czwartek, 22 września 2016

Rozdział 23

   Witajcie! Tak na wstępie- ja naprawę bardzo przepraszam was, za tak długie odstępy czasowe, ale miśki, naprawdę nie mam na to wpływu!

Co do naszej historii - do końca zostało już naprawę niewiele

Zapraszam was na długo wyczekiwany dwudziesty trzeci rozdział '' Island to find ''.

Sprawdzone jak zawsze przez cudowną Pats! ^^

Miłego czytanka,

Joyssli

PS. Wy wiecie, że obchodzimy dziś pierwsze urodzinki bloga...? 






    Minął dokładnie tydzień od zniknięcia Cornelii i Lucas - ku swojemu niedowierzaniu - zdążył się z tym pogodzić. To nie tak, że nie tęsknił, że zupełnie zapomniał, skąd. Po prostu świadomość, że już nigdy nie zobaczy siostry, z czasem stała się mniej przerażająca. W większości była to zasługa Nicolasa, który pocieszał go, stawiał na nogi i zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Jego słowa nie były pustą obietnicą, a rozkazem. ''Będzie dobrze, ale 'dobrze' samo do ciebie nie przyjdzie'' - to jego słowa. Dlatego przez większość czasu znajdował Smith'owi coraz to nowe zajęcia, by ten nie miał czasu na użalanie się nas swoim marnym losem. Dzięki temu w ciągu zaledwie kilku dni udało im się niesamowicie rozbudować ich niewielkie domostwo, a także ulepszyć naprawdę wiele urządzeń. Zbudowali nawet całkiem sprawny prysznic! Stone co prawda już wcześniej nad nim majstrował, ale z pomocą blondyna uwinęli się niczym mróweczki. Wystarczyły mocne pędy roślin, nóż, znalezione niedawno gumowe tworzywo i stary kabel oraz coś na kształt opony samochodowej, chociaż obaj byli mocno zdziwieni znajdując ją na brzegu. Mimo, że wodę pompowało się dosyć ciężko, a sama konstrukcja miała kilka poważnych defektów, ta gra była warta świeczki. Po godzinie męczenia się z prowizoryczną pompą, czekała ich jakże cudowna godzina wspólnego prysznicu. Przez stosunkowo szybki spadek temperatury w murach jaskini było teraz o wiele cieplej niż na zewnątrz, więc kąpiele w zamkniętym pomieszczeniu były doprawdy niesamowite. Woskowe świece, letnia woda i dwa spragnione siebie ciała. Czegoż chcieć więcej?

    A jednak była rzecz, która bez ustanku zaprzątała myśli chłopaka. Właściwie pytania. ''Dlaczego?'' Dlaczego odeszła? Co ją do tego nakłoniło? Gdzie teraz jest? Czy jest bezpieczna? Pytania te były tak głęboko zakorzenione w jego umyśle, że choćby nie wiadomo jak się starał, nie mógł się ich pozbyć. Nie był nawet do końca pewien, czy potrafił zdefiniować, co w tej chwili czuł. Zmartwienie, niepokój? Raczej w niewielkim stopniu. Ciekawość, niezrozumienie? Już w znacznie większym. A może żal? Pretensje? Kujące poczucie niesprawiedliwości? Tak, to właśnie było to, co nie dawało mu spokojnie spać po nocach. Cornelia nie tyle, co odeszła - ona go zostawiła. Oczywiście cały czas nie chciał do siebie dopuścić tej myśli, ale jego serce i podświadomość nieustannie dawały mu to do zrozumienia. Nie została porwana, nie zgubiła się, nie utopiła. Po prostu uciekła, zostawiając jego i Nicolasa na pastwę dżungli. Zabrała ze sobą wiele ważnych i przydatnych przedmiotów, co było dla nich dodatkowym obciążeniem. I z pewnością nawet się nie zawahała. Odwróciła się od nich bez mrugnięcia okiem i blondyn miał dziwne przeczucie, że to jeszcze nie koniec. Prawda była jednak taka, że prócz żalu i goryczy ogarniał go również ogromny smutek i złość. Nie był w stanie jej znienawidzić, ale z każdym dniem stawał się coraz bliższy obojętności, aniżeli tęsknocie. Nie chciał tego, naprawdę nie chciał. Zawsze starał się okazywać siostrze maksimum wdzięczności za to, co dla niego zrobiła. Starał się być dobrym, pomocnym i wspierającym ją bratem. Ale po prostu nie mógł wyzbyć się tych uczuć. Nie potrafił.

    Zamruczał cicho wyrywając się z głębokiego zamyślenia, kiedy duże, ciepłe dłonie Stone'a zaczęły błądzić po jego ciele, wcierając w nie przezroczysto-białą maź na bazie mleka kokosowego i aloesu. Uwielbiał to. Wprost ubóstwiał, kiedy brunet tak czule się nim zajmował, powoli doprowadzając go na skraj rozkoszy. Z początku dokładnie go myjąc, i dotykając każdego skrawka jego ciała, a następnie pieszcząc go delikatnie na rozmaite sposoby. Robili to już całkiem sporo razy, jednak za każdym z nich Smith odczuwał coraz to nowe, silniejsze dostania. Mężczyzna zaspokajał go językiem, ustami i palcami, by w końcu wejść w niego i pokazać mu rzeczy, o których istnieniu nigdy nawet by nie pomyślał. Czuł się cudownie w jego ramionach i chciał, żeby 'te' chwile trwały wiecznie. Nie pozostawał jednak do końca obojętny staraniom ciemnookiego. Poprzedniej nocy odważył się na coś...cóż, nowego. W życiu nie znajdował się w tak krępującym położeniu, ale mimo wszystko, to jeszcze bardziej nakręcało go do działania. Nie bardzo wiedział, co ma robić, ale jak tylko został łagodnie poinstruowany, wydobył z siebie prawdziwą ' bestię ' - jak z rozmarzeniem nazwał go potem kochanek. W każdym razie, pierwszy raz ujeżdżał Nicolasa, mając całkowitą kontrolę nad ich stosunkiem. I podobało mu się. Ostatnio zastanawiał się nawet, że gdyby to on... Ale potem stwierdził, że na to stanowczo za wcześnie. Wolał rozkoszować się tym, co zostało mu dane.

    A dane zostało mu naprawę wiele, pomyślał, wbijając paznokcie w zimną ścianę jaskini. Chłodna woda kojąco obmywała jego plecy, kiedy brunet począł coraz śmielej poruszać się w jego wnętrzu. Przylgnął policzkiem do kamiennej struktury i mocniej rozsunął nogi, tym samym wypinając się w stronę mężczyzny. Mocne, pewne ruchy, mokre, namiętne pocałunki i przyprawiające o omdlenia słowa kochanka doprowadzały go do szału. To niewiarygodne, jak szybko udało mu się od tego uzależnić. Od kochania się z nim i samej miłości do niego. Od tych wszystkich małych rzeczy. Czuł się... spełniony. Naprawę spełniony. Z tą myślą jęknął bezwstydnie, czując rozlewające się w nim błogie ciepło.

- Kocham cię... - Usłyszał kojący szept przy swoim uchu i uśmiechnął się nieznacznie, powoli uspokajając oddech.

    Przecież wcale nie musiał o tym wszystkim myśleć. Nie musiał się przejmować. Mógł wyrzucić ze swych myśli siostrę, nadchodzącą zimę i wszelkie zawadzające mu drobnostki. Przesadnie ckliwe i znane wszystkim stwierdzenie, ale póki czuł otaczającą go miłość, nie musiał niczemu stawiać czoła sam. Był prawdziwie szczęśliwy i bezpieczny, odnajdując to, czego tak długo szukał.

- A ja kocham ciebie.



* * *




    Przez te kilka dni trochę się zmieniło. Nawet więcej niż trochę. Trudno było jednak powiedzieć, czy na gorsze, czy na lepsze. Joe i Chris, mimo okropnej atmosfery, jeszcze bardziej się do siebie zbliżyli. Po powrocie bruneta przeprowadzili długą, pełną kłamstw i goryczy rozmowę, po której oddali się swoiście niszczącej rozkoszy. Black nadal milczał na temat swojego wyjścia, a Williams miał naprawdę złe przeczucia. Bardzo złe.

    Coś się zmieniło. Byłoby jednym wielkim niedopowiedzeniem, gdyby stwierdzić, że się od siebie oddalili. Bynajmniej. Mężczyzna pilnował Joe'go na każdym kroku, nieustannie nakłaniając go do rozmów, dotykając i samemu prowokując intymne sytuacje. I to były jedne z tych rzeczy, które absolutnie mu nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie - uwielbiał spędzać z nim czas. Ale były też momenty, w których miał go serdecznie dość. Black nie pozwalał mu nigdzie wychodzić samemu. Kazał mu zaprzestać wycieczek nad strumień, spacerów z Kirą, podróży po żywność czy drewno, a nawet zabronił jakiegokolwiek oddalania się od domku. Tłumaczył się zimą, zwierzętami i dziwnymi stwierdzeniami, których blondyn na swoje nieszczęście nie rozumiał. Wynikało z nich jednak, że zwierzęta są w tym okresie bardziej agresywne i tak dalej, ale chłopak wiedział, że to kompletne bzdury. Może i nie miał na ten temat jakiejś rozległej wiedzy, ale nie był głupi. Poza tym Kira i Sasza nadal pozostawali dzikimi zwierzętami, może nieco oswojonymi - jeśli można było to tak nazwać - ale nadal dzikimi. I Joe nie zaobserwował u nich żadnych objawów 'agresji'. Futrzaki najzwyczajniej w świecie przesypiały całe dnie. Były niezwykle spokojne, ospałe i leniwe. Też mu wielka 'agresja'!

    Powodów zaniepokojenia chłopaka było o wiele więcej, ale podstawowym była właśnie ich niecodzienna bliskość. Nawet teraz, kiedy dopiero co wrócił 'ze strony', Chris dopadł go i zaciągnął z powrotem na górę. Niespokojnie rozejrzał się jeszcze po wystającej zza najwyższych drzew linii horyzontu, po czym zasunął za nimi plecioną zasłonę.

- Chcesz coś do jedzenia? - mruknął mężczyzna, targając kosz pełen żywności, który musiał przytargać ze spiżarni podczas jego chwilowej nieobecności.

- Wiesz, właściwie to zgłodniałem. Mam ochotę na... pistacje. Pójdę trochę zerwać. - Już miał zamiar się odwrócić, kiedy Black gwałtownie pociągnął go za rękę.

- My ich jeszcze sporo, nie musisz iść.

- Zerwałbym również mango i nazbierał drewna. - Próbował dalej, zaciskając pięści.

- Mango nie jest już zbyt okazałe, nie jestem pewien, czy w ogóle jakieś zostały na drzewach, a drewna mamy pod dostatkiem. Poprzedniej nocy zapełniłem połowę spiżarni na tamtym drzewie.

- Dobrze, w takim razie pójdę za potrzebą - warknął niecierpliwie, chcąc jak najszybciej opuścić chatkę.

- Przecież byłeś przed sekun-

- Ale muszę iść jeszcze raz.

- Ale...

- Chris, chcę wyjść! Chcę się przejść, nacieszyć się tym wszystkim, zanim nadejdzie zima! Chcę po prostu iść na krótki spacer! - Chłopak nie wytrzymał, w końcu podnosząc głos.

- Nie zgadzam się. Przecież ci mówiłem, że zwierzęta szaleją. Jest niebezpiecznie - odparł Black ze stoickim spokojem, jakby nie rozumiejąc wzburzenia blondyna.

- No właśnie widzę! Sasza ma mnie ochotę zagryźć bardziej niż zwykle! - Kot tylko podniósł leniwie głowę, słysząc swoje imię, po czym powrócił do spania.

- Po prostu już się do ciebie przyzwyczaiła.

- Oczywiście! A trzy dni temu wcale nie porwała mi koszuli - prychnął rozjuszony.

- To tylko dowodzi temu, że nawet ona przechodzi przez to, co większość zwierząt.

- Kpisz ze mnie?! Chris, ta koszula leżała trzy metry ode mnie, a ona nie zrobiła tego pierwszy raz! Przestań robić ze mnie idiotę! - jęknął bezradnie, po czym potarł skronie - Poza tym, nie o tym rozmawialiśmy. Chcę się przejść.

- Nie zgadzam się. - Mężczyzna podszedł do niego, chcąc dać poparcie swoim słowom.

- Nie potrzebuję twojej zgody. - Joe chciał go wyminąć, jednak brunet prędko zastawił przejście.

- Nie wypuszczę cię.

- DOŚĆ! Mam dość! Na nic nie pozwalasz! Nie przerywaj mi - wrzasnął, uderzając pięścią w niewielki stolik, kiedy zauważył, że Chris zamierza zaprzeczyć - Oczywiście, że masz prawo się martwić, przecież tego ci nie zabraniam. Ale daj mi żyć! Nie jestem twoją własnością, do jasnej cholery!

- A może trochę wdzięczności! Pomijając fakt, że robię to dla twojego zasranego dobra, nie proszę cię znowu o tak wiele! Uratowałem ci życie i jestem tym, który o nie dba, więc mógłbyś chociaż raz odpuścić! - Kiedy ciemnooki podniósł głos, Williams zobaczył w jego oczach coś niepokojącego i tylko to powstrzymało go przed ugięciem się pod ciężarem tych słów.

"...Wasze relacje mogłyby się niechybnie pogorszyć..." 

- Och przestań, doskonale wiem o co ci chodzi. Dobrze wiesz, że ani się ciebie nie boję, ani nie nabiorę się na twoje chore gierki! Zrozum w końcu, co do ciebie mówię! Chcę wyjść! WYJŚĆ! Czuję się jak w cholernym więzieniu! - zaczął lamentować, chodząc w koło po pomieszczeniu, nie zwracając uwagi na towarzysza - O tak, to jest to! Zwyczajnie mnie tu więzisz!

"...Już widzę jego minę, gdy dowie się, że zwyczajnie go więziłeś..."

-...Traktujesz mnie jak zwierzę w klatce! Chociaż nie, nawet one mają więcej swobody! Ja jestem ofiarą! To jest...

"... był jedynie ofiarą, złapaną w silne szczęki dzikiego zwierza..." 

-...Jesteś po prostu samolubnym...

"...od początku byłeś jedynie egoistycznym dupkiem..."

-...A wiesz, co jest najgorsze? Gdyby naprawdę ci zależało, chociaż udawałbyś, że liczysz się z moim zdaniem...

"...Bestyjka się zakochała i nie chce stracić swojej zdobyczy..."

-...I doskonale wiem, że nie poradziłbym sobie bez ciebie! Nie musisz mi tego przypominać! Zawsze liczę się z twoim zdaniem, bo wiem, że masz rację... A poza tym ufam ci, do jasnej cholery! Ale...

"... osoba której zaufał, którą traktował jak rodzinę, jak jedyną nadzieję pośród gęstwin dzikiej dżungli..."

- Chris!? CHRIS! Ty nawet mnie, kurwa, nie słuchasz! No po prostu zajebiście! Ja się produkuję, a ty mnie olewasz. Jesteś bezczelnym ignorantem, wiesz? Mam dosyć, wychodzę. Nawet nie próbuj mnie zatrzymać! Jeśli mnie nie wypuścisz, po prostu ucieknę! Jak tylko zaśniesz wezmę...

"...To sztorm ci go przyniósł... Uważaj, żeby kolejny ci go nie odebrał..."

- Ach! Chris!? C-chris...? - Blondyn zachwiał się zdezorientowany, kiedy mężczyzna gwałtownie przyciągnął go do siebie, zamykając z mocnym uścisku. - Chris...

"...A więc to tak..."

- Nie mogę cię stracić...- wyszeptał, łapiąc niemal spazmatyczne wdechy.

- Chris, ja tylko...

- Po prostu nie mogę... Ja-

- Hej, już w porządku. W porządku. - Joe odetchnął głęboko i spojrzał w pełne przerażenia oczy kochanka.

"...A więc to tak...

Z całą pewnością zacząłby coś podejrzewać...

Dowie się, że ukrywałeś przed nim szanse na powrót do domu..."


-...Już okej, słyszysz? Chodźmy spać, w porządku? Jestem zmęczony...- Blondyn sam wtulił się w ciepłe ciało bruneta, z obawą wyczuwając, że drży. - Chris, zabierz mnie do łóżka...

- Tak, tak...



"...Zbliża się burza...Uważaj..."

8 komentarzy:

  1. Rozdział świetny. Potrafisz tak dobrze opisywać intymne sytuacje, że czytelnik aż się rumieni. Lucas... robi postępy XD Chris to w moich oczach takie duże dziecko, które niby jest twarde, ale płakałoby strasznie, gdyby zabrać mu ulubioną zabawkę (czyt. Joe'go) :') Cóż, mam nadzieję, że żadna wredna małpa mu tej "zabawki" nie zabierze -,-
    Pozdrawiam serdecznie i duuużo weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję!

      No cóż, jak to mówią - faceci to duże dzieci. Chris nie jest tutaj wyjątkiem, haha ^^

      Przesyłam pozdrowionka,

      Joyssli

      Usuń
  2. Muszę powiedzieć, że w tym rozdziale przeszłaś samą siebie. xD Gdy Chris nie pozwolił mu wyjść to aż poczułam dreszcze haha Naprawdę, świetnie to opisałaś. Podobało mi się, że Joe wreszcie trochę się postawił, no bo ile można tak kogoś kontrolować. Rozumiem Chrisa, no ale... ja bym zwariowała xD Umrę chyba czekając na kolejny rozdział ;c
    Mam jeszcze jedno pytanie. Nie wiem czy pisałaś o tym wcześniej, może ja zapomniałam, że coś takiego było, ale planujesz jakieś opowiadanie po tym? Czy będzie to coś podobnego?
    Powiem jeszcze, że bardzo trudno mi będzie się rozstać z tym opowiadaniem, bo pierwszy raz znalazłam mój ulubiony motyw ''bezludnej wyspy''. Nigdy, nigdzie nie znalazłam opowiadania o tym, aż wreszcie pół roku temu trafiłam na twojego bloga, który mnie po prostu zauroczył. A to jest coś, bo nawet zaczęłam pisać komentarze, a zazwyczaj tego nie robię.
    Właśnie, a co do komentarzy to jestem oburzona, że jest ich tak mało. Świetnie piszesz, opowiadanie ma super fabułę i bohaterów, których nie da się nie kochać. Dobra. To chyba tyle. W życiu nie napisałam tak długiego komentarza xDD Ale naprawdę uwielbiam tego bloga, ciebie i opowiadanie. ♥ Weny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ogrooomnie dziękuję Ci za ten komentarz. Nawet nie masz pojęcia, jaką sprawiłaś mi radość.

      Jeśli chodzi o kolejne powiadania, to owszem, mam zarysy już wielu nowych historii, a do jednej z nich nawet przygotowanych bohaterów. Teraz w głowie mam konkretnie dwa, i jeszcze się nie zdecydowałam, które będę publikować pierwsze. Niestety - albo i nie - raczej nie pojawi się kontynuacja tego opowiadanka, i pod koniec bieżącego miesiąca i ja, i wszyscy czytelnicy będziemy zmuszeni się z nim pożegnać.

      Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję ^^

      Przesyłam pozdrowionka,

      Joyssli

      Usuń
  3. Naprawdę długo szukałam bloga który pochłonie mnie całkowicie co zdarza się żadko ze względu na olbrzymią ilość orzeczytanych opowiadań yaoi moje wymagania stały się trochę wygórowane... Ale znalazłam Twóje opowiadanie strasznie się w nie wciągnęłam i przeczytałam wszystko jeszcze dzisiaj naprawdę genialne nie mogę diczekać się następnego roźdIału mam nadzieję że pojawi się w miarę prędko i że nie pożucisz opowiadania ponieważ piszesz ahhh nie ma przymiotnika który by opisał twoje zajebiste pisanie :D
    RedBlur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję i zapraszam na kolejny rozdział już za chwilę!

      Serdecznie pozdrawiam,

      Joyssli

      Usuń
  4. Witam,
    wspaniale opisujesz intymne sytuacje, co z Cornelią teraz się dzieje? i ta scena między Chrisem a Joe...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej,
    wspaniały rozdział, ta scena między Chrisem a Joe... cudownie po prostu cudownie... a co  Cornelią?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń