcie na temat tego, kto tu jest zwierzyną - Uniósł lekko brodę, gdy brunet zawiesił na kamieniu również łokcie. 
Ich twarze dzieliły jedynie centymetry.

- Za to ty najwyraźniej nadal nie orientujesz się, kto jest drapieżnikiem - I nie przeciągając dłużej połączył ich usta w pocałunku.
Z początku powolnym, łagodnym, który jednak wraz z zamknięciem oczu stał się zupełnie inny. Namiętny, dziki, pozbawiony wszelkich zasad. Plecy blondyna mocnej przywarły do zimnej i twardej ściany skały, a dłonie znalazły miejsce na karku Stone'a. Czuł, jak z każdą chwilą jego nogi miękną, na policzki wstępuje rumieniec, a w dolnych partiach ciała kumuluje się przyjemne ciepło. Zaczął żarliwie odpowiadać na każdy pocałunek, splatając ich języki w walce o dominację. Smak ust Nicolas'a, jego pocałunki, faktura jego skóry, jej ciepło, uczucie jego dłoni na swoim ciele, dotyk. To wszystko stawało się dla niego swoistym narkotykiem, który w takich momentach ukazywał swoje wzmożone działanie. Gdy wargi mężczyzny obrały za cel jego szyję, narkotyk rozprzestrzenił się po jego organizmie w zabójczym tempie. Palce, nie wiedząc co ze sobą zrobić, powędrowały ku górze, zaciskając się na ciemnych włosach. Nogi ugięły się w kolanach, a ciało całkowicie polegało na uścisku partnera. Przez usta wydostawały się coraz to głośniejsze westchnienia i nadal nieśmiałe jęki, niesamowicie pobudzając bruneta.

Lucas był tym czego pragnął najbardziej. Pragnął poznawać go, opiekować się nim, patrzeć na niego i dotykać. Widok jaki miał przed sobą wprawiał go w zwierzęce wręcz poczucie żądzy. Gwałtownie pchnął biodrami do przodu, zastając tam budzącą się do życia męskość chłopaka, i w końcu dostał oczekiwaną odpowiedź. Donośny, słodki jęk opuścił uchylone wargi młodszego. Usatysfakcjonowany taką reakcją Stone ponowił ruch jeszcze kilka razy, w zamian otrzymując tak samo cudowne dźwięki, po czym całkowicie przywarł swoim ciałem do drugiego, nagiego i spragnionego. Wprawił swoje biodra w delikatniejszy ruch, kołysząc nimi i trąc, sprawiając że Smith wariował. Jego usta wciąż pieściły wyeksponowaną szyję i obojczyki blondyna, zostawiając po sobie wiele śladów. Nie zaprzestając swoich ruchów ulokował dotąd błądzące po ciele Lucasa dłonie na jego pośladkach, gładząc je i ściskając. Czuł się twardy, spragniony i tak bardzo pobudzony. Myśl, że mogliby posunąć się dalej, wprawiało go w jeszcze większe podniecenie. Znał swoje granice, wiedział, że jest taki moment, w którym należy przestać. Problem polegał na tym, że moment ten już minął i niewyraźnie majaczył gdzieś na granicy jego podświadomości. Dlatego też po dłuższym czasie, kiedy zwykłe pieszczoty przestały wystarczać, resztami rozsądku powrócił ustami to tych należących do chłopaka, by w efekcie całkowicie się odsunąć. Niebiańska postać stała przed nim naga, skropiona wodą i potem, tak kusząca i pobudzona, patrząc na niego zamglonym wzrokiem.

- Lucas...

- Chcę tego - przerwał mu od razu i mimo że jego słowa były ledwo słyszalne, był ich całkowicie pewien. Przywarł do niego z powrotem, nierówno dysząc w jego usta i zaciskając palce na jego karku. Chciał tego. Chciał oddać mu się całkowicie. Chciał dawać i brać jak najwięcej rozkoszy, oraz smakować tego cudownego uczucia. Chciał się z nim kochać. 

- Chcę...





    I tym razem świadkiem okazał się księżyc. Jasno oświetlał zakochane w sobie dusze, aby i gwiazdy zdołały dojrzeć nowych dowodów. Od początku rzetelnie wszystko spisywały, a lista stawała się coraz dłuższa. Kolejne punkty były dodawane lub odejmowane z ich wyliczanki. A wiecie co było na końcu listy? Miłość. Dwa słowa wypowiedziane do tego jedynego. Tak wyjątkowe i magiczne. I wiedzcie moi drodzy, że po obu stronach wyspy gwiazdom kończył się tusz...


12 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Mam pytanie... wiesz już ile będzie rozdziałów tego opka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo dziękuję + cóż, historia żyje własnym życiem, ale wydaje mi się że 20/23 rozdziały będą w porządku.
      Pozdrawiam ^^
      Joyssli

      Usuń
  2. Pomijając błędy, których kilka było (przyda się sprawdzić ten tekst :P) bardzo mi się podobało ^^
    Nie wiem, czy już to kiedyś pisałam, ale piszesz genialne opisy, dotyczące słońca, księżyca i gwiazd... Brawo!
    Z tego opowiadania robi się yaoiec pełną gębą. I bardzo mi się to podoba XD
    Bardziej lubię Chrisa i Joe'go niż pozostałych, więc liczę, że jakoś fajnie rozwiniesz ich wątek.
    Co do uwag; w fragmęcie w jeziorze, był taki moment, kiedy gdzieś wcisnęło się "Williams" i myślę, że to jest błąd...
    Ale ogólnie, to bardzo fajnie >.<
    Ciekawe jak zakończy się to opowiadanie... Ale cóż, nie dowiem się, dopóki nie napiszesz opowiadania do końca... Będę czekać :D Powodzenia~!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, i już na wstępie ogłaszam, że gdyby nie Patka...Cóż, nie czytałabyś tego opowiadania, heh. Moje ogromne błędy interpunkcyjne, ortograficzne i językowe to istna porażka. Mam nadzieję, że sprawdzony rozdział uda się wstawić w czwartek...
      Jeszcze raz baaardzo dziękuję ^^
      Do następnego,
      Joyssli

      Usuń
  3. Pomijając błędy, których kilka było (przyda się sprawdzić ten tekst :P) bardzo mi się podobało ^^
    Nie wiem, czy już to kiedyś pisałam, ale piszesz genialne opisy, dotyczące słońca, księżyca i gwiazd... Brawo!
    Z tego opowiadania robi się yaoiec pełną gębą. I bardzo mi się to podoba XD
    Bardziej lubię Chrisa i Joe'go niż pozostałych, więc liczę, że jakoś fajnie rozwiniesz ich wątek.
    Co do uwag; w fragmęcie w jeziorze, był taki moment, kiedy gdzieś wcisnęło się "Williams" i myślę, że to jest błąd...
    Ale ogólnie, to bardzo fajnie >.<
    Ciekawe jak zakończy się to opowiadanie... Ale cóż, nie dowiem się, dopóki nie napiszesz opowiadania do końca... Będę czekać :D Powodzenia~!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju, cudowne. *.*
    Tak bardzo poetyckie.. <3
    Życzę powodzenia. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaardzo dziękuję! Niebywale się cieszę, że Ci się podoba ^^
      Joyssli xx

      Usuń
  5. "Wprawił swoje biodra w delikatniejszy ruch, kołysząc nimi i trąc, sprawiając że Williams wariował."

    Williams? Nie Smith?
    Poza tym małym błędem, rozdział jak na mój gust idealny. Trochę brakuje mi Joe i Chrisa, ale ostatnie sceny nadrabiają z nawiązką. Ale mam pytanie - co z Cornelią? Nie powiem, żebym ją jakoś szczególnie lubiła, ale zignorowanie jej całkowicie w opowiadaniu byłoby niedociągnięciem. Teraz - owszem, jej obecność była zbędna, pytam czysto hipotetycznie.
    Teraz tylko czekać na kolejny rozdział ^^
    Cheers!
    `bezimienna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za zwrócenie uwagi, błąd już został poprawiony. Nie ma to jak pozamieniać bohaterów własnej opowieści...
      Wątek Joe'go i Chris'a wciąż ma rezerwację na kilka rozdziałów wyłącznie dla siebie, nie martw się.
      Sama osobiście - zapewne podobnie jak większość - za Cornelią nie przepadam, a więc pisanie o niej sprawia mi pewnego rodzaju trudność. Ta postać ma jednak swoją własną, ważną rolę do odegrania, i bez wątpienia jeszcze nie raz o niej usłyszymy.
      Jeszcze raz baaardzo dziękuję ^^
      Joyssli

      Usuń
  6. Hej,
    Nico jaki drapieżnik z niego, bardzo mi się to podobało...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej,
    bardzo wspaniały rozdział, i Nico ale z niego drapieżnik...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej,
    wspaniały rozdział, Nico ale z niego drapieżnik jest...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń