czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział 18

  Wakacje, wakacje, wakacje...Dla mnie będą okropnie pracowite, a wasze plany? 
( Przepraszam za spóźnienie! Rozdział miał pojawić się we wtorek, jednak wynikły pewne komplikacje...Za ich sprawą rozdział jest również NIESPRAWDZONY! Z góry przepraszam was za wszystkie błędy. )

EDIT: Rozdział sprawdzony przez Past ^^

Miłej lektury,
Joyssli



    Poranek przyniósł ze sobą delikatne, złociste promienie, które możliwie jasno oświetlały dwa wtulone w siebie ciała. Na kocu, na którym leżeli, znalazł swoje miejsce również drobny piach oraz skulona przy jednej z postaci Luna. Zimna woda coraz wyżej obmywała im nogi, w efekcie prowadząc do stopniowego przebudzania się Lucasa. 
    
    Pierwszym, co zanotował po otworzeniu oczu, było zbyt jasne światło i chłód. Z każdą kolejną chwilą dochodziły do tego zmęczenie, głód, oraz dziwne, nieprzyjemne uczucie w każdej komórce ciała. Jakby każdy jego mięsień właśnie w tej chwili chciał dobitnie przypomnieć mu bądź powiadomić o swoim istnieniu. Mruknął coś z dezaprobatą, po czym powoli obrócił głowę w drugą stronę. No i bum! Wszystkie negatywne odczucia odeszły w zapomnienie jak ręką odjął, gdy tylko ujrzał przed sobą twarz ukochanego. Wspomnienia, żywe obrazy i emocje z minionej nocy zalały cały jego umysł, serce i ciało. Na policzki wpłynęły dorodne rumieńce, oczy zalśniły, a wzdłuż kręgosłupa przeszedł przyjemny dreszcz. Kochał się z nim. On, Lucas Smith kochał się z Nicolasem Stone'm - mężczyzną, którego pokochał w wzajemnością. Nieśmiały uśmiech, który próbował zwalczyć, przygryzając dolną wargę, wpłynął na jego usta. Pamiętał każdy szczegół, każde słowo, każdy dotyk i choć absolutnie nie chciał zapomnieć, teraz stało się to nieco problematyczne. Szczególnie, że powieki bruneta powoli poczęły odsłaniać ciemne oczy. 
    
    Nico, w przeciwieństwie do towarzysza, czuł się cudownie wypoczęty, choć sen zmorzył go o wiele później. Poprzedniej nocy zanim zasnął długo przyglądał się pogrążonej w krainie marzeń postaci chłopaka. I miał zamiar uczynić to również po przebudzeniu, jednak na drodze stanął u fakt, iż blondyn wcale nie spał. Przypadkowej personie mogłoby się tak zdawać, jednak delikatnie drgająca powieka, zbyt szybki, płytki oddech i nietypowy dla śniącego Lucasa wyraz twarzy utwierdziły mężczyznę w przekonaniu, że jego kochany udaje. Skoro tak, mógł chwilę popatrzeć. Dokładnie zeskanował całe ciało Smith'a, co jakiś czas zatrzymując wzrok. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany, widząc wpływające na policzki oszusta malinowe rumieńce. 

- Cóż takiego ci się śni, że wyglądasz jak dojrzała truskawka? - Westchnął, niby sam do siebie i zaczął delikatnie gładzić bok kochanka, wywołując tym u niego lekki dreszcz.

- Śniło mi się, że nadal się nie obudziłeś, a ja mogłem w spokoju się zrelaksować - fuknął Lucas, w końcu otwierając oczy, patrząc na bruneta z nadal nieudolnie powstrzymywanym uśmiechem.

- Och i to sprawiło, że wyglądasz jak truskaweczka? - W mgnieniu oka zawisł nad chłopakiem, jedną ręką przytrzymując szczupłe nadgarstki nad jego głową. - Nie wydaje mi się...- zamruczał zadziornie i delikatnie, z niezwykłą czułością musnął jego wargi.

    Na kilka chwil oddali się niezbędnym o poranku pieszczotom, w międzyczasie ubierając się i rozmawiając, by zaraz powrócić do cudownych pocałunków. W końcu jednak Smith znalazł wygodne miejsce między nogami bruneta, na wpół leżąc opierał się o jego klatkę piersiową, podczas gdy ramiona Nicolasa było luźno owinięte wokół jego tali. 

- Woda się podnosi...


- Przypływ, już jutro pełnia - Odetchnął powoli, wygodnie opierając brodę na ramieniu bruneta.

- Jak się czujesz? - padło po jakimś czasie z ust Stone'a, a słowom towarzyszył lekki pocałunek za uchem.

- Nie mam siły się ruszyć - mruknął oskarżycielsko Smith, lekko się przy tym przeciągając. 

    Nie było to wcale przesadzone, bo choć blondyn potrafił całymi dniami pracować w pocie czoła, naciągając przy tym mięśnie i odnosząc rany, jeszcze nigdy nie czuł się tak bezsilnie. I nie chodziło o to, że był śpiący. To, że się nie wyspał, to zupełnie inna sprawa. Czuł się ociężały i niezdolny do ruchu, jego mięśnie nieprzyjemnie paliły, a piekący ból tam, gdzie plecy kończyły swą szlachetną nazwę, był ciężki do zniesienia. Mimo to starał się czerpać z tego ile się da, bo był to ten rodzaj bólu, który mimo wszystko pragnie się odczuwać.

- Powiedziałbym, że jest mi przykro, ale wcale nie żałuję - Na te słowa blondyn jedynie parsknął cichym śmiechem, mocniej wtulając się w mężczyznę.

- Okrutnik

- To ja - sarknął humorystycznie i przy chłodniejszym podmuchu wiatru ciaśniej objął chłopaka. - Trzeba się zbierać, co?

- Mhm... Wracajmy - Przeciągnął się po raz kolejny.

- A więc, bezsilny, zaspany męczenniku, zdołasz dotrzeć do domu?

- Zachowaj swoją dobroduszność na zbierania drewna po zmroku - Lucas uniósł do góry brodę i powoli podniósł się do pionu. 
    
    Już przy pierwszym kroku poczuł niechciany ból, o wiele większym nasileniu, niż odczuwał go w pozycji siedzącej. Syknął cicho, kładąc dłoń w dole kręgosłupa.

- Zmieniłem zdanie. Będziesz mnie nosił przez następny tydzień! - Odpowiedział mu jedynie gromki śmiech i czuły pocałunek niedaleko skroni.


***

    
    - Tak właściwie, to nadal nie powiedziałeś mi, o ci chodziło z tą pełnią... - Joe skończył kroić owoce i odłożył nóż do starego, metalowego naczynia. 

    Wrócili właśnie z porannej przechadzki, przy okazji uzupełniając zapasy. Zapuścili się trochę dalej niż zwykle, jednak w pewnym momencie Chris, jakby wyrwany z transu, kazał niezwłocznie zawrócić. I chłopak nie pytał, udobruchany obietnicą, iż za jakiś czas wspólnie wybiorą się na drugi koniec wyspy po aloes. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale tak właściwie nie znał wyspy. Niżej położoną część przeszedł nocą, pod czas burzy, a na wyższe tereny przeniósł go Black, gdy on sam był nieprzytomny. Ani razu nie przekroczył jednak niepisanej granicy połowy wyspy. Nie żeby jakoś szczególnie się tam pchał. Nadal istniało ryzyko zgubienia się. Dlatego chciał poprosić o to bruneta, jednak gdy tylko wspomniał coś o wycieczce, ten zmieniał temat bądź zwyczajnie go zbywał. Raz udało mu się wyciągnąć od niego niepewną informację, według której to Chris niewiele razy zapuszczał się na przeciwległy brzeg. Tłumaczył, że roślinność inna, że gorsze warunki, że jaskinie, że zbyt otwarta przestrzeń...Williams jednak nie dawał wiary jego słowom. Wyspa co prawda była spora, naprawę spora, jednak nie na tyle, by dwie jej części skrajnie różniły się klimatem. Lecz Black jest nieugięty, a sam tam nie pójdzie, toteż zapał powoli wygasał. Pozostała jedynie nadal żarząca się iskierka, która nie mogła doczekać się wyprawy po aloes, mając nadzieję na wiele więcej...

    - ...a wtedy schodzą z niego fioletowe słonie w karmazynowe prążki - Joe spojrzał na swego towarzysza jak na idiotę, jednak kiedy zrozumiał cały sens takowych poczynań zarumienił się delikatnie.

- Przepraszam, zamyśliłem się...

- Zauważyłem - Mężczyzna, nie czując się urażonym, a jedynie rozczulonym obecnym wyglądem chłopaka, posłał mu lekki uśmiech. - Wracając, jutro dziesiąta pełnia.

- Tyle dowiedziałem się z twojej poprzedniej wypowiedzi. Wiem również, że nie chodzi o przypływ ani o zwierzęta z doliny. Dlatego intryguję mnie fakt twojego wspomnienia o tym... - Blondyn oparł brodę na dłoni, z wyczekiwaniem przyglądając się kompanowi.

- Nie jest to szczególnie istotna informacja ale... To czas, gdy się urodziłem. Dziesiąta pełnia. Nie pamiętam dokładnej daty, więc księżyc jest moim wyznacznikiem. To jedyna rzecz jaką pamiętam z ostatnich urodzin - siedziałem w oknie i podziwiałem pełnię... Taak, jutro zyskam kolejny rok - mruknął niezobowiązująco, zerkając na Williams'a.

- Urodziny? Jutro masz urodziny, a ja dowiaduję się tego dopiero dziś?! - krzyknął na wpół żartem, na wpół serio. - Gdzie ja teraz kupię prezent?! 

    Teraz oboje parsknęli głośnym śmiechem, obracając wcześniejszą rozmowę w żart, jednak Joe nie miał zamiaru tego zbagatelizować. Urodziny nigdy nie były dla niego szczególnie ważnym świętem. Zazwyczaj spędzał je sam, bawiąc się nową zabawką, którą znajdywał rano przy łóżku wraz z karteczką z życzeniami. Urodziny były po prostu dniem oznajmiającym mu, że stawał się starszy. Teraz było to co innego. Chłopak był niemal pewien, że Chris w całym swoim życiu nie obchodził urodzin. Nikt nie dał mu prezentu, nie złożył życzeń. I blondyn poczuł się zobowiązany by to naprawić. Nie miał co prawda zbyt wielu możliwości, ale nieśmiały pomysł majaczył mu gdzieś w głębi umysłu. To powinno być coś wyjątkowego, coś prawdziwego i szczerze od serca. A czy mógłby dać mu coś bardziej wyjątkowego, prawdziwszego i szczerszego niż... siebie?
    

5 komentarzy:

  1. Cały rozdział był naprawdę ciekawy. Opowiadanie przeczytałam od pierwszego rozdziału na jednym wdechu. Komentuję dopiero teraz, wybacz.

    Bardziej interesuje mnie narracja o Blacku, nie da się ukryć. Nie przepadam za kreacjami niewinnych dziewic, może stąd ta niechęć do Lucasa i jego siostry, która po prostu zalatuje plastikiem. Zachowanie może i ma jakąś swoją pokrętną logikę, ale jest ona grubymi nićmi szyta.
    Zastanawiałam się, ba, było to nawet moje ciche życzenie do wróżki zębuszki, żeby w końcu mieszkańcy wyspy zostali odnalezieni. Z tego co widzę, może się uda plan wcielić życie.
    Bardzo dobrze.

    Może masz już dość tego tekstu, ale przeniesienie bohaterów do realiów wielkomiejskich jest bardzo obiecującym pomysłem na część drugą. Ja bym szarpała jak Reksio szynkę.

    Weny, weny, weny.
    Dobrze piszesz. Nie marnuj słów do szuflady.

    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Ci niesamowicie wdzięczna za tak długi, konstruktywny i po prostu cudowny komentarz. Dziękuję również miłe słowa - dają mi nieeesamowitą motywację.

      Niestety muszę Cię rozczarować, ale, na razie, nie myślę o drugiej części tego opowiadanka. Nie zostawię jednak czytelników ze zbyt wielkim niedosytem - bynajmniej. Myślę, że dobrą opcją będzie niekrótki dodatek. Na pocieszenie (mam nadzieję) mogę dodać jeszcze fakt, iż zamierzam nieco przedłużyć tę historię, wplatając w nią właśnie szczyptę cywilizacji.

      Podziękowania i pozdrowionka,

      Joyssli

      Usuń
  2. Hej,
    poranek, cudowny, piękny, ale boję się tegomco zrobi Cornelia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    ten ich poranek cudowny, ale mam obawy co do Corneli i tego co może zrobić...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,
    cudnie, ten pocałunek och, ale mam złe przeczucia co do Cornelii, co może zrobić...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń