piątek, 2 września 2016

Rozdział 22

Witam, witam i od razu przepraszam za tak długą nieobecność. Znowu...

Co tam jeszcze...Ach tak! Zaraz po zakończeniu tego opowiadanka ( a to już niebawem ) zabieram się za kolejne + obiecuję zmianę szablonu. Tak, tak, w końcu będzie wersja mobilna. Nagłówek własnej roboty mam już gotowy, tylko czeka na ujawnienie.

Okej, mam nadzieję, że w ogóle jeszcze tu jesteście i zapraszam na kolejny rozdział.

Jak zawsze sprawdzone przez Pats.


Do poczytania,


Joyssli






    Wokół ogniska unosił się przyjemny aromat ziół i pieczonej ryby, który niesiony przez wiatr powoli docierał coraz dalej. I w towarzystwie takiego właśnie zapachu z gęstwin dżungli wyłoniła się postać Chrisa Black'a. Wściekłego Chrisa Black'a. Dostrzegł dziewczynę już na samym początku, jednak nie miał najmniejszego zamiaru informować jej o swojej obecności. Obserwował. Z początku brunetka wydawała się być rozluźniona, jednak kiedy zmieniła pozycję, ukazując oczom mężczyzny nieco więcej, mógł śmiało wyciągnąć nowe wnioski. Jej ruchy były chaotyczne, jednak w swej chaotyczności bardzo niepewne. Wzrok zaś wyraźnie zagubiony. Przyśpieszony oddech, ciężkie przełknięcia, nerwowe przygryzanie wargi. Była widocznie zdenerwowana, co dodawało ciemnookiemu pewności, oraz nieco go uspokajało. Im bardziej niespokojna była, tym większy mógł wzbudzić w niej strach, to była jego strona. Ale z drugiej działało to w ten sam sposób. Dziewczyna nie była głupia, doskonale to wiedział. Jeśli straci kontrolę nad sytuacją, w mgnieniu oka uda jej się go zmanipulować. Nie mógł do tego dopuścić. Wszystko jeszcze bardziej komplikował fakt, że miała tego, tak zwanego 'haka' i z pewnością zdawała sobie sprawę z jego siły.


    Cichy szelest zdradził obecność mężczyzny, jednak sprawcą tego była czarna pantera, która zapewne miała już dosyć obserwacji. Powolnym, majestatycznym krokiem zbliżała się do Cornelii, prowadząc za sobą Black'a. Smith natychmiast podniosła się z ziemi, zmieniając wraz twarzy na zaskakująco twardy i surowy. Kiedy dwójka przybyszy podeszła wystarczająco blisko, zapadła dziwna, pełna napięcia cisza. Tak jak z twarzy dziewczyny Chris mógł czytać do woli, tak jego pozostała zupełnie nieprzejrzysta. 1-0 dla niego.

- Czego chcesz? - Głos bruneta był niezwykle spokojny i beznamiętny, jakby wyprany z wszelkich emocji.

- Myślałam, że nie zwykłeś marnować słów. Wiesz, czego potrzebuję. - Dziewczyna, starając się utrzymać zimny wyraz twarzy, spojrzała w oczy brunetowi. 

- Nie pytam, czego potrzebujesz. Pytam, czego chcesz. - Tym razem jego głos zabrzmiał o wiele groźniej, a mina Cornelii zrzedła w błyskawicznym tempie. 2-0.

- A jak ci się wydaje.. Ugh - Odwróciła wzrok zirytowana, musiała się opanować. - Chcę się w końcu stąd wyrwać. Mam dość. Wezwę pomoc i wreszcie wrócę do domu. Statek przypłynie od wschodu, twój... ten rozbitek nawet go nie dostrzeże.

    Na wspomnienie o Joe mięśnie mężczyzny napięły, a z gardła wdarł się dziki pomruk. Tak, to właśnie był jedyny, ale niezwykle silny hak, którego na niego miała. 2-1.

- Nie dostrzeże... Nie dostrzeże...- Mężczyzna zaczął powoli krążyć w okół ogniska, udając, że rozmyśla nad jej 'propozycją' - Oczywiście, że nie dostrzeże. Ponieważ statek w ogóle się nie pojawi. Dobrze o tym wiesz.
    
    W oczach Cornelii brunet był teraz niczym dzikie zwierzę, nieokiełznany wychowanek dżungli, przed którym nawet jej mieszkańcy odczuwają lęk. Tak spokojny, lecz emanujący ogromną siłą. Drapieżnik, nie muszący przejmować się otoczeniem, zdając sobie sprawę ze swojej nietykalności. A jednak istniało coś, co potrafiło w pewien sposób zmusić go do współpracy. Być może też... posłuszeństwa... Musiała tylko dobrze to rozegrać.
    
    Gdy Smith udało się na powrót przybrać odpowiedni wyraz twarzy, zniżyła swój głos, pozornie bez krzty lęku powracając do wcześniejszego planu.

- To, co dobrze wiem, to to, że nie byłoby cię tutaj, gdybyś chciał mnie powstrzymać. I nie przyniósłbyś tego - Skinęła głową w stronę skórzanej torby.

- Jestem tu tylko po to, w końcu się ciebie poz-

- Dokładnie - Przerwała mu, wyzywająco podnosząc głowę. - Jednak myślę, że istnieje na to łatwiejszy sposób, niż przeszukiwanie wyspy w celu odnalezienia pozostałej dwójki moich towarzyszy. Jeśli dołączyć do tego umazanie rąk krwią, stratę dużej ilości czasu i... opuszczenie swojego gościa - Ostrzegawcze warknięcie wcale nie podziałało na Cornelię z godnie z oczekiwaniami, a jedynie umocniło jej pewność. 2-2 - Z całą pewnością zacząłby coś podejrzewać. Wasze relacje mogłyby się niechybnie pogorszyć, a tego byśmy nie chcieli...

- Licz się ze słowami. Chyba zapomniałaś, z kim rozmawiasz - Black z każdym słowem czuł coraz większy niepokój, który póki co udawało mu się ukrywać. A im groźniej brzmiał jego głos, tym większa obawa tliła się w oczach ciemnowłosej. 3-2

- ...Więc o wiele prościej będzie dać mi radiokomunikator i zapomnieć o całej sytuacji. Statek przypłynie po upływie góra tygodnia, a po tym pozbędziesz się nas raz, a dobrze. Nie będziesz musiał  obawiać się jego spacerów po wyspie, ani tego że... znajdzie komunikator. - Wzrok mężczyzny jasno dał jej do zrozumienia, że jeśli teraz nie zamilknie, stanie się coś bardzo, bardzo złego. I ucichła. 4-2.

   Dziewczyna wzięła kilka głębokich wdechów, z całych sił starając się zachować spokój. Nie może dać się zastraszyć, nie po to przyszła. Przez lata tyrała jak wół, by wyżywić rodzinę. Zajmowała się bratem od kiedy skończyła dziewięć lat, by potem wyruszyć z nim w rejs. Przeżyła sztorm, zadomowiła się na wyspie i starała się jak mogła, by stworzyć Lucasowi rodzinę. Została odepchnięta przez mężczyznę, którego pokochała oraz zapomniana przez niewdzięcznego brata. Zniosła upokorzenia, cierpienie i łzy. Nie da się pozbawić jedynej szansy na szczęście jakiemuś dzikusowi. Postanowiła postawić wszystko na jedną kartę. Albo się uda... albo czeka ją śmierć z ręki syna dżungli.

- Jestem pewna, że zdajesz sobie sprawę z tego, co twój nowy przyjaciel zrobi, kiedy dowie się, że ukrywałeś przed nim szanse na powrót do domu... - Z obawą, ale też satysfakcją zauważyła pojawiający się w oczach rozmówcy niepokój. 4-3.

- Nie masz praw-

- ...Bo cóż może zrobić, kiedy dowie się, że osoba której zaufał, którą traktował jak rodzinę, jak jedyną nadzieję pośród gęstwin dzikiej dżungli... - Przerwała mu, by jeszcze uważniej przyjrzeć się twarzy mężczyzny - osoba którą... pokochał... - Bingo, mamy remis.

   To był strzał w dziesiątkę. Ciało bruneta spięło się gwałtownie, a przez wykrzywioną w grymasie przerażenia twarz przelał się ocean emocji. Po początkowym szoku postąpił kilka kroków w przód, wbijając w Cornelię morderczy wzrok. Ta zaś zaczęła ostrożnie cofać się do tyłu. Czuła strach, owszem, być może można byłoby nazwać to nawet przerażeniem. Jednak powodów delikatnego drżenia jej ciała było więcej. I więcej było również uczuć i emocji rozsadzających ją od środka. Nadzieja, szczęście, zachwyt, determinacja, euforia! Jej prawdziwa natura doskonale komponowała się z ogromnymi, pełnymi strachu oczami oraz iście szalonym uśmiechem. Nareszcie miała go w garści.

- ...A więc to tak - Wzięła głęboki wdech, unosząc podbródek wysoko w górę  - Z wzajemnością, czyż nie? Bestyjka się zakochała i nie chce stracić swojej zdobyczy...

    Czarne oczy Blacka wydawały się jeszcze ciemniejsze, kiedy zmniejszał dystans dzielący go z brunetką. Ta jednak z każdym jego krokiem wykonywała dwa, starając się za wszelką cenę doprowadzić go do furii. 5-4.

- ...Już widzę jego minę, gdy dowie się, że zwyczajnie go więziłeś. Że był jedynie ofiarą, złapaną w silne szczęki dzikiego zwierza. Że od początku byłeś jedynie egoistycznym dupkiem! Jeśli-

- DOSYĆ! 

    Wystarczył jeden krzyk, by Smith straciła równowagę i wylądowała na twardym piasku tuż przy ognisku. Jej zadowolenia wygasło całkowicie, gdy tylko poczuła chłodne ostrze przy swoim policzku. Nie potrafiła nawet stwierdzić, kiedy to się stało. Po prostu w jednej sekundzie znalazła się na ziemi, a niebezpieczny mężczyzna tuż nad nią, przyciskając do jej skóry niewielki nóż. 5-5...

- Dosyć... Mam głęboko w poważaniu twoje plany i wybujałe pragnienia. Są jednak pewne fakty... - Ich twarze dzieliły zaledwie centymetry, kiedy pierwsza kropla krwi spłynęła po skórzanej rękojeści, zatrzymując się na dłoni Chris'a. - A są one takie, że Joe nigdy nie dowie się o radiokomunikatorze, czy twoim istnieniu. Nigdy nawet nie pomyśli, że mógłbym ukrywać przed nim coś takiego. Będzie żył tu ze mną, szczęśliwy i bezpieczny. Rozumiesz? - Dziewczyna energicznie pokiwała głową, tym samym jeszcze bardziej podrażniając ranę. - To dobrze... A o resztę się nie martw, nie muszę osobiście brudzić sobie rąk. Wiesz, trzeba być tu niezwykle czujnym, by nie natknąć się na żadne z dzikich zwierząt. - Gwałtownie odsunął nóż od jej twarzy, pozostawiając po sobie głębokie nacięcie, z którego obficie sączyła się krew. - Są przecież tak niebezpieczne...Tak nieobliczalne...Prawda, Sasza - Skinął głową na dotychczas spokojnie czekającą panterę.

- Z-zaczekaj...Błagam! STÓJ!
    
    Mężczyzna odwrócił się, nie zwracając najmniejszej uwagi na wrzaski smarkuli. Dopiero gdy powoli znikał w gęstwinach, dotarły do niego wyszeptane z nienawiścią, i pewnego rodzaju obietnicą słowa.

- Zbliża się burza, dziki wychowanku tej przeklętej wyspy. To sztorm ci go przyniósł... Uważaj, żeby kolejny ci go nie odebrał...

    Ten kto potrafi, niech czyta między wierszami i zrozumie jego ból. Niech spojrzy w głąb jego oczu, które siłą wyobraźni ujrzały twarz tego, którego kocha. Niech dotknie jego ciała, poczuje spięte mięśnie i łomoczące w piersi serce. Niech zobaczy drżenie jego ust i zaciśnięte pięści. Jej słowa nie były jasne, ale prawdziwe. Bo burza nadejdzie wcześniej czy później. W postaci jej towarzyszy, którzy gotowi będą wyjawić prawdę. W postaci wyrzutów sumienia, które będą dręczyły go za każdym razem, gdy ten, którego kocha wspomni o świecie za horyzontem. W postaci deszczu i łez, słońca i wyczerpania, sztormu i bólu. W końcu nadejdzie, a wtedy nie będzie potrafił go przy sobie zatrzymać.

- Sasza... stój...

    6-5? Dla kogo? Świadkowie już przyznali punkty. Jednak pismo wypełniające pergaminy było chaotyczne i rozmazane. Znów nikt się nie uśmiechał. Słońce, choć właśnie osiągało swój szczyt, dążyło jedynie do ukrycia się za linią wody, księżyc pragnął już się nie budzić, a gwiazdy wcale nie chciały wzejść...










    

4 komentarze:

  1. Nie cierpię Cornelii -.- Niech już Chris da jej to i niech spada, bo laska wszystko psuje. Dalej nie mogę się doczekać aż Joe pozna prawdę. Myślę, że jednak zostanie z Chrisem.
    Co do szablonu, to będę tęsknić za tym obecnym bo jest piękny. Serio, nigdy nie widziałam ładniejszego xD Życzę weny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie ma tu osoby, która byłaby zdolna polubić Cornelię - włącznie ze mną. Ale postać to część historii. Bez niej byłaby niekompletna.

      Jeśli chodzi a szablon, to sama naprawę się do niego przywiązałam. Ale! W końcu musiał przyjść czas na zmiany, czyż nie? Poza tym, muszę postawić na waszą wygodę (łatwą w obsłudze wersję mobilną), oraz coś bardziej uniwersalnego.

      Bardzo dziękuję za komentarz ^^

      Joyssli

      Usuń
  2. Witam,
    co? chce wezwać statek, czy ona do jasnej ciasnej nie potrafi zrozumieć, ze Niko woli chłopaków... od samego początku chciałam aby Sasza zajęła się Cornelią...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    że co? Cornelia chce wezwać statek, czemu wcześniej nie mogła tego zrobić i uratować siebie i brata... a teraz kiedy została odrzucona przez Nicolasa, czy nie dociera do niej, że Niko woli chłopaków... niech Sasza zajmie się Cornelią...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń