niedziela, 5 lutego 2017

10. Tide

Hejo! Dzisiaj daję wam rozdzialik troszkę wcześniej, ale chyba nie będziecie szczególnie wzburzeni z tego powodu, hm? No, coś powoli zaczyna się rozwijać, ale jasnego poglądu na sytuację jeszcze nie dostaniecie. Będziemy się trochę miotać, co?

Trzymajcie się cieplutko, 

Joyssli

Rozdział sprawdzony przez Nanni ;)) 


Tide

Fala przypływu



Morskie potoki ma pod władaniem -

Łzy szmaragdowe co rychlej wzburzy,

Brzegi w rozpaczy pokryje łkaniem,
Niebo się nocne czarno zachmurzy.

I mnie usidlisz swym pięknym graniem? 
Panie srebrzysty, póki sen cię nie znuży?



Piątek - dzień kochany przez znaczącą większość społeczeństwa. Jeszcze w zeszły weekend Nathan również do niej należał, ale dziś miało się to zmienić, i nie chodziło jedynie o występ w Akademii M.I.N. Tej niedzieli zaczną się jego treningi z trenerem wybranym przed Sylvię i Donnę. Teoretycznie. W praktyce będzie musiał jakoś się z tego wykręcić i pojechać z Mike'iem po zimowe buty. Miał nadzieję, że ten koleś będzie na tyle łaskawy i pozwoli mu na nieobecność już pierwszego dnia.

Przygotowania zaczęły się o godzinie dziewiątej piętnaście. Dokładnie osiem minut przed przybyciem Nathana. Za spóźnienie dostał porządny ochrzan od Laury, ale wiedział, że mogło być gorzej. Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że nauczycielka wygląda na zdenerwowaną. Po części chłopak ją rozumiał, w końcu ciążyła na niej pewnego rodzaju odpowiedzialność. Jeśli przedstawiciele szkoły wypadną okropnie, opinia Laury w światku tanecznym drastycznie spadnie. Poza tym, stresowała się razem z nimi. Dzieciaki były dla niej naprawdę ważne. Kochała swój zawód, a jeśli zobaczyła w kimś potencjał, nie było przebacz. Nastolatek mógł śmiało stwierdzić, że darzy tę kobietę sympatią.

Wracając do jego spóźnienia, jak zwykle miał naprawdę ważny powód. Praca. Musiał rano udać się do pracy i wyżebrać zwolnienie. Oczywiście zrobiłby to wcześniej, gdyby Wydra łaskawie odebrała telefon lub chociaż raz pojawiła się w kawiarni. Dziś się udało. Szefowa nie była zadowolona i obiecała potrącić mu za to z pensji, oraz szybko znaleźć sobie zastępstwo. Wystarczył mu jeden telefon do Agnes i wszystko było załatwione. Odruchowo chciał jeszcze wysłać wiadomość do Allena, by dziś po niego nie przyjeżdżał, ale prędko przypomniał sobie, jak sam uparcie dzień w dzień odmawia mu podania swojego numeru. Wyszło więc na to, że nie miał jak się z nim skontaktować. Przez moment poczuł nawet lekkie wyrzuty sumienia, ale zaraz mu przeszło. To on się do niego przykleił, Nathan nie miał wobec niego żadnych zobowiązań... Prawda?

Trening był... intensywny. Już dawno tak nie zmęczył się tańcem. Przećwiczył swoją choreografię około dwudziestu razy i za każdym Laura znalazła jakieś niedociągnięcie. Ćwiczył więc więcej, więcej i więcej, czasem zerkając również na Stanley'a i Amelię, którzy wykonać mieli duet. Po następnych piętnastu próbach zostały im niecałe trzy godziny, jeśli chcieli jeszcze zdrzemnąć się czy odpocząć, a oni dopiero zaczynali ćwiczyć formację. Choreografia była dosyć prosta, ale Stanley często gubił rytm i nie zgrywał się z pozostałą dwójką. Było to o tyle denerwujące, że przerabiali ten układ już tysiące razy na poprzednich zajęciach, i Stan tańczył go naprawdę dobrze. A potem nagle BUM. Dziesięć razy idealnie, dziesięć razy porażka. Nathan nie miał do niego pretensji, ale był zmęczony. To miało być lekkie powtórzenie przed występem. Jak tak dalej pójdzie, wieczorem nie będzie miał już na nic siły.

- Stanley, na litość boską! Od początku, od początku! - Laura przetarła dłońmi zmęczoną twarz i spojrzała na bruneta. - Nathan, na środek. Już, raz, raz! Stan, pójdziesz z Amelią do tyłu, dalej, jeszcze trochę... W porządku, stań tutaj. Będziecie wykonywać tę część przodem do siebie, inaczej daleko nie zajdziemy. Amelia, w razie czego zerkasz na Nathana, Stan, ty nie spuszczasz wzroku z Amelii. Nathan, jak się pomylisz, to się zabiję. Macie pięć minut przerwy. - Z tymi słowami nauczycielka opuściła pomieszczenie.

Chłopak odetchnął głęboko i zsunął się po ścianie, ostatecznie opierając się plecami o chłodne mury. Zdążył przymknąć oczy jednie na kilkanaście sekund, kiedy nagle zrobiło się trochę ciemniej. Uchylił powieki i zobaczył postać, która z powodzeniem odcinała mu dostęp do światła.

- Masz, przyniosłam ci ręcznik i wodę - warknęła Olivia i rzuciła materiałem w nastolatka.

- Mhm. - Mruknął obojętnie i sięgnął po życiodajny płyn.

- Wypadałoby podziękować, niewdzięczniku - wytknęła mu i zaplotła ręce na piersi.

- Nie uważasz, że podziękowanie jest miłą odpowiedzią na miłe zachowanie? No wiesz, proszę, dziękuję i nie ma za co. - Wykonał niedbały ruch ręką i uniósł nieznacznie brew.

- Wiesz co?


- Nie mam pojęcia - parsknął, zanim dziewczyna zdążyła powiedzieć coś więcej.

- To JA mam pojęcia, co Laura i dyrektorka w tobie widzą. Jesteś jak każdy inny, na pewno nie jesteś szczególny czy wyjątkowy. Przeskoczyłeś rok i bez przejścia całych testów przyjęli cię do zaawansowanej grupy! Tańczę od piątego roku życia, nie wykpisz mnie! To JA jestem lepsza, więc dlaczego? Odkąd się pojawiłeś, pieprzona trenerka odwołała moje prywatne zajęcia. To MNIE bierze do konkursów, ale zawsze robi to od niechcenia. Patrzy wtedy na ciebie, a ty masz to gdzieś! Jakim prawem?!

- Posłuchaj...

- NIE BĘDĘ CIĘ SŁUCHAĆ! - krzyknęła, zwracając tym samym na siebie uwagę wszystkich osób w sali - Wiesz, jaka jest prawda?! Chcesz ją poznać, chcesz?! Jesteś żałosnym, nic nie wartym zerem. Myślisz że nikt nie gada po kątach, że jako jedyny całkowicie opłacasz szkołę ze stypendiów? Że nikt nie wie, że nie masz ani grosza i dobre oceny oraz domniemany talent to jedyne, co pozwala ci nadal się tu pokazywać? A ty jeszcze śmiesz stawiać swoje warunki! Nie przychodzisz na dodatkowe treningi, nie pojawiasz się na zaliczeniach! Twoi rodzice ani razu nie byli się na zebraniu! Może oni też mają cię w dupie, tak jak ty w dupie masz tę szkołę i taniec. Nie masz prawa zachowywać się jak pieprzony książę! Kujesz dniami i nocami, żeby się tu utrzymać, co? Och, a może nie? Może po kryjomu bzykasz się z radą, co? To by wiele wyjaśniało. No dalej, powiedz nam wszystkim jaka jest prawda? Nie masz żadnych przyjaciół, z nikim nawet nie rozmawiasz. Nikt nie stanie w twojej obronie! Jesteś niczym, NICZYM! Lepiej idź żebrać o pieniądze, bo na Barking* twoi starzy raczej niewiele zarabiają, nie? A może całą rodziną osiągacie swoje cele w ten sam sposób, co? Dajcie dup-

- Wystarczy, panno Jansen. - Donośny, kobiecy głos z dobiegł z drugiego końca sali. - Przyszłam zobaczyć jak idzie wam próba, lecz nie spodziewałam się aż takiego nakładu emocjonalnego. To godne przeprowadzenia dyskusji, nie sądzisz? Pragnę widzieć się za trzy minuty w moim gabinecie.

Po pomieszczeniu przeleciała fala szeptów i zaciekawionych spojrzeń. Dyrektorka podeszła do dziewczyny i spojrzała na nią z góry, a jej twarz pozostawała niewzruszona. Blondynka w końcu ugięła się pod jej spojrzeniem i z krzykiem wypadła z sali. Wtedy nastała kompletna cisza. Szepty ucichły, spojrzenia opadły. Nathan powoli podniósł się na nogi, również wbijając swoje spojrzenie w ziemię.

- Wracajcie do zajęć. Nathanie, Amelio, Stanley'u, ćwiczcie układ. Gdy wróci pani Laura macie wykonywać go bezbłędnie, rozumiano? - Jej głos był nieco łagodniejszy, choć w dalszym ciągu niecierpiący sprzeciwu. W końcu odwróciła się i nie zaczekawszy na odpowiedź opuściła salę. Przez kilka długich minut, w sali nie rozległ się ani jeden dźwięk.



***

- Gdzie ten wybryk natury się podziewa... - Maximilien powoli wychodził z siebie, mrucząc pod nosem niezbyt pochlebne komentarze na temat swojego siostrzeńca.

Allen spóźniał się już prawie dwie godziny. Swoje występy zdążyły zaprezentować już trzy szkoły, a było ich zaledwie siedem. Mężczyzna zaczynał się zastanawiać, czy czasem kogoś po niego nie wysłać. Zaraz zaczynała się kolejna prezentacja, tym razem akademii tanecznej ''AILE'' z rozszerzonym programem choreograficznym i czymś tam jeszcze, ale Navas nie zamierzał się teraz nad tym zastanawiać. Gdzie jest...

- ...twój bratanek? - Maximilien odwrócił się gwałtownie i pokręcił głową, na moment wbijając swój wzrok w sufit.

- Allen jest moim siostrzeńcem, droga Othylio. Nie mam brata i nigdy nie miałem. Jeśli jednak interesuje cię historia mojego drzewa genealogicznego, mogę powiedzieć ci szalenie zabawną historię o-

- Maximilienie. - Uniosła głowę okalaną wściekle żółtymi lokami i zacisnęła wysmarowane czerwoną pomadką usta w wąską kreskę. - Alejandro miał przybyć tu przeszło dwie godziny temu, czyż nie? Dlaczego więc, poinformuj mnie, nie ma go z nami? Nie przybył na występ Margareth.

- Zapewne miał do zrobienia coś o niebo ważniejszego, niż wgapianie oczu w twoją córkę. - Uśmiechnął się szeroko i poklepał oburzoną kobietę po ramieniu.

- Scandalo! Twoje zachowanie jest karygodne. Nie wiem jakim cudem nadal-

- To szalenie fascynujące, ale muszę już iść. Pozdrów ode mnie swojego fryzjera. To musi być niebywale zabawny i kreatywny człowiek. Arrivederci! - I odszedł szybkim krokiem, zostawiając Othylię z wybałuszonymi w geście wzburzenia oczami.

Odetchnął głęboko i skrzywił się nieznacznie, widząc pędzącą w jego stronę, wyraźnie przerażoną szatynkę. Była dosyć młoda i nawet nie brzydka, więc Maximilien naprawdę nie rozumiał dlaczego marnowała sobie życie pracując na furcie w akademii tanecznej. Nawet nie interesowała się tańcem. Cyfryzacją ani technologią też nie, więc nie mógł pojąć, jak może całymi dniami pisać na komputerze, wysyłać maile, wgapiać się w kamery i trzymać pieczę nad wszystkimi elektrycznie rozsuwanymi drzwiami w tym budynku. Niepojęte.

- Sir, pan Allen właśnie przybył, Sir. - Wyjąkała i pospiesznie się oddaliła, widząc, że rozpoczyna się kolejny występ.

Warto również wspomnieć, że nie należała do istot obdarzonych szczególną inteligencją, oraz była niezwykle płochliwa. Szczególnie, gdy miała to tego powody, a takowy powód był. W postaci tego przeklętego przez wszystkie istniejące bóstwa, denerwującego, sprytnego, przebiegłego-

- Witaj, wuju. Wybacz mi spóźnienie, miałem szalenie ważne zajęcie - szepnął wzdychając teatralnie i stanął tuż obok mężczyzny.

- Weźże się lepiej do roboty. Ta marna podróba fotografa ledwo sobie radzi. Może kamerzyści jakoś uratują sytuację poprzednich występów. Na temat twojego spóźnienia porozmawiamy w domu - syknął cicho i powrócił wzrokiem do młodych ludzi wylewających z siebie siódme poty.

Większość przyjął bez zbytnich ekscesów, ale niektórzy byli nieźli. Naprawdę nieźli. Maximilien w myślach zanotował sobie kilka nazwisk, które w przyszłości chciałby widzieć na liście uczniów Akademii. Niech go szlag, ale lubił tę robotę. Wyłapywanie zdolnych dzieciaków, uczenie ich, pomaganie im i ostre opieprzanie, jeśli zajdzie taka konieczność. Młodzi mieli w sobie najwięcej pasji. Byli pełni energii, ekscytacji, siły oraz chęci do nauki i zdobycia wiedzy. Mógł patrzeć, jak ich nieuformowane umysły zaczynają nabierać określonych kształtów i barw. Mógł je wyrabiać i szlifować, a potem... potem po prostu podziwiać. I pękać z dumy.

- Odleciałeś - mruknął Allen kilka minut po skończeniu ostatniej części prezentacji, ze znudzeniem przeglądając zrobione przed paroma minutami zdjęcia. - I co myślisz?

- Ta ruda była dobra, ale nie nadaje się do formacji. Duet i solo wyszły jej naprawdę ładnie - wymamrotał zamyślony i dodał nazwisko dziewczyny do swojej listy - Reszta była przeciętna.

- Ten szatyn miał fajne ruchy. - Spojrzał na wuja unosząc lekko brwi. - Świetnie zatańczył w formacji.

- Wiem, ale nie dał rady w duecie. Tamta dziewczyna kompletnie go przyćmiła. Zniknął. Nie ma wystarczającej siły przebicia. - Machnął na to ręką i spojrzał na aparat siostrzeńca. - Jak wyszły?

- Czyżbyś we mnie zwątpił? - Mówiąc to uśmiechnął się szelmowsko, po czym odszedł kilka kroków, by sfotografować kolejną grupę przygotowującą się do występu.



***


- Jesteśmy zaraz po nich, wszyscy gotowi? Tak jak wcześniej ustaliliśmy. Nie patrzymy przez pryzmat innych - wystawiamy formację jako pierwszą. Potem Nathan nagle znika i ODPOCZYWA - podkreśliła wyraźnie, wbijając rozkazujące spojrzenie w chłopaka - Muzyka łagodnieje i przechodzicie do duetu. Wychodzi wam świetnie, więc nie martwcie się. Potem jest dziesięciominutowa przerwa i po niej wchodzi Nathan z-

- Nie zatańczę tego. - Jego głos był cichy, prawie niesłyszalny.

- Co ty mówisz? - Laura zmarszczyła brwi i kucnęła przy nastolatku - O co chodzi, Nathan, do cholery?

- Nie zatańczę tego układu. Nie dam rady. Nie do tej choreografii, nie do tej muzyki - Szepnął błagalnie, bezsilnie kręcąc głową.- Nie dam rady, nie dziś, nie teraz.

- Nathan, jesteś tu, żeby pokazać im wszystkim, ile jesteś wart. Nie chodzi mi o szkołę, nie chodzi mi o moje ambicje, tylko o ciebie. Jesteś najbardziej utalentowanym dzieciakiem, jakiego przyszło mi uczyć przez ostatnie kilka lat. Nie możesz się teraz poddać. Nie pozwolę ci na to. Ten układ pokazuje wszystkie twoje walory i umiejętności. Jest szybki, trudny i-

- Pozwól mi zatańczyć do TAMTEJ choreografii. - Spojrzał jej hardo w oczy i wziął głęboki oddech - Do tamtej muzyki. Chcę to zatańczyć, proszę cię. Czuję że to jest właśnie ten dzień. Że to jedyne, co będę w stanie zatańczyć.

Laura patrzyła na niego przez chwilę, a na jej twarzy malowała się ogromna troska. Układ, o którym mówił brunet był potwornie... potworny. Był trudny, tępo zmieniało się z sekundy na sekundę, wymagał ogromnego nakładu emocjonalnego i skupienia. Widziała Nathana tańczącego to, o czym teraz mówił jedynie raz. To nie był zwykły układ, on... on jakby przemawiał. Krzyczał.

- Dobrze, dobrze... - Skinęła kilkukrotne głową i wzięła głęboki oddech. - Pójdę uzgodnić zmianę muzyki z operatorem, a ty przygotuj się do formacji. Dasz radę? - Bell mruknął coś twierdząco i odwrócił wzrok, spuszczając go na swoje dłonie.


***

- ...A teraz przywitajmy naszych gości z wybitnej, niezależnej, bezkompromisowej placówki artystycznej, której dyrektorką i mentorką jest sama Sylvia Anders. Panie i panowanie - SAAS! ( Sylvia Anders Art School ). W niedawno powołanej do życia miniformacji "T.I.T" zatańczą Amelia Breakstone, Stanley Jooh i Nathan Bell. Twórcą choreografii jest Joshua Lear. Utwór to "Baby's On Fire". Następnie płynne przejście do tańca towarzyskiego z nutą baletu, w wykonaniu Amelii Breakstone i Stanley'a Jooh'a, w choreografii przygotowanej przez Laurę McAvoy. - Mężczyzna w bordowym garniturze pokłonił się nisko i zwolnił parkiet trzyosobowej grupie.

- Jesteś podły, wuju - mruknął z wyrzutem Allen, cały czas patrząc na środek sali przez obiektyw aparatu.

- Teraz pojmuję swój błąd. Gdybym powiedział ci od razu, zapewne byłbyś przed czasem. To kara dla ciebie - odparł z lekkim uśmiechem i parsknął cicho.

- Kto zatańczy solówkę?

Allen nie uzyskał odpowiedzi na to pytanie, więc była ona jasna. Wziął głęboki oddech, a kiedy pierwsze dźwięki elektrycznej muzyki rozbrzmiały po pomieszczeniu... cóż. Całkiem możliwe, że odrobinę zaniedbał pozostałą dwójkę tancerzy. Jego wzrok niczym zaklęty błądził po bladym, pokrytym przeróżnymi malunkami ciele chłopaka. Przyciągany dziwną, nieznaną mu siłą sunął wzrokiem po jego szczupłych, zgrabnych nogach, wąskich biodrach, na których punkcie zdecydowanie mógłby mieć obsesję. Kiedy Nathan gwałtownie podnosił ręce ku górze, mężczyzna mógł dostrzec lekko zarysowane mięśnie brzucha. To było jednak nic w porównaniu z dalszymi częściami choreografii. W momencie, w którym nastolatek płynnym obrotem odwrócił się do niego tyłem, a potem wykonał skłon, Allen ledwo powstrzymał cichy gwizd. Naprawdę chciał się skupić na układzie przez niego wykonywanym, ale nie był w stanie i nie chodziło tu jedynie o samo pożądanie. To było jak magnes. Jego oczy chwytały się każdej cząstki ciała bruneta, każdego skrawka materiału, każdego fragmentu odsłoniętej skóry. Czuł na sobie pracę jego mięśni, uderzenie pięścią w ziemie, nacisk na stopy przy wyskoku. Czuł to wszytko i o wiele więcej, choć znajdował się kilkanaście metrów dalej i patrzył na niego jedynie przez obiektyw. Czuł to wyraźnie.

- Cieszę się, że jednak zdecydowałem się na tych kamerzystów - westchnął Maximilien jak tylko rozpoczęła się przerwa. - Zapewne nie udało ci się uchwycić całkiem niezgorszego piruetu Amelii Breakstone w formacji, czyż nie?

Allen jedynie zacisnął zęby i odwrócił wzrok w poszukiwaniu Nathana.

- Przygotowuje się. Nie waż się przeszkadzać. Lepiej spójrz na opis tego, co zatańczy. - Siwy mężczyzna spojrzał na niego porozumiewawczo i skinął głową na leżące obok papiery.



***

Denerwował się? Nie. Stresował? Też nie. Bał? Tak. Bał się. Bał się zatańczyć swojego układu przed tymi wszystkimi ludźmi, ale nie miał wyboru. To jedyne, czego nigdy nie opanował do perfekcji. Za każdym razem wychodziło inaczej. Za każdym razem mógł więcej. Za każdym razem nie liczyło się nic, prócz jego, muzyki i kroków. Nic. Dziś więc też nie będzie. To była jego choreografia. Jego piosenka usłyszana w oknie mieszkania starszej kobiety z białym kotem. Jego. To było tylko i wyłącznie jego. A to była jego chwila.

- Ostatni występ przedstawicieli SAAS. Nathan Bell zatańczy solo do własnej choreografii i utworu "Je suis un homme".

Światła nieco przygasły, skupiając się jedynie na ciemnowłosym chłopaku. Nie było już publiki, nie było strachu. W uszach rozbrzmiały mu pierwsze nuty tak dobrze znanej melodii, a ręce bez jego woli uniosły się ku górze. Nie chciał myśleć.

"Jesteś żałosnym, nic nie wartym zerem"

Jestem jeden, potem miliony*
Jestem człowiekiem z sercem lwa
Podczas wojny o każdej porze
Kręcę się w kółko, kręcę się w kółko



Obrót, skok, obrót, upadek. Bolesny? Nie, nie czuł tego. Jeszcze przez chwilę wszytko było nowe, nie zdążył poczuć. Czuł za mocno.

"Myślisz, że nikt nie wie, że nie masz ani grosza..."

Jestem człowiekiem pełnym ambicji
Piękny samochód, piękny dom
W sypialni albo w salonie
Kręcę się w kółko, kręcę się w kółko


Jego ciało, jego serce i dusza. Oddał się im całkowicie, nie panował już nad niczym. Stracił kontrolę.

"Twoi rodzice... Może oni też mają cię w dupie..."

Obracam na wszystkie strony jakąś sprawę
Idę do przodu, jednocześnie się cofając
Kręcę się w kółko, kręcę się w kółko



Pot spływający mu po skroni, metaliczny posmak w utach, zdarte do krwi stopy.

"Nie masz żadnych przyjaciół, z nikim nawet nie rozmawiasz"

Widzisz, nie jestem człowiekiem,
Jestem królem iluzji
Niech mi w końcu wybaczą
Jestem królem, królem głupców



Wszystko dookoła zaczęło krzyczeć. Głośno i wyraźnie. Słyszał wrzask i rozdzierający płacz. Jego płacz. Ale on nawet nie otworzył ust.

"Jesteś niczym..."

Tworzę świat według siebie
Odlany ze złota i betonu
Ciało w klatce, wrzucone do więzienia
Kręcę się w kółko, kręcę się w kółko


Chaos ogarnął jego całego, ale to było dobre. Przecież o to właśnie chodziło. Dlatego to stworzył. Nie chciał czuć.

"...NICZYM!"

Jestem z człowieka, zaprzeczeniem
Czysty produkt konsumpcji
Tak, jestem skończony
Jestem skończony



"...nic niewartym zerem..."

Czarna koszulka całkiem przemokła od jego potu, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Bolało go gardło. Krzyczał tak głośno.

"...NICZYM!!! "


Jestem człowiekiem u stóp muru
Jak błąd natury
Na Ziemi bez innych powodów
Kręcę się w kółko, kręcę się w kółko


Jestem człowiekiem i mierzę
Cały horror mojej natury
Za moją winę, moja kara
Kręcę się w kółko, kręcę się w kółko


"...niczym..."

Krzyki ustały, zamieniając się ledwo słyszalny szept. Jeden ból zniknął, by ustąpić miejsca rwącym mięśniom. Dotarło do niego światło reflektorów i głośne oklaski, a on kręcił się, kręcił, kręcił.

To ja, pan ognia,
Pan gry, pan świata
I widzisz co z niego zrobiłem
Ziemię lodu, Ziemię spaloną
Ziemię ludzi, którą ludzie opuszczają



Opadł na drewniany parkiet dysząc ciężko. Starał się zaczerpnąć choć odrobiny powietrza, ale ono jakby nagle zniknęło. Jego ciało drżało, a oczy, choć szeroko otwarte, nie mogły dostrzec nic więcej prócz ciemności. Czuł się sparaliżowany.

-...athanie... - Ostatkiem sił uniósł głowę w stronę łagodnego, męskiego głosu - Nathanie...

Złapał rękę wciągniętą w jego stronę i wstał, dając się poprowadzić do drzwi. Świadomość zaczęła wracać do niego dopiero po kilku minutach. Rozejrzał się po pomieszczeniu i spiął się nieco, widząc, że to zwykły pokój mieszkalny. Leżał na jasnej kanapie, wciśnięty pomiędzy kolorowe poduszki. Nigdy wcześniej nie był w tym miejscu i zdecydowanie nie widział go na planie akademii. Przecież odleciał tylko na chwilę!

- Spokojnie, jesteśmy tuż obok głównej sali. Czasem nie mam siły wracać do domu, wtedy zostaję tutaj. Mój dom jest oddalony od Akademii ładne kilkadziesiąt mil, a ja jestem już stary.

Chłopak gwałtownie zerwał się do siadu i odwrócił głowę. Zmarszczył brwi, powoli analizując wszystkie fakty i zacisnął palce na kolanach.

- Pan Maximilien... Ja... Ja przepraszam za kłopot. Powinien pan być na sali i oglądać kolejn-

- Będę miał wszytko nagrane - Mężczyzna zajął miejsce na niewielkiej kanapie naprzeciw niego - Poza tym, nadal trwa przerwa.

Brunet skinął głową, nie bardzo wiedząc, co tak właściwie mógłby teraz powiedzieć. Siedział w pokoju właściciela Akademii cały spocony i brudny, po tym jak prawie zemdlał z wycieńczenia po swoim występie. Co miał powiedzieć?

- To był naprawdę trudny układ, Nathanie. Bardzo trudny. - Navas spojrzał na niego uważnie i pokręcił głową. - Niewiele osób potrafiłoby zatańczyć go w ten sposób. Wiesz dlaczego? - Chłopak pokręcił ostrożnie głową. - Bo ten taniec mówił. Ba, mówił, on krzyczał. Krzyczał tak głośno, że zdołałem to usłyszeć, chłopcze - mówiąc to przykrył swoją dłonią jego własną i spojrzał mu głęboko w oczy. - Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co skłoniło cię to tak ogromnego wylewu bólu. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak tak młody człowiek, może czuć. Jak MOCNO może czuć. I jak MOCNO wylać z siebie te uczucia. Jesteś wyjątkowy, Nathanie Bell. Nigdy nie wątp w to, jak bardzo wyjątkowy jesteś. Cokolwiek powiedzą ludzie, cokolwiek zrobią. Masz w sobie nieprawdopodobną siłę i jesteś w stanie ją wykorzystać do naprawdę wielkich rzeczy. Twoje oczy są tak przerażająco prawdziwe, Nathanie. Pełne bólu, nadziei. Tak bardzo zagubione. Ale jestem pewien, mogę przysiąc na wszystko, co zostało mi dane, że się odnajdziesz. Odnajdziesz się i spojrzysz z góry na miejsce, w którym sam kiedyś stałeś. Zasługujesz na to. Zasługujesz na szczęście. Jesteś piękny, Nathanie Bell. Po prosty przepiękny. - Ścisnął delikatnie jego dłoń, po czym powoli wstał z miejsca, siadając tuż obok chłopaka.

Chłopak niepewnie zagryzł wargę, jakby nie do końca wiedział, czy chce się teraz odezwać. Czy ma cokolwiek do powiedzenia. Milczał więc, ledwo powstrzymując drżenie wargi, a kiedy poczuł ciepłe, opiekuńcze ramiona, natychmiast się w nie wtulił. Pierwsze łzy były gorzkie, ale potem na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Być może słowa Olivii były dla niego jedynie impulsem, przelały czarę. Nie czuł tego od razu, ale teraz powoli zaczynało to do niego docierać. Pozbył się tego. Pozbył się tego wszystkiego, co powodowało kujący ból w jego piersi. Wiedział, że niebawem to wszytko powróci, że znów ogarnie go ten ból, ale to nie było ważne. Teraz to nie miało najmniejszego prawa się liczyć. Pociągnął nosem, opierając głowę na ramieniu mężczyzny i odetchnął cicho.

- Tylko nie waż się mówić Allenowi. Nie zwykliśmy się przytulać. Jeszcze sobie pomyśli, że zmiękłem. Niedoczekanie - parsknął cicho, nadal gładząc nastolatka po plecach.

- Nie śmiałbym - zaśmiał się przez łzy i powoli odsunął od staruszka.

- Dzi-

- Nie musisz. To ja powinienem ci podziękować. - Ostatni raz położył dłoń na jego ramieniu, po czym wstał i podszedł do ciemnej, dębowej szafy, po chwili zaczynając w niej czegoś szukać. - Wiesz, zawsze byłem blisko z Donną, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. - Na te słowa chłopak parsknął cicho, ocierając nadal wilgotne policzki. - Często spotykaliśmy się właśnie w Akademii, ale niekiedy przerywano nam nasze spotkania. Do Donny dzwonił rozjuszony strażnik z sali tanecznej w starej kamienicy kilka przecznic stąd, że znów ktoś się włamał. Na początku nie mogłem zrozumieć, o co włamywaczowi w ogóle chodzi. Nie kradł, nie niszczył, nawet nie opuszczał sali. Wiesz, co tam robił? Tańczył, po prostu tańczył. O, tu cię mam - Znalazłszy tekturową torbę postawił ją przed chłopakiem i uśmiechnął się półgębkiem - Kamera była popsuta, a obraz potwornie rozmazany, ale takich ruchów się nie zapomina. Oddaję ci twoją własność.

Nathan zmarszczył brwi jeszcze mocniej, niż miał je zmarszczone na początku wypowiedzi mężczyzny. Wiedział? Przecież był taki ostrożny. Jak to w ogóle-

- Moja... bluza - odetchnął i pokręcił głową z niedowierzaniem. Zostawił ją w sali prawie dwa miesiące temu i nie miał jak po nią wrócić. Po chwili jednak zreflektował się i zagryzł wargę. Włamywał się tam, to nielegalne i karalne. - Ja...

- Nonsens, nie przejmuj się. A poza tym, jutra będziesz tam ćwiczył, czyż nie?

- Och, właściwie to mam pewien problem. - Podrapał się po karku nieco zakłopotany. - Mam do załatwienia naprawdę bardzo ważną sprawę i-

- W porządku, rozumiem. Zaraz poinformuję twojego trenera. Z resztą, taki to trener jak...Ech- Przerwał mu już setny dzisiaj raz i uśmiechnął się szeroko - A teraz zmykaj na salę, bo Laura z pewnością się niecierpliwi. Mój nieszczęsny siostrzeniec natomiast, z pewnością już dawno wyszedł z siebie. Tak, jest tu. Widział twój występ.

Brunet zarumienił się lekko i skinął głową w geście podziękowania, po czym pospiesznie wyszedł z pomieszczenia. Wszedł na główną salę podczas wygłaszania podziękowań i pożegnania. A więc ominął go występ ostatnich przedstawicieli. Przez kilka minut szukał wzrokiem Laury i reszty grupy, ale poszukiwania przerwał mu dźwięk przychodzącej wiadomości. Skąd w ogóle w kieszeni wziął się jego telefon? Przecież zostawił go w torbie... Torba! Prędko skierował się w miejsce, w którym wcześniej siedzieli, ale nic tam nie dostrzegł. W końcu wyciągnął z kieszeni zmarnowaną komórkę i przeczytał wiadomość.

" Pojechaliśmy z powrotem do szkoły. Ciebie i twoją torbę zobowiązał się odwieźć pewien niezwykle przystojny brunet. Byłeś przepiękny, Nathan. Najpiękniejszy "

Ms. Laura

Uśmiechnął się pod nosem i schował telefon z powrotem do kieszeni. Cieszył się. Naprawdę się cieszył. Długo czekał na ten moment, ale teraz, w tym momencie, w tej jednej, krótkiej chwili, mógł nazwać się szczęśliwym. Na swojego kierowcę natomiast nie musiał wcale czekać długo, bo wraz z jego zgubą wyrósł tuż przed nim już po paru sekundach.

- Kareta już czeka. - Allen ukłonił się teatralnie, na co chłopak jedynie wywrócił oczami.

- Więc rusz się, sługusie. Nie mam całego dnia - wykonał nieokreślony ruch dłonią i parsknął cicho, widząc minę towarzysza. - No co?

- Cięty masz ozorek, nie ma co. To nie było miłe. W rekompensacie tego znieważenia, dasz mi się zaprosić na obiad. Jutro. Nie przyjmuję odmowy.

- Będziesz musiał. Jutro jadę z bratem na zakupy. Brak czasu na obiad, przykro mi. - Odeprawszy z szatni swoje rzeczy, zarzucił na siebie płacz i odebrał od Navasa swoją torbę.

- Gdzie się wybieracie?

- Do domu handlowego niedaleko elektrowni. Nie pamiętam jak się nazywa. - Chłopak spojrzał na niego podejrzliwie i zmrużył oczy - Czemu pytasz?

- Tam też można zjeść dobry obiad. - Oparł nonszalancko, podobnie do nastolatka zajmując swoje miejsce w aucie.

- Będę z bratem. Małym dzieckiem. To jemu będę poświęcał całą uwagę. Jeśli ci to nie przeszkadza...

Allen wyglądał przez chwilę jakby się zapowietrzył, co wywołało u chłopaka spore zdziwienie.

- Ktoś cię podmienił?

- O co ci chodzi? - Zmarszczył brwi.

- Nie zbyłeś mnie, bez słowa sprzeciwu pozwoliłeś mi się podwieźć do domu, zdradziłeś mi coś więcej niż swoje imię i nazwisko i w dodatku zgodziłeś się zjeść ze mną obiad. Zastanawiam się, czy już doszedłeś do siebie po tym zniewalającym tańcu, czy może nadal nie czujesz się zbyt dobrze.

- Och zamknij się - oparł z lekkim uśmiechem i rozsiał się wygodnie w fotelu - Znaj moją łaskę.

- Sokoro mam dziś takie powodzenie, to może uda mi się w końcu zdobyć twój numer?

- Nie. Wiesz gdzie mieszkam, to wystarczające.

- Znam tylko numer kamienicy, a poza tym-

- Nie.

- Ale-

- Nie.

- To przecież-

- Bo odwołam spotkanie. Dla jasności - masz być pod wejściem równo o 12.

- W co ja się wpakowałem...

W tej chwili był naprawdę szczęśliwy.

5 komentarzy:

  1. Kocham cię dziewczyno ♥
    Teraz tydzień czekania na kolejny rozdział, meh v.v
    Weny, czasu, chęci
    Kokon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również kocham i bardzo dziękuję 😂♥️
      Do następnego,
      Joyssli

      Usuń
  2. Piękna piosenka. Wyobrażałem sobie jak Nathan tańczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jego występ to musiała być bomba. Szkoda tylko, że Allen nie wie w co się pakuje. Oj łatwo to on nie będzie miał z naszym Natankiem oj nie;P Choć i tak moją parą numer 1 jest Tomas i Victor :DD
    Pozdrawiam i dużo weny;)
    ~kira

    OdpowiedzUsuń
  4. Czułam się jakbym tam była i oglądała występ Nathana. To musiało być coś skoro wszystkich tak zachwyciło. Trzymam za niego kciuki. No i oczywiście za Allena, żeby wreszcie go zdobył. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Weny
    ~Demi Lerman

    OdpowiedzUsuń