sobota, 13 stycznia 2018

Desire | taekook


Czym jest osobowość? Kiepskie pytanie do rozmyślań, a odpowiedź na nie na pewno nie byłaby w stanie rozwiązać problemów chłopaka, ale skoro już zostało zadane, wątek należy rozwinąć. Tekst wycięty żywcem z Wikipedii jedynie bardziej by namieszał, więc uprośmy to tak bardzo, jak tylko jesteśmy w stanie. Nasza osobowość tworzy nas samych. Nas, jako samodzielne, wyjątkowe, niepowtarzalne, różne od siebie jednostki. Składają się na nią nasze cechy, myśli, zachowania, emocje, reakcje i wiele innych, ale tego nie musimy teraz wiedzieć. Fanatyków zapraszamy do skorzystania z wiarygodnych źródeł. Wracając, osobowość to coś całkiem skomplikowanego. Nie wydaje się, prawda? Przecież kształtuje się w okresie naszegov dorastania, mamy nad nią pełną kontrolę i możemy sami zadecydować o jej, nazwijmy to, efekcie końcowym. A jednak. Nasze cechy, mimo że stałe, wpływają na zachowania, emocje i reakcje, nad którymi często nie jesteśmy w stanie w pełni zapanować, ale nie to jest najgorsze. Myśli. Myśli są tym, co znaczącą część społeczeństwa doprowadza do szału. To zabawne i przerażające zarazem, ale mają nad nami niewyobrażalną władzę, czyż nie? Jasne, są na to sposoby, nawet wiele i to dobrych, ale nie będziemy rozwodzić się tu nad tematami kontroli własnego umysłu, nie. Będziemy rozwodzić się nad o wiele bardziej zajmującymi problemami Jeona Jungkooka, żyjącego w wielkiej niezgodzie ze swoją osobowością, a co za tym idzie, ze samym sobą. Nietolerowanie swoich cech, zachowań, emocji i reakcji musi być niezwykle męczące i w istocie, takie właśnie było. Cholernie męczące i doprowadzające na skraj załamania. Ból egzystencjalny, odczuwany przed niego podczas ćwiczeń, nie pozwalał mu skupić się na żadnej z choreografii, ale czarę goryczy przelał moment w którym jego za duża o przynajmniej dwa rozmiary koszulka podwinęła się do góry, ukazując tym samym jego klatkę piersiową. Od pewnego czasu nienawidził swojego ciała.

- Jungkookie, dobrze się czujesz? - Zapytał Namjoon, gdy tylko ostatnie nuty piosenki ucichły.

Brunet prędko odwrócił się w stronę lidera i energicznie pokiwał głową. To nie tak, że coś było z nim nie w porządku.

- Tak, hyung. Dlaczego pytasz?

- Wydajesz się dziwnie rozkojarzony, coś się stało? - Chłopak skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, jak miał w zwyczaju i uważnie przyjrzał się maknae. - Dobrze spałeś?

- Nie zjadłeś całego śniadania! Wiedziałem, że go nie zjesz, jeśli cię nie przypilnuje! Musisz jeść zdrowe rzeczy! - Seokjin pojawił się znikąd i oskarżycielko wymierzył w niego palcem.

- Położyłem się wczoraj jak tylko wróciliśmy, przespałem cały wieczór i popołudnie i ZJADŁEM śniadanie, Jin-hyung, nawet wziąłem banana ze sobą.

- Mleko bananowe skończyło się wczoraj rano, Junkookie może być przez to bliski depresji. - Zaśmiał się głośno Hoseok, przewieszając ramię przez barki młodszego.

- Albo to po prostu ta pogoda. Mi też chce się przez nią spać. - Mówiąc to Yoongi oparł się, a raczej opadł bezwładnie na jedną ze ścian i przymknął oczy.

- Tobie zawsze chce się spać, hyung. - Parsknął rozbawiony Jimin i stanął pomiędzy udręczonym raperem, a resztą zgromadzonego wokół maknae towarzystwa. - A ty już wczoraj wydawałeś się niewyraźny, Jungkookie-chan.

- To naprawdę nic takiego, może dopadło mnie zmęczenie, albo to faktycznie przez tę pogodę. Od kilku dni jest tak pochmurno, że nie mam ochoty wstawać z łóżka. - Ziewnął przeciągle, jakby dla wiarygodności i uśmiechnął się delikatnie.

- Oh, Jungkookie pracuje naprawdę ciężko, powinniśmy zrobić sobie chwilę przerwy. - Zanucił Jimin i stanął po przeciwnej od Hoseoka stronie, również obejmując przyjaciela ramieniem.

- Nie, ćwiczmy dalej, jeszcze trochę ponad pół godziny i koniec, prawda? - Odetchnął JK, przyjmując od milczącego dotychczas Taehyunga butelkę wody mineralnej.

- My z Jiminnim zostaniemy trochę dłużej, ale odprowadzimy cię do drzwi, Jungkookie. - Hobie odsunął się nieco i czule potargał mu włosy, wywołując u niego cichy śmiech.

- W porządku, w takim razie wracamy do pracy. - Zdecydował Namjoon, choć sam wyraźnie się do tego nie rwał.

- Nadmierny wysiłek fizyczny-

- Dasz radę, Yoongi-hyung! - Zawołał Park, ciągnąc na środek pomieszczenia również Jungkooka.

I dał, reszta również. Ćwiczenia nie zajęły im jednak pół, a jeszcze dwie godziny i wszyscy odetchnęli z ulgą, bądź, jak najstarszy, opadli na podłogę gdy zarządzono koniec. Jungkook starał się wyłączyć niechciane myśli, ale nie umiał znaleźć odpowiedniego guzika. Cóż, dał z siebie wszystko. Po wyjściu z sali i poinformowaniu reszty zespołu o swoich zamiarach, chłopak udał się do łazienki. Korzystając z chwili samotności rozebrał się i prędko zajął jedną z kabin, od razu zanurzając się pod strumieniem gorącej wody. Gorącej w założeniu, bo aż krzyknął cicho, gdy jego rozgrzana skóra zetknęła się z lodowatymi kroplami. W mgnieniu oka odsunął się od prysznica, czekając, aż woda się rozgrzeje, ale to nie następowało. Jęknął zrezygnowany i przepasawszy biodra białym ręcznikiem wyszedł kabiny, chcąc udać się do kolejnej, zakładając po prostu jakąś awarię tego urządzenia.

- Szybko.

Chłopak podskoczył zaskoczony i mimowolnie złapał się za klatkę piersiową, kiedy po pomieszczeniu rozniósł się głęboki, tak dobrze znany mu głos swojego... Przyjaciela. Tak wolał go nazywać. Co prawda "byli ze sobą" już prawie rok, ale ich relacja nie odpowiadała tej panującej w większości związków. Byli przyjaciółmi, po prostu trochę częściej się przytulali, czasem całowali, rzadziej robili... Inne rzeczy, ale wciąż nie te, które robią pary z niemal rocznym stażem. To nie tak, że Jungkook nie był pewien, co czuje do starszego, ten etap miał już na całe szczęście dawno za sobą. Po prostu...

- Myślisz. - Odgadł bez problemu Taehyung. - Myślisz za dużo.

- Przestraszyłeś mnie, hyung. - Odetchnął brunet, opierając się o zamknięte drzwi kabiny, do której zamierzał wejść. - I nie skończyłem, nie było ciepłej wody. - Dodał po chwili.

- Myślisz za dużo o rzeczach, o których wcale nie powinieneś i nie chcesz myśleć, przez co jesteś zły, smutny, nieobecny i bez życia. - Uściślił, odpychając się od ściany, o którą wcześniej się opierał i podszedł do maknae. - Nie wiem tylko, co to jest

Co to jest? CO TO JEST? To jest to, że po prostu uderzyło w niego, że nie jest tym, kim chciałby być. Chciałby być bardziej. Bardziej umiejętny, bardziej męski, bardziej uzdolniony, bardziej błyskotliwy, bardziej pewny siebie, bardziej przebojowy. Chciał być bardziej, ale mu nie wychodziło. I to wcale nie tak, że znów naczytał się hejtów na swoją osobę, chociaż to właśnie było tym, co zrobił. Tutaj chodziło o znacznie więcej, mianowicie właśnie o Taehyunga. Jego i ich relację, której nie potrafił zmienić, ruszyć do przodu, bo nie był wystarczająco "bardziej". Był za to "zbyt". Zbyt nieśmiały, zbyt niepewny, zbyt wrażliwy, zbyt tchórzliwy i... Chcecie wiedzieć do czego prowadzi ta psychologiczno-filozoficzna tyrada?! Chcecie?! Proszę bardzo! Otóż prowadzi tylko i wyłącznie do tego, że osiemnastoletni Jeon Jeongguk chciał przespać się ze swoim chłopakiem. Śmiejcie się, proszę bardzo, na zdrowie. Ale on przechodził załamanie nerwowe i bynajmniej nie było mu do śmiechu. No bo co miał zrobić?! Po prostu zaprzeć się i powiedzieć "Tae, chcę uprawiać z tobą seks"? Przecież takie słowa w życiu nie opuszczą jego ust, prędzej zostanie prawiczkiem do końca życia, A NIE CHCIAŁ TEGO. Chciał przeżyć swój pierwszy raz z chłopakiem, być może już mężczyzną, którego darzył specjalnym uczuciem, choć jeszcze mu tego nie powiedział. Naprawdę tego chciał.

- Przejdzie mi. - Chcieć, a móc, czyż nie?

- Wiem, ale obawiam się, że przedtem zdążysz ześwirować.

Szatyn uniósł lekko brwi. Postąpił jeszcze kilka kroków do przodu i stanąwszy na wprost JK'a, położył dłonie na jego okrytych jedynie ręcznikiem biodrach.

Stał blisko, a on był w ręczniku, praktycznie nagi i samo to wywoływało u młodszego palpitacje serca. Ledwo powstrzymywał się przed odskoczeniem od przyjaciela i schowaniem w kabinie. Tyle że on wcale NIE CHCIAŁ więcej uciekać i nie uciekłby, gdyby Taehyung zainicjował TO nawet teraz. Ale nie inicjował. Nie inicjował niczego od bardzo dawna i właśnie dlatego Jungkooka dopadły złe myśli, o których przecież nie mógł mu powiedzieć.

- Przejdzie mi szybciej. - Parsknął śmiechem, bo jak miał tego nie zrobić, kiedy starszy słał mu jedne ze swoich najlepszych uśmiechów i co chwilę dźgał go kciukiem w brzuch, wciąż jednak trzymając dłonie w tym samym miejscu.

Taehyung doskonale wiedział, że wyciąganie informacji na siłę nic mu nie da, już to przerabiał. Nie zmieniało to jednak faktu, że obawiał się o swojego dzieciaka. Był bardzo... podatny. Na zranienia na przykład. Uwielbiał to, jak otwarty był przy hyungach, przy nim, jak zmienił się i dorósł przez te lata, ale wciąż bywały sytuacje, w których był tym zamkniętym, zagubionym chłopcem.

- Jungkookie - Westchnął pokonany, na chwilę opierając czoło o to należące do chłopaka. - Nie zmuszaj mnie do tego, żebym się o ciebie martwił.

- Nie będę. - Mruknął cicho, czując dreszcze przebiegające przez całe jego ciało.

Kim, gdy tylko to poczuł, odsunął się na odległość wyciągniętych ramion i zabrał dłonie z bioder chłopaka, chwilę później jeszcze bardziej targając jego i tak skołtunione włosy. A potem klepnął go w tyłek i zwiał, dobrze wiedząc, że czekałby na niego kopniak lub dosyć mocne uderzenie w wystarczająco pokiereszowane ramię.

***


I właśnie tak wyglądało to za każdym razem, a Jungkooka szlag jasny trafiał. Hyung kompletnie błędnie odczytywał wszystkie jego zachowania, jak te dreszcze na przykład. Przecież się go nie bał, do jasnej cholery! Jego dotyku też się nie bał, on go potrzebował. Jego humorki zmieniały się z prędkością światła i, zdaniem reszty zespołu, były nie do wytrzymania. Jimin-hyung porównał go nawet do kobiety w ciąży i chłopak rozpaczał. Nie nad słowami blondyna, bo on już dostał za swoje, ale nad tym, że nawet gdyby był dziewczyną, nie mógłby mieć ciążowych wahań nastroju, bo do tego potrzebna jest ciąża, a do niej potrzebny jest STOSUNEK. Ponownie, uproszczając to tak bardzo, jak tylko jesteśmy w stanie - Jungkooka dopadła frustracja seksualna, choć sam przed sobą w życiu by tego nie przyznał. Co więcej, do owej frustracji dochodził brak samoakceptacji, powodujący niebotyczne wątpliwości. No bo, czysto teoretycznie, może on już wcale się Taehyungowi nie podobał? Wtedy brak tego zainteresowania ze strony starszego byłby jak najbardziej logiczny. I tutaj wkraczały humorki, raz wprawiające go w nastrój "jestem najprzystojniejszym mężczyzną na planecie, każdy by na mnie poleciał", by zaraz potem wprowadzić go w stan "nie spojrzę w lustro, bo pęknie. Jin-hyung, trzeba będzie przenieść lustra do twojego pokoju". Ostatecznie jednak komiczną złość i naburmuszenie wywoływała u niego ślepota Taehyunga, który jasne, wiele razy próbował z nim porozmawiać, ale Jungkook wcale nie chciał rozmawiać. Chciał uprawiać seks!

Gdy usłyszał te słowa w swojej głowie zarumienił się po czubki uszu i zakrył głowę kocem, jęcząc przeciągle.

- Może wezwiemy psychologa? - Mruknął Yoongi, nawet nie odrywając wzroku od telewizora. - Chyba zawiedliśmy jako rodzice.

- Od samego początku się na nich nie nadawaliście! - Krzyknął Jin, kierując swoje słowa do zdziwionego Namjoona i jak zawsze obojętnego Mina. - Zadręczylibyście to dziecko!

- Nie jestem dzieckiem! - Wykrzyknął spod koca brunet.

- Przynieść ci mleko bananowe, Jungkookie? - Westchnął Hobie, raz dwa podnosząc się z kanapy.

-...

- Jungkookieee - Charakterystycznie dla siebie przeciągnął ostatnią sylabę i kucnął przed miejscem zajmowanym przez osiemnastolatka.

- Poproszę. - Mruknął cicho, nadal jednak nie wyściubiając nosa spod okrycia.

- W porządku, zaraz wracam. - Klasnął w dłonie i posłał porozumiewawcze spojrzenia Seokjinowi i Taehyungowi, siedzącym po obu stronach Kookiego.

Tuż obok Kima, na skraju kanapy, rozwalił się Jimin, co chwilę zerkając na ukrytego pod kocem chłopaka. Namjoon i Yoongi zajęli fotele znajdujące się przy krańcach sofy, a Jhope, po powrocie z mlekiem, które przekazał Taehyungowi, rozsiadł się na miękkiej, puchatej pufie przed telewizorem.

- Mam coś dla ciebie, Jeonggukie-ah. - Szepnął Taehyung, przybliżając usta do miejsca, w którym prawdopodobnie znajdowało się ucho chłopaka.

Ten natychmiast wystawił dłoń spod koca, oczekując, że Kim po prostu położy na niej kartonik. Czekał, czekał i doczekać się nie mógł, a kiedy już chciał zabrać dłoń i dać mu należyty opieprz, szatyn bez ostrzeżenia pociągnął go mocno za wystającą kończynę i zmusił do usadzenia się na jego kolanach. Objął go również w pasie, brodę opierając na ramieniu bruneta.

Cisza i spokój trwały około dwóch minut.

Po nich Jungkook wydarł się głośno, zaczął szamotać i trzykrotnie potykając się o zaplątany w kostkach koc wybiegł z pomieszczenia. Po kolejnych minutach wszyscy prócz Yoongiego posłali sobie zdziwione, zmęczone i zmartwione spojrzenia. Jedyną, pozornie nie wzruszoną osobą w pokoju pozostawał raper, wciąż tępo wpatrujący się w ekran telewizora.

- To dzwonić po tego psychologa? 





***


Jungkook, po godzinie tarzania się na łóżku i walenia głową w ścianę, zażył długiej i relaksującej kąpieli, podczas której układał swój dalszy plan działania. Doszedł do konkretnych wniosków i postanowił dzisiejszego wieczora załatwić wszystko, co miał do załatwienia. Musiał się zawziąć, inaczej zwariuje i on, i reszta zespołu. Wtedy i tak będzie mu wszystko jedno. Taehyung już teraz nie był do końca normalny. Gdyby ześwirował, Jeon za Chiny nie pociągnąłby tego związku sam. Chcąc nie chcąc, choć chciał, rzecz jasna, musiał coś zrobić. Dziś. Teraz. Natychmiast. Nawet jeśli to wszystko okaże się dla niego jedną wielką kompromitacją. Zrobi to. Dla dobra własnego, Kima, zespołu i reszty Korei, która mocno przeżyłaby zamknięcie całej ich siódemki w zakładzie psychiatrycznym. Z tą nieskromną myślą i zaciętym wyrazem twarzy z hukiem otworzył drzwi łazienki, by po niespełna sekundzie zdusić w ustach krzyk i mocniej opatulić się białym szlafrokiem.

- V-hyung? - Wyspał zaskoczony, starając się jak najprędzej przywołać się do odpowiedniego stanu.

Szatyn siedział wygodnie po lewej stronie łóżka, z miną równie zaciętą jak Jungkook jeszcze pół minuty temu.

- Musimy porozmawiać. - Stwierdził dosadnie, wbijając w chłopaka stanowczy, aż wyraźnie niespokojny wzrok.

- T-tak? - Odchrząknął, powoli podchodząc do łóżka. - Tak. 

- O twoim zachowaniu w ostatnim czasie. Musisz w końcu powiedzieć mi, o co chodzi.

Brunet przysiadł na skraju posłania, po chwili jednak wchodząc na nie w pełni i zajmując miejsce nieopodal starszego. Odetchnął głęboko, w głowie widząc już najczarniejsze scenariusze. Dalej, Jungkook, dasz radę, nie spieprzysz tego.


- Raz przychodzisz do mnie w środku dnia i domagasz się uwagi, mimo że nigdy tak nie robiłeś, a zaraz potem uciekasz ode mnie, jakbym parzył. Przez ostanie dwa tygodnie obraziłeś się na mnie więcej razy niż przez wszystkie lata naszej znajomości i to z powodów tak dla mnie niezrozumiałych, że nie wiedziałem nawet, za co mam przepraszać. Nie chcesz pomocy ani ode mnie, ani od hyungów, nie chcesz z nami rozmawiać i Jungkook, czego ty tak właściwie chcesz? - Sapnął Taehyung, załamując ręce i patrząc na chłopaka ze zmęczeniem, oczekiwaniem i pewną nadzieją.

Nie powie tego. Słowa po prostu nie przejdą mu przez gardło. Nie da rady.
Wziął kilka uspokajających oddechów i zagryzł mocno dolną wargę. Nie ważne, nie słowa, a czyny tworzą historię. Ktoś tak kiedyś powiedział, mało istotne. Istotny był za to Jungkook, zrywający się z miejsca i usadawiający na kolanach starszego. Tak, to zdecydowanie było interesujące. Na tyle, że sam Kim Taehyung powołał do pracy swoją mimikę twarzy i warknął pod nosem.

- O co ci chodzi?!

- Wiedziałem. - Szepnął martwo brunet, spuszczając wzrok na swoje dłonie.

- Co wiedziałeś?!

- Dlatego nie zwracasz uwagi na moje zachowanie i nie widzisz, co próbuję ci przekazać.

- Co?

- Po prostu to powiedz, Taehyung.

- CO?

- Już mnie nie chcesz.

Taehyung zmarszczył mocno brwi, przez dobre kilkanaście sekund starając się wyłapać jakikolwiek sens wypowiedzi swojego chłopaka, a kiedy to nastąpiło o mało się nie zapowietrzył, z głośnym świtem wciągając powietrze do płuc.

- A więc to o to chodziło od samego początku. - Westchnął głęboko szatyn, opierając głowę o bark chłopaka. - Oh, Jeonggukie...

- Nie, ja po prostu-

- Po prostu jesteś bardzo głupiutki, tak. - Parsknął w jego skórę, po chwili składając na niej długi pocałunek.

Taehyung pokręcił lekko głową, biorąc kolejny głęboki wdech. Co za niemożliwy dzieciak.

- Jak mogłeś w ogóle pomyśleć, że mi się nie podobasz?

- To nie tak. Wiedziałem, że ci się p-podobam, ale... Nie byłem pewien, czy pociągam cię w ten sposób.

- Skąd przyszło ci to do głowy? - Wyjęczał chłopak, na chwilę podnosząc wzrok. - Dałem ci kiedyś powód, byś poczuł się tak poczuł?

- Nie, oczywiście że nie, ja tylko...- Brunet urwał na chwilę, odwracając głowę i zwilżając spierzchnięte usta koniuszkiem języka. - Tylko na samym początku miałem wrażenie, że myślisz o tym cały czas. Nie w ten zły sposób, nie o to chodzi, ale wspominałeś o tym, pytałeś, stwarzałeś sytuacje...

- ...które cię zawstydzały i sprawiały że czułeś się niezręcznie, więc kazałeś mi przestać i poczekać, aż wyrazisz na to zgodę. - Przypomniał starzy.

- Tak. - Osiemnastolatek skinął głową, nerwowo skubiąc kołnierz koszuli szatyna. - Nie spodziewałem się jednak, że odsuniesz się aż tak, a w chwili w której stwierdziłem, że mógłbym tego chcieć, nie miałem pojęcia co robić. Nie było już momentów do wykorzystania, ani twoich prowokacji do ułatwienia sprawy i byłem oszołomiony tym, że nie potrafię iść dalej. Zacząłem więc zastanawiać się nad tym, czy teraz to ty tego chcesz. Nigdy nie byłem jakiś szczególny i mógłbyś w końcu zdać sobie z tego sprawę. Chciałem coś zrobić, ale nie byłem wystarczająco-

- Kookie. - Przerwał mu twardo straszy, doskonale wiedząc, do czego to dążyło. - Ty JESTEŚ "wystarczająco", rozumiesz? Jesteś BARDZIEJ niż "wystarczająco" i bardziej niż "dobrze". Jesteś właśnie taki, jaki powinieneś być, nie dociera to do ciebie? Takiego się poznałem, takiego pokochałem i takiego cię chcę. Żadnego innego.

- Kiedy ja-

- Kiedy ty nie akceptujesz siebie, ja każdego dnia zakochuje się w tobie coraz bardziej. Kiedy ty chcesz zwalczyć swój naturalny i niezaprzeczalny urok, ja pragnę go pielęgnować i oglądać jak najczęściej. Kiedy ty przeklinasz się za swoją nieśmiałość, a przeklinam fakt, że ona może kiedyś zniknąć. Kiedy ty patrzysz w lustro i widzisz kogoś niewystarczającego, ja patrzę na ciebie i martwię się, że wszystko inne może nie być wystarczające dla kogoś takiego jak ty. Kookie, spójrz na mnie - Poprosił, a kiedy nastolatek spełnił tę prośbę, przeniósł jedną dłoń na jego kark i przyciągnął go bliżej. - Nie chce, żebyś kiedykolwiek się zmieniał. Kocham ciebie takim, jakim jesteś. Kocham Jeona Jeongguka, uroczego chłopaka, którego poznałem ponad trzy lata temu i przyjąłem do mojego serca właśnie takim, jakim był. Kocham w tobie dosłownie wszystko i nie ważne, ile nie wad przybędzie ci przed następne lata, będę kochał je równie mocno. Kocham cię, rozumiesz?

Jungkook pokiwał głową, zagryzając wargę niemal do krwi. I to wcale nie tak, że w oczach krążyły mu łzy, a oddech przyspieszył kilkukrotnie. On po prostu był zakochany.

- Taehyung. - Szepnął drżąco, przybliżając się tak, że niemal stykali się nosami.

- Tak, Jeonggukie?

- Ja...- Uśmiechnął się delikatnie, wsuwając palce w miękkie włosy starszego - Ja też cię kocham. Naprawdę cię kocham i dziękuje ci, że czekałeś tak długo. Obiecałem wtedy, że kiedy to będzie ten czas, sam do ciebie przyjdę i... I ja...

- Przyszedłeś do mnie. - Dokończył Taehyung i wpił się w jego usta, chcąc w końcu nasycić się ich słodkim smakiem.

Tak, przyszedł do niego. W własnej woli, pewny, zdecydowany. Dlatego nie protestował, gdy Kim stopniowo pogłębiał pocałunek, sunąc dłońmi po jego bokach. Oddawał każdy ruch warg najlepiej jak umiał, w pięściach ściskając jasne kosmyki chłopaka. Na to właśnie czekał. Tego chciał. Tego potrzebował. Pokochał dotyk niecierpliwych dłoni na swoich plecach, biodrach, pośladkach i udach. Pokochał mocne, żarliwe i namiętne pocałunki. Pokochał czucie jedwabistej skóry szatyna pod swoimi palcami. Sunął nimi po karku, barkach i ramionach, badając jej fakturę o wiele dokładniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Bordowa koszula, wcześniej niedbale rzucona na łóżko, gładko zsunęła się na jasny dywan, zaraz obok szlafroka młodszego. Czuł zawstydzenie, ale minęło w momencie, w którym Taehyung ponownie zaatakował jego usta, pchając go na pościel i błądząc dłońmi po jego torsie. Chłód pościeli wywołał nieprzyjemne dreszcze, jednak ciepło, bijące od ciała Kima, wynagradzało mu to w zupełności. To było szybkie i gwałtowne, wyczekiwane. Już nie raz byli w takiej sytuacji. Nie raz posuwali się nieco dalej, za pomocą wzroku, słów i dłoni doprowadzając siebie nawzajem na skraj orgazmu. Jednak teraz było inaczej. Teraz Jungkook wiedział, że na tym się nie skończy i nie mógł powstrzymać natłoku emocji, które zaczęły na niego nacierać.

- Muszę zadać to pytanie. - Sapnął starszy, po długim czasie odrywając się od jego ust. - Jesteś pewien?

- Tak. - Odpowiedział niemal natychmiast, ciaśniej zaplatając ramiona na jego karku. - Tak, jestem pewien.

Taehyung skinął głową, doskonale wiedząc, że w tym momencie słowa wcale nie były im potrzebne. Potrzebny był dotyk. Dlatego, nie zwlekając ani chwili, zaczął obdarowywać nim całe ciało chłopaka, starając się nie ominąć ani skrawka gładkiej skóry. Błądził palcami po każdej krzywiźnie, każdym zagłębieniu i uniesieniu. Tworzył na ciele kochanka swoją własną mapę, wyliczając drogi, które miał jeszcze do przejścia i zaznaczając punkty, do których należy później wrócić. Całował go, pieścił, doprowadzał do błogiego szaleństwa. Przygotowywał powoli, dokładnie, bez pośpiechu. To miało być idealne. Ta noc miała być idealna.

Minęła godzina? Może dwie, Jungkook nie liczył. Nie byłby nawet w stanie poprawnie skorzystać z zegara, czując palce Taehyunga dosłownie wszędzie. W sobie, na sobie, wszędzie. Otaczało go ciepło i przyjemność, dużo przyjemności. Nie wyłapywał zbyt wiele ze słów chłopaka, dopóki nie sprowadził go na ziemię tym jednym zdaniem:

- Odwróć się, Jeonggukie. - Chrapliwy szept rozbrzmiał tuż przy jego uchu, sprawiając, że zadrżał po raz kolejny.

Z lekkim ociąganiem spełnił prośbę, natychmiast wtulając twarz w satynową pościel, spowijającą poduszkę starszego. Wdychał zapach, którym zdążyła przesiąknąć już całkowicie. Zapach świeżych cytrusów i imbiru, zapach kwiatów, najdelikatniejszych i najpiękniejszych, jakie ktokolwiek, kiedykolwiek widział, zapach lodowatego deszczu wiosną i leniwie wschodzącego zimowym porankiem słońca. Zapach jednocześnie mocny, intensywny oraz subtelny i aksamitny. Zapach, który chciał wdychać do końca swojego życia. Chciał nim przesiąknąć jak ta pościel, nosić go na sobie. Być przynależnym.

Czuł wilgotne wargi, składające czułe pocałunki na jego karku, ramionach i plecach. Czuł duże, delikatne dłonie sunące uspokajająco wzdłuż jego boków. Spięte w obawie mięśnie zaczęły stopniowo się rozluźniać, a wargi chłopaka uchyliły się nieznacznie, pozwalając cichym stęknięciom i westchnieniom dotrzeć do uszu Taehyunga. Wszystko jakby zwolniło. Stało się głuche i niewyraźne. Nie istniało nic, prócz ust i dotyku szatyna. Poddawał się im. Upajał się. Zatracał.

Starszy nie powiedział zupełnie nic. Nie musiał. Po prostu podciągnął się wyżej, chwytając podbródek Jungkooka i całując go pewnie, ale nie mocno. Intensywnie, ale nie natarczywie. Namiętnie, ale nie bezbarwnie. Całował go tak, jakby był jego wszystkim. Jakby był całym jego światem. A potem wszedł w niego powoli i delikatnie, splatając ze sobą ich palce tuż przy głowie bruneta. Westchnął błogo, kochając to uczucie od pierwszej sekundy. Zanurzał się w nie głębiej. Tonął w nim.

- Shhh, spokojnie - Wyszeptał, słysząc spazmatyczny oddech chłopaka i czując uścisk, niemal miażdżący mu place. - Shhh, Jeonggukie...

Słowa Taehyunga były jak mantra, a ich echo niewyraźnie rozbrzmiewało w głowie osiemnastolatka. Bolało. Bolało nawet bardziej, niż się spodziewał, ale to było w porządku. Mógł to znieść. Mógł to znieść dla Kima, którego ciężki oddech czuł na swoim policzku. Mógł to znieść dla uczucia wypełnienia, przynależności, oddania. Mógł znieść to dla samego siebie i pokochać ten ból, bo to on sprawiał, że stali się jednością. I zniósł to. Zniósł długie minuty, wsłuchując się w kojące szepty i czerpiąc z motylich pocałunków. Zniósł wszystko, a potem do bólu dołączyła przyjemność.

Zacisnął dłonie jeszcze mocniej, w jednej z nich gniotąc ciemną pościel, w zaś drugiej palce kochanka.

- Shhh, piękny...- Chłopak docisnął wargi do jego ucha poruszył się po raz kolejny, i kolejny, i kolejny...

Jungkook nawet w swojej głowie nie umiał opisać tego uczucia. Nie widział gdzie zacząć, gdzie szukać słów. Jego umysł wypełniał chaos, ale to wcale nie było negatywne. Było wyraźne i czytelne, a nowe odczucia i emocje rzucały się na niego co sekundę, wypełniając go po same brzegi. Ból i przyjemność mieszały się ze sobą, a mieszanka ta była obezwładniająca.

- Jesteś taki dobry, Jeonggukie. Taki piękny. - Głos Kima był ciężki i chrapliwy od rozkoszy, powoli przejmującej nad nim kontrolę.

Kookie był jego wszystkim. W tamtym momencie nie istniało dla niego nic, prócz tego chłopaka. Prócz nich, razem, tak blisko, jak nigdy przedtem. Stali się jednością. Ich ciała, zapachy, westchnienia i krople potu mieszały się ze sobą. Taehyung był niepoprawnym romantykiem, tak. Może nawet nieco naiwnym, ale w chwili, w której brunet wypowiedział jego imię głosem przepełnionym emocjami tak bardzo, że zdolne były go przytłoczyć, był pewien, że bez wahania oddałby mu nawet swoją duszę. Oddałby mu wszystko, by to splotło się z młodszym i ułożyło się w całość. W jedno istnienie. Chciał poczuć to bardziej, głębiej. Chciał w niego wchłonąć i wiedział, że chłopak chce tego samego.

- Tae...Taehyung

Mocniej. Głębiej. Więcej. Bardziej. Taehyung. 

- J-jeongguk

Mocniej. Głębiej. Więcej. Bardziej. Jeongguk.



Mocniej. Głębiej. Więcej. Bardziej. My.

Nie liczyło się nic więcej. Ni deszcz, uderzający w zaparowaną szybę, ni ciche wycie syren gdzieś w oddali, ni drażniący chłód na plecach, ni palące gorąco w środku. Pot, coraz dłuższymi strumieniami zdobiący ich skórę. Westchnienia i jęki, tracące tembr w miękkich dywanach. Dotyk, zostawiający po sobie niewidzialne ślady. Pocałunki, składające obietnice, przekazujące uczucia, spełniające pragnienia.

To mogło wydawać się nieco teatralne, tak.

Nieco przesadzone.

Ale było tylko dla nich.

Ta noc była tylko dla nich.

I przyjęli ją w pełni.

***

Poranek był... Nieoczekiwany. Cóż, z całą pewnością byłby najcudowniejszym w życiu Taehyunga, gdyby o szóstej rano nie został obudzony przez głośny huk dobiegający z pokoju obok. Na początku nieszczególnie się tym przejął, rozkoszując się ciepłem drugiego ciała w swoich ramionach, jednak po pewnym czasie postanowił na sekundę opuścić wciąż śpiącego chłopaka i sprawdzić, co było źródłem hałasu. Zgodnie ze wszelkimi oczekiwaniami był nim Namjoon, próbujący "po cichu" wstać z łóżka. Chłopak tylko zajrzał do środka przez uchylone drzwi i już miał zamiar uciekać, ale okazało się, że nie był jedyną osobą, którą niespodziewany łomot skłonił do wyjścia z pokoju. Z martwą twarzą błądził wzrokiem po wystających zza drzwi głowach, uniesionych kciukach i znaczących spojrzeniach, od których jego policzki przybierały coraz dorodniejsze kolory. Kiedy w końcu znalazł się z powrotem w pokoju, Jungkook wciąż spał, a on starał się ułożyć w głowie dobry, acz możliwy do zrealizowania plan, który pomógłby uniknąć młodszemu siarczystej niezręczności. Cóż, nie ma to jak wsparcie ze strony przyjaciół...


~~~ 


Powracam z jednopartem shipu, który od miesiąca mocno gra mi w głowie, więc łapcie go i zerknijcie proszę na notkę, którą dodam zaraz po opublikowaniu tego ;) 
Swoją drogą, jeśli są tu fani i zwolennicy BTS oraz Vkooka, koniecznie zostawcie po sobie jakiś ślad ;))


W końcu żywa,
Joyssli



2 komentarze:

  1. Wow, nie spodziewałam się tu BTS. Mi po głowie niestety chodzą Jikooki, ale cieszę się, że dodałaś takiego shota :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wooo! Nieźle! Świetnie piszesz i mam nadzieję, że nie zakończysz na tym historii z BTS. A tak z ciekawości, piszesz może jeszcze jakieś inne shipy? W twoim wykonaniu nieźle wyglądałby SugaMon albo Vmin! Taaak!
    Życzę weny
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń