wtorek, 14 czerwca 2016

Rozdział 17

No witam, witam! Mam dla was kolejny rozdział, w którym rozpoczyna się pewna intryga...

Sprawdzone przez Pats! 

Miłej lektury kochani,

Joyssli



    Mocniejszy podmuch wiatru wywołał u Joe'go gęsią skórkę. Wtulił się w ciepłe, miękkie futro Kiry, a tygrys zamruczał cicho z aprobatą. Czekał na Chrisa już jakiś czas i obserwował jego cień miotający się po chacie. Bez wątpienia czegoś szukał. Chłopak uśmiechnął się pod nosem i przymknął powieki, wsłuchując się w równomierny oddech zwierzęcia. Zastanawiał się, co przyniesie ze sobą zima. Brunet oczywiście mu o niej opowiadał, jednak wciąż nie potrafił sobie tego wyobrazić. Nie mieli przecież zbyt wielu kocy czy jakichkolwiek cieplejszych ubrań. Nie spodziewał się oczywiście minusowych temperatur, ale zima to jednak zima. Z pewnością będzie dla niego odczuwalna. Za to Black nieszczególnie się nią przejmował i to w sumie było logiczne. Spędził tu tak wiele lat, że był przystosowany do zmienności pór roku w tym miejscu. Było to w pewnym sensie fascynujące. Gdy blondyn myślał, że tak silne słońce pozbawi go życia, Chris tylko stopniowo nabierał coraz to ciemniejszej opalenizny, zaś gdy nocą szalały wichury i burze, nie dając chłopakowi spać, ciemnooki śnił najjaśniejsze sny. Kiedyś nawet nazwał wiatr ojcem, który co noc przygrywa mu nową melodię. Tłumaczył, że zawsze brzmi ona różnie, grana na innych instrumentach, o innej tematyce. Czasem cicha i spokojna, czasem głośnia i gwałtowna, jednak zawsze kołysała go do snu. I Joe reagował różnie, czasem był zdziwiony, czasem rozbawiony, czasem zachwycony i oczarowany. Mężczyzna kochał to, co go otaczało, wcześniej nie mając możliwości pokochania czegokolwiek. Kochał wiatry, deszcze, wodę i słońce, traktując je niczym rodzinę. Kochał zwierzęta i rośliny, rozmawiając  z nimi jak z przyjaciółmi. Kochał każdy przypływ i odpływ, każdy wschód i zachód, każdy dzień i każdą noc. Kochał to miejsce i Williams zdawał sobie z tego sprawę. Nie zauważył jednak, że uśmiech na jego ustach stał się nieco bledszy, a oczy jakby niepewne, jakby zawiedzione. 

- W porządku? - Łagodny szept i ręka na jego ramieniu powoli sprowadziły go na ziemię.
Uchylił powieki i skinął głową, obrzucając rozczulonym spojrzeniem śpiącego tygrysa. Podniósł się ostrożnie, by go nie zbudzić i zajął miejsce tuż przy swoim towarzyszu.

- Długo cię nie było - Ziewnął po tych słowach, otrzymując w zamian rozbawione parsknięcie.

- Wybacz, skubana się przede mną schowała - Mówiąc to delikatnie uchwycił dłoń Joe'go i zaczął uważnie coś na niej zaplatać. - Znalazłem to bardzo dawno temu, gdy byłem jeszcze chłopcem. Już od jakiegoś czasu chciałem ci to dać ale... nie było okazji. Wiem, że raczej nie do takich podarków byłeś przyzwyczajony, ale obecnie to chyba jeden z cenniejszych przedmiotów jakie posiadam - Kiedy skończył puścił jego rękę i wbił wyczekujące spojrzenie w twarz młodszego.

Na ręku blondyna widniała czarna bransoleta, zrobiona ze średniej grubości skórzanego rzemyka oraz srebrnych dodatków. Nie żeby było to ważne, skąd. Po prostu próba widniejąca na zapięciu rzucała się w oczy. Bransoletka nie była szczególna, nie była niezwykła, jednak była najpiękniejszym prezentem jaki chłopak kiedykolwiek otrzymał.

- Jest... Jest cudowna - szepnął, wciąż oglądając ją ze wszystkich stron.
Wiele razy dostawał od Chrisa ubrania, jedzenie czy przeróżne przedmioty, jednak to był pierwszy taki prezent. Śmiał sądzić, że był to jedyny prezent jaki otrzymał bez żadnej okazji, bez przymusu, bez niczyjej łaski czy z czystego obowiązku. To było szczere, niesamowite i pięknie.

- Znalazłem ją podczas pierwszej pełni. Zbierałem z brzegu podarty materiał żagli, jednak największa jego część była ciasno owinięta wokół połamanego masztu. Gdy już ją odwinąłem i chciałem wziąć, nadal nie mogłem. Po kilku szarpnięciach okazało się, że płótno jest w dziwny sposób przywiązane do całej konstrukcji za pomocą właśnie tej bransoletki. Nie miałem wyjścia, nie chcąc niszczyć materiały jeszcze bardziej, musiałem zabrać wszystko. Gdy po naprawdę długim czasie dotarłem na miejsce, odczepiła się sama. Wcześniej nie mogłem jej rozwiązać ani odciąć na żaden sposób, a potem po prostu upadła przed moimi stopami. Teraz ten maszt jest główną, najważniejszą częścią rusztowania domu, a mocny materiał żagli wciśnięty między kłody chroni przez zawieją - W końcu podniósł wzrok i uśmiechnął się lekko. - Naprawiałem, czyściłem i wykańczałem ją wiele razy, jednak nigdy jej nie założyłem. Nie chciałem jej niszczyć...

- Chris... Jeśli jest ci tak droga... - Kiedy chłopak chciał zdjąć biżuterię ze swojego nadgarstka, jego dłoń została odtrącona, a podbródek uniesiony ku górze.

- Tak, jest mi droga. A drogiej mi rzeczy nigdy nie oddałbym komuś nie mniej mi drogiemu - Mówiąc to patrzył mu w oczy, a palce jego dłoni z niemal z namaszczeniem gładziły policzek Joe'go. - Jednak ty... jesteś mi o wiele droższy...

    A potem ich usta połączyły się w delikatnym, acz pełnym pasji pocałunku. Już po kilku chwilach blondyn znalazł wygodne miejsce na kolanach mężczyzny, a ramiona zaplótł luźno na jego szyi. Usta poruszały się powoli, intensywnie, starając się przekazywać jak najwięcej. Dłonie Blacka czule gładziły boki towarzysza, by później po prostu zamknąć go w bezpiecznym uścisku.

    Obecna sytuacja nie zmierzała do niczego więcej, nie. To było bardziej pogodzenie się ze samym sobą, zrozumienie, otworzenie. Joe stał się podporządkowany swemu wewnętrznemu głosowi, głosowi serca - jak nazwaliby to romantycy. Serca czy nie serca, głos mówił prawdę, a chłopak nie mógł dłużej dusić w sobie uczuć do mężczyzny. Jego słowa wywołały u niego nieopisane szczęście, dumę i nadzieję. Był mu drogi, był ważny. Zdawał sobie sprawę, iż Chris odwzajemnia jego fascynację i zauroczenie, jednak teraz być może przyszedł czas na odwzajemnienie czegoś większego. Dla Williamsa było jeszcze trochę za wcześnie by mówić jasno o miłości, ale zdawał sobie sprawę, że już jakiś czas temu zakorzeniła się w jego sercu. Z początku była uciążliwym chwastem, którego nijak nie dało się wyplenić, jednak z czasem chwast ten stał się niezwykle rzadkim, delikatnym kwiatem, o którego zaczął się troszczyć i go doglądać. Nadal nieśmiało, nadal niepewnie, nadal nie dając mu wyjść na światło dzienne, ale jednak. Nie mógł dłużej okłamywać samego siebie, wmawiając sobie, że wcale nie jest mu dobrze. Było. Nie odczuwał już tęsknoty czy braku czegokolwiek. Mimo że nie miał wiele, miał wszystko. Miał szczęście i osobę, która mu to szczęście dawała, choć sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Ale niebawem miał się o tym przekonać.




***


    Cornelia Smith. Piękna, niezależna, odważna, mądra. Czego jej brakowało? Ach tak, kutasa! Niedoczekanie! Spędziła na tej pieprzonej wyspie dwa lata, opiekując się przebrzydłym bachorem, który teraz odstawiał jej takie szopki. Pożałuje, oboje pożałują. Dziewczyna wypracowała w sobie sztukę cierpliwości niemal do perfekcji, jednak czekanie stało się męczące. Zwłaszcza, że nadchodziła zima. Tego roku będzie trwała około dwóch miesięcy, więc czasu nie było aż tak dużo. Jednak na razie nie miała powodu do zmartwień. Wszystko szło po jej myśli... Lecz potrzebuje jego pomocy. Nie chciała zapuszczać się na drugą część wyspy, zabronił jej. A odkąd pojawił się na niej rozbitek, zakazał dawania jakichkolwiek oznak życia. Wtedy jeszcze martwiła się o Lucasa, chciała go chronić. On był niebezpieczny, i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Mogła zaprzeczać w nieskończoność, ale oni mieli jedynie kawałek ziemi, to była jego wyspa. Ale to teraz nie miało znaczenia. Lucas się nie liczył, tak jak jego pieprzony fagas. Radziła sobie sama, to poradzi sobie i teraz. Wiedziała, że on nadal to ma. Jeśli nie odda jej po dobroci, znajdzie inny sposób. Ach... Zawsze zastanawiał ją fakt, że z tego nie korzysta. Przecież mógł uciec już dawno temu, przypłynęliby po niego. Nieważne, nie jej sprawa.
Głuchą ciszę zakłócił cichy szmer  i szelest. Opakowanie baterii przyjemnie ciążyło jej w dłoni. Zdobędzie radiokomunikator i pogrąży zakochane gołąbki, a wraz z nimi tę przeklętą wyspę.

9 komentarzy:

  1. Skończyłaś rozdział w takim miejscu, że będe się zastanawiać co będzie dalej do następnego rozdziału. To naprawdę wredne zostawianie w takiej niepewności czytelnkiów.
    Akira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och wybacz, jednak taka kolej rzeczy! Niebawem wszystko się wyjaśni...
      Joyssli ^^

      Usuń
  2. Przeczytałam 17 rozdziałów jednym tchem i już miałam zaproponować, żebyś dała jakiegoś fajnego rozbitka Cornelce, ale jak słyszę te jej pieprzenie to aż mi się niedobrze robi :/ Niech się gałęzią odblokuje, bo coś strasznie spięta chodzi. Nie niszcz im marzeń, dziewczyno!
    To ten, no... Czekam na więcej ^^
    ~Ono

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję bardzo za komentarz! Ach, Cornelia, Cornelia, Cornelia...Jej wątek tak dziwnie wplótł się w moje wyobrażenie opowiadania, że przez chwilę chciałam zrzucić ją z klifu. Ale nie mówmy o tym!
      Pozdrowionka,
      Joyssli

      Usuń
  3. O kur*** o.O Wiedziałam, że Cornelia jest za spokojna! Sama mam ochotę zrzucić ją z klifu! >..<
    A teraz moja refleksja: Ten rozdział - piękny. Delikatny i spokojny po wcześniejszym, gdzie aż się rumieniłam czytając co się działo między Lucasem a Nicolasem -^.^-
    Niektóre rozdziały były powolne i potrzebowałam przerwy aby móc powrócić myślami do tego co czytam. Jednak w ciągu tych 17 rozdziałów pokochałam główne pary! A najbardziej uwielbiam Chrisa i Joego! Jestem z nimi całym sercem a ta małpka Piccolo niech spada na drzewo >..<! Pisz szybko a ja z grzecznością poczekam xD
    W ramach wymiany zapraszam na mojego bloga: http://yaoi-miss-r.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Takie komentarze niesamowicie motywują.
      Kolejny rozdział już biegnie, i mam nadzieję, że zdąży do jutra, haha.
      Twojego z bloga z przyjemnością odwiedziłam, i z pewnością będę wpadać w wolnych chwilach ^^
      Pozdrowionka,
      Joyssli

      Usuń
  4. Hej,
    czyli Cornelia wie o Charlim, ojć mam złe przeczucia co do tego... i jak może tak mysleć o bracie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    wspaniale, czyli Cornelia wie o Charlie'm, ojć mam bardzo złe przeczucia co do tego... i jak ona może tak mysleć o swoim bracie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    fantastycznie, czyli Cornelia jednak wie o Charlie, mam bardzo złe przeczucia co do tego wszystkiego... i jak ona może tak mysleć o swoim bracie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń