niedziela, 25 czerwca 2017

15. Good wind


Good wind
Dobry Wiatr 

Urodziny. Rocznica urodzenia. Dzień, który został uznany za warty świętowania. I po co? Żeby uświadomić sobie i ewentualnej reszcie świata, że jesteśmy o rok starsi? Bezsens. Nathan zdecydowanie tego nie rozumiał. Wyprawiał urodziny, i swoje, i Mike'a, ale tylko i wyłącznie ze względu na brata. Z całą tą urodzinową otoczką wiązało się zbyt wiele istotnych szkopułów. Po pierwsze, pieniądze. Ogrom niepotrzebnych wydatków na niepotrzebne bzdety. Można było oczywiście powiedzieć to wprost - nie było go stać na urodziny. Po drugie, ludzie. Urodziny - a raczej impreza urodzinowa - zazwyczaj celebrowane były w gronie przyjaciół, znajomych, współpracowników czy kogokolwiek innego. Nathan nie przepadał za ludźmi, szczególnie obcymi, a bliskich nie miał wielu. Wracając do urodzin i ich otoczki, po prostu tego nie lubił. Nie lubił niepotrzebnych wydatków, zapraszania gości, kolorowych balonów, denerwujących serpentyn i innych kiczowatych ozdób, przesłodzonych tortów i tego całego zgiełku. Cóż, przynajmniej tak właśnie próbował sobie wytłumaczyć swoją niechęć do tego dnia, spychając w głąb umysłu fakt, że nie miał złamanego grosza na choć jedną z tych kiczowatych ozdób czy prawdziwy, urodzinowy tort, oraz że prócz rodziny Tomasa nikt by się nie zjawił. Nie, po prostu nie lubił urodzinowego bagna. Jakim więc cudem wylądował tu - we Wschodnim Yorkshire, w Hull, dokładnie w piątym już dziś oceanarium - The Deep. Wcześniej odwiedził między innymi również National Sea Life Centre w Birmingham, które swoją drogą było największym lądowym akwarium w Wielkiej Brytanii, Lakes Aquarium w miejscowości Lakeside, na południowym brzegu jeziora Windermere w Kumbrii, oraz Blue Planet Aquarium w Ellesmere Port, w hrabstwie Cheshire. Dużo czasu, dużo jeżdżenia, dużo pieniędzy i zachodu. W dodatku nie był sam. Nie był też jedynie z Mike'em, jak bywało zazwyczaj. Towarzyszył im - choć nie jest to może odpowiednie stwierdzenie, zważywszy na to, że to właśnie on ich tu zaprosił, zawiózł i wszystko ufundował - przeklęty Allen Navas. I w tym momencie Nathan wykorzystywał całe pokłady zawziętości i silnej woli, by wmówić sobie, że wcale nie bawi się tak dobrze, jak w istocie się bawił.

- Nath, spójrz! To Megachasma pelagios, rekin wielkogębowy*. Jedyny żyjący przedstawiciel rodziny Megachasmidae i rodzaju Megachasma. Nawet nie masz pojęcia, jak mało ich zostało. - Mike wydawał się przywrzeć do szyby i ani na chwilę nie odrywał wzroku od zaobserwowanej przed chwilą ryby.

- W 2015 roku odnotowano 102 osobniki. To naprawdę niewiele. - Podsunął Allen, a uśmiech Mike'a tylko się poszerzył, kiedy szybko rzucił okiem na mężczyznę.

Nathan jednak musiał przyznać, że Navas albo po kryjomu fascynował się ichtiologią*, albo po prostu odrobił lekcje i to nieźle się do nich przykładając. Co chwile zasypywał Mike'a informacjami z samego dna Wikipedii, a nazwy naukowe wypowiadał z taką pewnością i umiejętnością, jakby łacinę miał we krwi.

- A to Regalecus glesne! Wstęgor królewski, dawniej nazywany...

-...królem śledziowym. Jest jedną z najdłuższych ryb świata, wiedziałeś? - Spojrzał na chłopca, lekko się pochylając.

- Tak! - Roześmiał się cicho, a Nathan zdusił w sobie uśmiech.

Mike, choć bardzo mądry i dojrzały jak na swój wiek, był też cichy i zamknięty w sobie. Często bywał też markotny. Nie ufał ludziom. Osoby, w których towarzystwie czuł się swobodnie, nie przekraczały liczby palców u jego dłoni. A teraz się śmiał. Śmiał się, mówił, biegał i po prostu cieszył się z wycieczki, jak cieszyłby się z niej przeciętny pięciolatek. Z jego oczu choć na chwilę zniknęła ta nienaturalna dla dziecka powaga i napięcie. Całkowicie się rozluźnił i Nathan mógł jedynie zrobić to samo, ciesząc się jego szczęściem. I nosząc za nim Kokchi'ego.

Po chwili podeszła do nich wynajęta przez Allena młoda, niskiego wzrostu kobieta, z którą poznali się już przy wejściu do The Deep. Uzgadniała wtedy z nimi trasę wycieczki oraz jej czas. Wtedy też okazało się, że mogą zwiedzać obiekt nawet do dwóch godzin po zamknięciu, gdyż Navas wykupił jakieś specjalne wejściówki. Nathan nie oszczędził mężczyźnie kilku nieprzyjaznych spojrzeń z tego powodu. Teraz szeptem powiadomiła mężczyznę o czymś, co wywołało lekki uśmiech na jego twarzy, po czym skierowała się w stronę szyby, by ponownie snuć naukowe, ale i legendarne opowieści na temat znajdujących się tutaj wodnych zwierząt.

- O co chodzi? - Chłopak uniósł delikatnie brwi, postępując kilka kroków ku towarzyszowi. - Mam nadzieję, że to koniec niespodzianek na dzisiejszy dzień? Dochodzi dziewiąta, limit powinien się wyczerpywać. - Kończąc wypowiedź powrócił wzrokiem do Mike'a, pogrążonego w nieśmiałej rozmowie z przewodniczką.

- Masz tak mało wiary w moją osobę. Czuję się urażony. - Odparł mężczyzna z teatralnym grymasem na twarzy. - Ostatnią niespodziankę dostaniesz dopiero przed wejściem do kamienicy.

- O czwartej nad ranem? Nie wiem, czy będę potrafił się tym odpowiednio ekscytować. - Rzucił melodyjnym głosem.

- Tak właściwie...

- Allen, spójrz! - Mike prędko podbiegł do niego i chwyciwszy za rąbek jego płaszcza, pociągnął mężczyznę w stronę szyby. - Widzisz tego limacina helicina? Jest maleńki, musisz podejść bliżej. - Mówiąc to, wskazał na mikroskopijnego ślimaka morskiego, unoszącego się w wodzie z pomocą dziwacznych płetw. - Też ma na imię Allen!

Mężczyzna zaśmiał się pod nosem, kucając obok Mike'a oraz skinął głową stojącej nieopodal, czarnowłosej kobiecie, która ewidentnie chciała coś wtrącić.

- Ślimaki morskie limacina helicina, jak podają naukowcy z Uniwersytetu John Hopkins w Baltimore w swojej publikacji w Journal of Experimental Biology, zostały wyposażone przez Naturę w specyficzne „odnóża”, którymi zakończone jest ich ciało. Dzięki takiemu przystosowaniu do życia w morzu, nie pływają, a unoszą się, jakby na skrzydłach. Nazywane są przez to Motylami Morskimi. W naszym aquarium znajdują się jedynie dwa osobniki z tego gatunku. Allen oraz jego bezimienny towarzysz przybyli do nas zalewie tydzień temu. Jeszcze się nie zaaklimatyzowali. - Nie przerywając ani na chwilę, przewodniczka przesunęła umieszczoną na szynach szybę, która znacznie powiększyła obraz wnętrza aquarium tuż przed nimi. - O, tutaj jest nasz mały przyjaciel. - Przesunęła szybę jeszcze odrobinę, a przed oczami Allena pojawił się kolejny ślimak, w dziwny sposób kręcący się wokół własnej osi.

- Co on robi? - Mike stanął na palcach i z całych sił wyciągnął do góry szyję, próbując dostrzec drobne żyjątko.

Mężczyzna, nie zastanawiając się długo, rozłożył nieznacznie ramiona, oferując pięciolatkowi znalezienie się nieco wyżej. Ten wahał się jedynie przed chwilę. Podszedł do Navasa możliwie blisko i objął rączkami jego szyję, by po kilku manewrach zasiąść na jego barkach "na barana".

- Bada otoczenie. Skrzydełka tych ślimaków są również bardzo czułe. Czasem wykonują całe układy, by omieść nimi przestrzeń wokół siebie. Wyglądają wtedy jakby tańczyły. Ten robi to niemal cały czas. W taki sposób również się porusza. Możliwe, że nadal czuje się zagrożony.

- Więc tego nazwiemy Nath. - Szepnął chłopiec, zaciskając piąstkę na kołnierzu szarego płaszcza mężczyzny. Wyraźnie skupił się na środkowej części wypowiedzi kobiety. - Ładnie tańczy.

- Jak Nath? - Mruknął mężczyzna znacznie głośniej, by chłopak bez trudu zorientował się, że to właśnie o nim rozmawiają.

- Nie, Nath tańczy ładniej.

- Najładniej.

- Najładniej na świecie.

- O czym rozmawiacie? - Uśmiechnął się półgębkiem, zerkając podejrzliwie to na brata, to na Navasa.

- Zdecydowaliśmy się nazwać naszego nowego przyjaciela Nathan. Spójrz, jaki cudowny pirouette. - Mruknął mężczyzna z uznaniem, kiwając w stronę ślimaka.

- Cudowne, naprawdę - Chłopak jedynie pokręcił głową i skupił wzrok na Mike'u - Nie za wygodnie ci tam?

- Nie, jest w porządku. Chodźmy dalej! - Rozkazał doniośle malec, wyciągając rękę wraz z palcem wskazującym tak daleko, jak tylko był w stanie.


***

Minęła godzina, zanim przewodniczka się oddaliła, żegnając się z nimi i wskazując drogę do wyjścia, a Mike zdecydował się zejść na ziemię i zasiąść na szaliku Allena tuż przed szybą zbiornika z setkami kolorowych ryb. Pozostała dwójka postanowiła spędzić ostatnie minuty w The Deep na rozmowie, zasiadając na ławce kilka metrów dalej.

- Mike jest naprawdę szczęśliwy. - Podjął chłopak, wpatrując się w tył głowy brata. - Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dużo się uśmiechał.

- Cieszę się, to cudowny dzieciak. - Al sam uśmiechnął się pod nosem, na moment również lokując swój wzrok na chłopcu.

- On też cię lubi. Myślę, że nawet bardzo. Najpierw Kokchi, teraz siedzenie "na barana". Niedługo będziesz musiał czytać mu na dobranoc i odbierać ze szkoły. - Pokręcił głową, śmiejąc się cicho.

- Cóż ja wtedy pocznę. - Przeraził się manierycznie mężczyzna.

- Nie wiem. Ja będę miał wolne, nie będzie mnie to obchodziło. 


- Parsknął na koniec i przeniósł wzrok na towarzysza, rumieniąc się nieznacznie kiedy odkrył, że ten wpatruje się w niego już od jakiegoś czasu.

- Mógłbym to robić. - Tym razem jego głos był poważny, choć przepełniony swoistą łagodnością i obietnicą.

- Wiem. - Oparł prędko chłopak, chcąc zdusić ten temat już w zalążku.

Nie był gotów na rozwijanie go w tej chwili. To byłoby zbytnie wybieganie w nieznaną nikomu przyszłość, ale... Ale wiedział. Naprawdę wiedział i nie miałby nic przeciwko. Nie miałby nic przeciwko widzeniu Allena codziennie, przebywaniu z nim. Nie miałby nic przeciwko jego bliskiej relacji z Mike'em, pomocy przy zajmowaniu się nim, spędzaniu razem czasu. Zupełnie nic...

- Wcześniej, przy ślimakach, zacząłeś o czymś mówić. - Przypomniał chłopak, próbując wybrnąć z sytuacji.

- Ach tak, to chyba już odpowiednia pora, by o tym wspomnieć. Mam w zanadrzu jeszcze jedną niespodziankę. Spodziewam się jednak twojego stanowczego protestu. - Allen westchnął głośno, zbijając usta w wąską kreskę. - Zegar niebawem wybije dziesiątą. Z oceanarium wyjdziemy za mniej więcej pół godziny i nawet gdybyśmy od razu ruszyli, a byłoby szkoda, bo spacer po tutejszym molo nocą jest czymś niewiarygodnym, dotrzemy do Londynu, co zdążyłeś już wcześniej wspaniałomyślnie zauważyć, nieco przed czwartą.

- I co w związku z tym? - Chłopak zmarszczył brwi, nie bardzo wiedząc, do czego zmierza ta rozmowa.

- Pozwoliłem sobie zarezerwować nam pokoje w przytulnym hotelu, oddalonym od nas raptem półtorej mili.

- O nie. Nie, nie, nie. Nie zgadzam się na-

- Jesteśmy na nogach od samego rana, będziemy... Już jesteśmy zmęczeni. - Przerwał mu prędko - Mike robi się śpiący, choć na razie jest zbyt zajęty podziwianiem aquarium. Kiedy wyjdziemy, padnie. Spanie w samochodzie nie należy do najprzyjemniejszych czynności, więc...

- Allen, to za dużo! - Zaprotestował ponownie chłopak, bezsilnie załamując ręce.

- Polemizowałbym, ale nie widzę w tym większego sensu. Po prostu pozwól mi potwierdzić rezerwację, żeby wszystko było w pełni gotowe na twój przyjazd.

- Jakby moje zdanie miało jakiekolwiek znaczenie - Parsknął niezadowolony, zaplatając ręce na piersi.

- Jest kluczowe, ale cieszę się, że się zrozumieliśmy - Allen posłał mu przesłodzony uśmiech, od którego niejednemu zmiękłyby nogi i wyciągnął z kieszeni płaszcza telefon.

- Ej! Wcale się nie zgodziłem, słyszysz?!

***


- Nie zgodziłem się. - Burknął nastolatek, jak tylko wysiedli z auta. - Nie wyraziłem swojej zgody.

- Tak, to już wiemy. Możesz być całkowicie pewien, że mam tego pełną świadomość. Wielkodusznie nie dajesz mi o tym zapomnieć nawet na chwilę. - Parsknął kpiąco, zamykając drzwi od strony kierowcy i kierując się do tylnych.

Dzisiaj Mike łaskawie stwierdził, że Nathan już nie będzie musiał go podnosić, skoro mają od tego Allena, który, jak chłopiec zauważył, ma większe ramiona, więc na całą pewnością jest silniejszy. W dodatku był wyższy i miał brodę, co również przemawiało na jego niekorzyść. Dlatego właśnie to Allen otwierał teraz drzwi pasażera i delikatnie brał na ręce śpiącego już od jakiegoś czasu Mike'a. Trzymał się na nogach i tak bardzo długo, jak na dziecko w jego wieku. Spacer po molo przebył już co prawda "na barana", ale dochodziła dwunasta w nocy. Mężczyzna również zaczynał odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Patrząc na Nathana wywnioskować można było dokładnie to samo. Nic dziwnego, to był dzień pełen wrażeń. Drogę od oceanarium do oceanarium pokonywali możliwe szybko i zaczynali zwiedzanie. Pięść obiektów, ponad pięć​ godzin chodzenia, dwanaście godzin ogółem. To był jednak ten dobry rodzaj zmęczenia. Cudowny wręcz. Allen czuł niebywałą satysfakcję, widząc szeroki uśmiech tego wspaniałego dzieciaka. Naprawdę go polubił i z całą pewnością mógłby się przyzwyczaić. Przywiązać. Przez cały dzień wypatrywał również uśmiechu Nathana, a gdy zdołał ów dostrzec, był w niebo wzięty. Powoli zbliżał się do trzydziestki, ale jeszcze nigdy nie czuł tak wiele, przez czyjś uśmiech. Delikatny, szczery, raz za razem wyraźnie powstrzymywany uśmiech. Najpiękniejszy, jaki kiedykolwiek widział. I był pewien, że mógłby się przyzwyczaić. Przywiązać. Oraz oglądać go do końca życia i jeden dzień dłużej.



* Czysta fikcja - rekin ten nie występuje w żadnych oceanariach. Można go zaobserwować jedynie w środowisku naturalnym.

* Ichtiologia – dział zoologii zajmujący się rybami, ich systematyką, biologią, morfologią, embriologią, fizjologią, ekologią, rozsiedleniem geograficznym i paleontologią.

~ ciocia Wiki

~~~

Okej, jest rozdział. Miał być wcześniej, ale i tak wrzucam wam go teraz z tableta, gdyż nadal nie dotarłam do domu. Pisany również na tablecie, więc za ewentualne błędy bardzo was przepraszam.
O spacerze naszych bohaterów być może dowiecie się nieco więcej za jakiś czas, ale już teraz wrzucam wam krajobraz nocny przepięknego oceanarium The Deep.


Do następnego, ludziska!

Joyssli

1 komentarz:

  1. Super bardzo mi się podobał rozdzialik
    Pozdrawiam VIP :D

    OdpowiedzUsuń