wtorek, 31 maja 2016

Rozdział 16

Witam wszystkich baaardzo cieplutko i nie przedłużając zapraszam na szesnasty rozdział "Island to find"!

Do następnego, 


Joyssli 



    Niebiańska postać stała przed nim naga, skropiona wodą i potem, tak kusząca i pobudzona, patrząc na niego zamglonym wzrokiem.

- Lucas...

- Chcę tego - przerwał mu od razu i mimo że jego słowa były ledwo słyszalne, był ich całkowicie pewien.
Przywarł do niego z powrotem, nierówno dysząc w jego usta i zaciskając palce na jego karku. Chciał tego. Chciał oddać mu się całkowicie. Chciał dawać i brać jak najwięcej rozkoszy oraz smakować tego cudownego uczucia. Chciał się z nim kochać. 

- Chcę...


    Nicolasowi nie trzeba było powtarzać po raz kolejny. Łagodnie skinął głową i posłał chłopakowi najbardziej uspokajające i czułe spojrzenie, na jakie było go w tej chwili stać. Objął go ciaśniej, przyciskając rozpalone ciało do swej piersi. Zimna woda już nie miała znaczenia, nic nie miało. Liczyli się tylko oni. Pocałunki stawały się coraz pewniejsze, a dłonie coraz śmielej błądziły po spragnionych ciałach.
Lucas jeszcze nigdy się tak nie czuł. Świadomość, że niebawem odda się rozkoszy z mężczyzną, którego kocha, napawała go podnieceniem, ciepłem, ale też strachem. Ufał brunetowi, oczywiście, że tak. Jednakże to miał być jego pierwszy raz. Bardziej niż obawiał się bólu, martwił się, że zrobi coś nie tak. Nie miał przecież żadnego doświadczenia, nie wiedział co robić. A jeśli się skompromituje? Zostanie wyśmiany? Odrzucony? Wiedział, jakim uczuciem jest dotykanie się w ten sposób, ale dotychczas doświadczył tego jedynie z samym sobą. Nicolas był nie tylko bardziej obeznany z tym wszystkim, ale i z pewnością wiedział również jak postąpić z blondynem. Miał wrażenie, że Stone jest w stanie czytać z niego jak z otwartej księgi, nawet gdy chodzi o tego typu sprawy. Wiedział, gdzie musi go dotknąć, co powiedzieć czy zrobić, by otrzymać oczekiwaną reakcję. Nawet teraz, gdy powoli sunął dłonią po jego udzie, delikatnie, niemal niewyczuwalnie, udało mu się wprawić chłopaka w drżenie. Na ogół nie był zbyt uległy, w każdym tego słowa znaczeniu. Lubił się drażnić, prowokować, a potem patrzeć jak brunet obchodzi się ze smakiem. Miał też swoje humorki, dumę oraz pewnego rodzaju blokadę, która mówiła mu, na co może sobie pozwolić, a przed czym ma uciekać. I był czas, gdy uciekał - przed uczuciem do mężczyzny, przed wątpliwościami, przed samym sobą. Uciekanie, swoista agresja i nieufność były jego barierą ochronną przed wszelkim złem i działały niezawodnie. Tak, aż pojawił się on. Wziął się znikąd i w zaskakująco krótkim czasie zdobył zaufanie, a niedługo potem serce młodego Smith'a. Ale czy żałował? Skądże znowu. Dawno nie był tak szczęśliwy, być może nawet nigdy, więc dlaczego miałby z tego rezygnować? Pozwalał mu poznawać siebie, poznawać każdy zakamarek jego umysłu, ciała i serca. Pozwalał mu na wszystko, również w tej chwili. I choć starał się zrobić to tak jak należy i zachować resztki rozsądku, nie mógł powstrzymać coraz głośniejszych jęków, gdy dłoń bruneta boleśnie powoli poruszała się po jego męskości. 
    
    Mocniej zacisnął dłonie na ramionach mężczyzny, głowę zaś odchylił do tyłu, by dać mu więcej miejsca na cudowne pieszczoty, jakimi ten obdarowywał wrażliwą skórę na jego szyi. Z czasem gorąco w dole jego brzucha zaczęło błogo przybierać na sile, a oddech dwukrotnie przyspieszył. Wystarczyłaby jedynie chwila i osiągnąłby spełnienie, jednak zwinne palce zniknęły w mgnieniu oka. Uchylił zamknięte dotychczas powieki, obrzucając towarzysza mętnym, acz ponaglającym i nieco rozeźlonym spojrzeniem.

- Spokojnie, mamy czas... - Lekko zuchwały uśmiech Nicolasa nieco przywrócił chłopakowi jasność umysłu.
 Nie na tyle, by rozwiać mgłę w jego oczach, lecz wystarczająco, by w końcu zaczął działać. Powoli, niemal nieśmiało zsunął dłoń po twardym, rozgrzanym torsie bruneta i cały czas patrząc mu w oczy, owinął swoje palce wokół jego penisa. I początkowo nieco stracił swój zapał, z kilku istotnych powodów. Po pierwsze, nie był pewien jak powinien to zrobić, po drugie poczuł okropne, zdradliwe gorąco na swoich policzkach, po trzecie, ogarnął go osobliwy lęk, spowodowany wielkością erekcji partnera. To nie tak, żeby w ogóle miał jakieś porównanie, jednak znał swoje rozmiary, które w obecnej sytuacji wprawiły go w jeszcze większe onieśmielenie. Trwało to jednak niedługą chwilę, po której wpił się w usta Stone'a, rozpoczynając mozolną pracę swoją ręką. 

    Z każdą mijającą minutą pragnął Lucasa coraz bardziej. Już po kilku sekundach przejął kontrolę nad pocałunkiem, językiem pieszcząc podniebienie chłopaka, a dłonie ulokował na jego pośladkach, zaczynając coraz odważniej, choć nadal ostrożnie skradać się do interesującego go miejsca. Wnet poczuł jak blondyn spina się w jego ramionach przerywając pocałunek, a palce znacznie mocniej zaciskają na jego członku, wywołując u ciemnookiego niemy jęk. Zsunął jedną z dłoni na jego udo, drugą zaś lokując na biodrze Smith'a, i czule potarł nosem jego policzek.

- Wiesz, że nie musimy...

- Wiesz, że tego pragnę - odszepnął, patrząc mu w oczy, po czym ucałował linię jego szczęki, dając mu tym samym pozwolenie do dalszego działania. 

    Ręce Nicolas'a po chwili zwłoki z powrotem znalazły miejsce na gładkiej skórze pośladków Smith'a, a dwa palce posunęły się nieco dalej, wyrywając z ust kochanka głośne westchnienie. Delikatnie i dokładnie gładziły jego spięte mięśnie, odpowiednio go rozluźniając, zanim jeden z nich nie przedostał się do środka. Brunet czując mimowolny opór ze strony partnera, zaczął obsypywać czułymi pieszczotami całą jego twarz, szyję, ramiona i obojczyki, aż ten nie zrelaksował się na tyle, by swobodnie mógł poruszyć palcem.

    Z początku Lucas odczuwał pewien dyskomfort, dlatego też postanowił skupić się głównie na pocałunkach, jakimi zostawała obdarowywana jego żuchwa. Z czasem jednak uczucie stało się na tyle ekscytujące, że zaczęło sprawiać mu swoistą przyjemność. Jęknął naprawdę głośno, gdy poczuł tępy ból po ugryzieniu w zgięciu swoje szyi. I nie był pewien, czy powinno go to aż tak podniecić, ale chyba jeszcze nigdy nie był tak twardy. W każdym razie było to doskonałe odwrócenie uwagi. Chłopak nawet nie poczuł, gdy kolejny palec zagłębił się w jego wnętrzu, bynajmniej nie pojawiło się żadne z przykrych odczuć, które towarzyszyły wcześniejszemu zagraniu. Biodra samoistnie lgnęły w stronę uda mężczyzny, szukając jakiegokolwiek tarcia, zaś z drugiej strony niepostrzeżenie dążyły do nabijania się na jego rękę. W umyśle blondyna zachodził właśnie dziwny proces, którego słowami nie potrafił nazwać. Z grubsza opisując była to przemiana komórek mózgowych w bezkształtną galaretę, głośno i wyraźnie wołającą więcej, mocniej jeszcze. Czuł się tak inaczej, tak dobrze. Dowodem na to były niewątpliwie coraz to głośniejsze jęki, westchnienia i prośby, na przemian padające z jego ust. A kiedy był niemal pewien, że chciałby czuć to do końca swoich dni, wszystko zniknęło, a jego ciało owiał nieprzyjemny chłód.
    
    Nicolas ułożył kochanka na twardej powierzchni skały, samemu zawisając na nim twarzą w twarz. Mgła z jego oczu prędko się rozwiała, a te poczęły mienić się tysiącem przeróżnych emocji. Od ekscytacji, miłości i pragnienia, do strachu, wstydu i niepewności. Dłonie młodszego prędko odnalazły miejsce na plecach mężczyzny, a ciało samoistnie do niego przylgnęło.

- W porządku? - Głos bruneta był niezwykle łagodny, wręcz przepełniony miłością.

- Tak mi się nagle przypomniało, jak zszywałem ci ramię. Za to co zaraz zrobisz, będę musiał je rozciąć i zszyć jeszcze raz. Wtedy będziemy kwita

- Obiecuję, że za kilka minut twój nikczemny plan i wszystkie obawy odejdą w zapomnienie.

- Ja myślę. Jeśli nie, zajmę się również drugim ramieniem - Mimo iż miał to być jedynie żart, jego głos zadrżał niekontrolowanie, a uśmiech wydawał się wymuszony.
- Hej...hej... - Stone odgarnął z jego czoła mokre włosy, po czym złożył na miękkich ustach uspokajający pocałunek - Zrobimy to powoli, tak, jak będziesz chciał. Nie zrobię niczego bez twojej zgody, ani nie będę niczego wymagał. Nie musisz się martwić, jestem tu dla ciebie i to właśnie dla ciebie chcę to zrobić. Chcę pokazać ci, jak dobre może to być i jak wspaniale możesz się czuć. Chcę pokazać ci jak bardzo... jak cholernie mocno cię kocham...
    
    Po tych słowach Lucas był w stanie jedynie skinąć głową i żarliwie odpowiedzieć na pełen namiętności pocałunek bruneta. Po chwili jego nogi zostały łagodnie rozsunięte, a jedna z nich dodatkowo ugięta w kolanie, zapewne by zrobić mężczyźnie więcej miejsca. Ciemnooki usadowił się wygodnie między udami chłopaka i ani na sekundę nie przerywając pocałunku, nakierował swojego członka na jego wejście. Wchodził bardzo powoli, milimetr po milimetrze, zagłębiając się w cudownym cieple i ciasnocie kochanka.

    Ból jaki poczuł Smith był naprawdę trudny do opisania. Szalenie intensywny, wręcz nienaturalny. Okropne uczucie rozciągania wywołało spięcie jego mięśni i chęć natychmiastowego zwalczenia intruza. Dłonie kurczowo wbiły się w plecy mężczyzny, a paznokcie z łatwością zdarły z nich naskórek, uda niekontrolowanie zacisnęły się na jego biodrach, palce u stóp wcisnęły się w ścianę głazu, szukając jakiegokolwiek punktu podparcia. Twarz ukrył szczelnie w zagłębieniu szyi partnera, z całych sił starając się nie uronić choćby jednej łzy. Całe ciało wszelkimi sposobami chciało pozbyć się niechcianego uczucia oraz wyeliminować ból.

- Shh... Jeszcze tylko chwila, obiecuję. Za sekundę przestanie... - Stone szeptał mu do ucha czułe, uspokajające słowa, samemu ledwo powstrzymując się przed jakimkolwiek ruchem. 
Gładził jego bok, całował głowę i nie przestawał szeptać. Mówił nieustannie jaki chłopak był dobry, jaki piękny i dzielny. Składał kolejne wyznania, obiecywał cudowne rzeczy. Z jego ust padło naprawdę wiele słów uwielbienia, zanim blondyn ledwo wyczuwalnie skinął głową, pozwalając mu na kolejny ruch.

    Bolało, bardzo bolało, ale z czasem ból malał. Z każdym powolnym, delikatnym pchnięciem coraz bardziej odchodził w niepamięć. Lucas zaczynał ponowie odczuwać to błogie ciepło, tym razem rozpalające się w każdej komórce jego ciała. Niedługo potem żarzyło się już dosłownie wszędzie. Zaraz za ciepłem szła oszałamiająca przyjemność, której nie mógł porównać do niczego innego. Czuł się pełny, kompletny, i to było tak piekielnie dobre. Uchylił powieki, chcąc nareszcie ujrzeć swoją miłość, a widok jaki ujrzał spotęgował jego doznania dwukrotnie. Ciemne oczy Nicolas'a wydawały się teraz niemalże czarne, wzburzone i głębokie, niczym woda podczas sztormu, który mu go podarował. Patrzył na niego z takim pożądaniem, miłością i pragnieniem, że Smith nie mógł nie zatonąć w tym spojrzeniu. 

    Umięśnione ciało mężczyzny napinało się z każdym ruchem. Krople wody i potu lśniły na jego skórze, która paliła coraz bardziej. Podrapane do krwi plecy piekły niemiłosiernie, ale w tej chwili był w stanie to pokochać. Był wstanie pokochać wszystko co dawał mu Lucas, bo oddał mu przecież samego siebie. Kolejne pchnięcia zaczęły stopniowo przybierać na prędkości i sile, a wijący się pod nim kochanek utwierdzał go w przekonaniu, że było to jak najbardziej pożądane. 

    Z ust chłopaka wydostało się coś pomiędzy krzykiem a skowytem, kiedy brunet trawił bliżej nieokreślony punk, głęboko w jego wnętrzu. Blondyn ujrzał gwiazdy, jego plecy wygięły się w łuk, a dłonie siały spustoszenie na plecach Stone'a. Towarzyszące mu oszołomienie zdołało zagłuszyć wszelkie inne potrzeby, nie zwrócił więc większej uwagi na tępy ból promieniejący od jego penisa, niewątpliwie żądającego uwagi. Jęczał, krzyczał i stękał naprawdę głośno, a mężczyzna napawał się tymi cudownymi dziękami, samemu czując nadchodzące spełnienie.



    Woda stała się wrząca, wiatr parzył, ziemia zdawała się ukrywać potoki lawy. Świadkowie spisali już wszystko, lista dobiegła końca. Gwiazdy ukryły tusz na inną historię, która pisała się w innym zakątku wyspy. Wyspy, na której ten który zbłądził, odnajdzie się, ten który zapomniał, ujrzy odpowiedź, a ten który szuka, dłużej nie będzie musiał. Wykreślanka wyspy odnalezienia nie była wcale skomplikowana. Pomagała jedynie odnaleźć. Ostatnia kropka i czas rozwinąć kolejny pergamin dla odnalezionych dusz, by noc ciasto oplotła ich swoimi ramionami, pozwalając by dwa krzyki rozbrzmiały wspólnie, a głosy stały się jednym.

4 komentarze:

  1. Dziękuje za rozdział, kolejny, świetny jak inne. Dziękuje.
    Akira

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    wow, jedno wielkie wow, prepięknie, wielkie uczucie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    fantastycznie, przepięknie wszystko wyszło, jedni wielkie uczucie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    wielkie uczucie mamy tutaj... naprawdę rewelacja...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń